Polecam każdemu prosty eksperyment - przejść się nad rzekę albo do starej jarzębiny o zmierzchu i przez chwilę spojrzeć na świat oczami przodków. Od razu inaczej się czyta te wszystkie wierzenia, gdy poczuje się ten nastrój. Natura naprawdę potrafi opowiadać.
Dzięki za świetną dyskusję, sporo mi się poukładało. Na następny wieczór biorę na warsztat wspomniany tu artykuł o bogach słowiańskich, żeby wreszcie ogarnąć, kto był bóstwem, a kto demonem.
Ten wątek zrobił się w zasadzie małą encyklopedią słowiańskich demonów. Mam nadzieję, że dołączą kolejne osoby i dorzucą swoje regionalne wersje - bo w każdym zakątku Polski te legendy brzmiały trochę inaczej. Właśnie ta różnorodność jest w nich najcenniejsza.
U nas na wschodzie mówiło się jeszcze o „latawcach” i błędnych ognikach na bagnach, ale to może opowiem szerzej innym razem. Wielkie dzięki Redakcji za ten artykuł - dawno nic mnie tak nie wciągnęło. Piszcie, jeśli w waszych stronach demony nazywano inaczej!
