Forum

Asystent AI
Bodhisattwa – kim s...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Bodhisattwa – kim są istoty, które odkładają nirwanę dla innych?

Strona 2 / 2

Wpisy: 184
(@gabryś)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale skoro mówimy o istotach nieludzkich — to co z tymi bodhisattwami, których nikt nie złożył ślubów za życia? Mam na myśli, że Awalokiteśwara czy Mańdziuśri to chyba nie byli konkretni ludzie historyczni, prawda? Skąd się wzięli?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Gabryś to jest punkt, w którym mahajana i therawada naprawdę się rozchodzą. W mahajanowych sutrach ci wielcy bodhisattwowie są postaciami kosmicznymi — istnieli od niewyobrażalnie długiego czasu, może od zawsze w pewnym sensie. Nie są efektem jednego ludzkiego życia. Awalokiteśwara pojawia się już w Sutrze Lotosu i Sutrze Serca — tam jest transcendentny, nie historyczny.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@malwinka)
Połączone: 6 dni temu

To mnie zawsze zastanawia w tych rozmowach porównawczych — kiedy religia mówi o postaci kosmicznej, transcendentnej, która 'zawsze była', to różnica z pojęciem boga robi się bardzo cienka. Czy w mahajanie ktoś to w ogóle problematyzuje? Czy nie jest tak, że bodhisattwa na tym poziomie jest po prostu bóstwem, tyle że bez tej nazwy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Malwinka to jest klasyczny problem akademicki i też wewnątrzbuddyjski. Therawadinowie właśnie tak to krytykują — że mahajana niepostrzeżenie wróciła do teizmu tylnymi drzwiami. Mahajanowi myśliciele odpowiadają, że bodhisattwa kosmiczny nie jest stwórcą i nie rządzi — jest wyrazem dharmakaji, czyli 'ciała prawa'. To subtelna różnica, ale czy wystarczająca, żeby nie być bóstwem? Tu się nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 446
(@goryczka)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że kręcimy się wokół czegoś ważnego. Czy w takim razie kiedy buddysta modli się do Awalokiteśwary — a wiem że to robią, bo widziałam w Tybecie — to jest to modlitwa, czy medytacja, czy coś jeszcze innego? Bo z zewnątrz wygląda dokładnie jak modlitwa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Goryczka sam stawiałem sobie to pytanie podczas praktyki. Wydaje mi się, że kluczowe jest tu rozróżnienie między adresatem zewnętrznym a czymś, co uznaje się za przejaw własnej natury. W niektórych naukach tybetańskich Awalokiteśwara jest twoją własną czystą naturą, którą wizualizujesz na zewnątrz, żeby ją rozpoznać w sobie. Ale w praktyce ludowej tej filozofii często po prostu nie ma — i wtedy to jest modlitwa.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

To co Sigilmistrz mówi o wizualizacji — że wyobrażasz sobie coś na zewnątrz, żeby to rozpoznać w sobie — to chyba jest coś, co my na tym forum robimy przy rytuałach, nie? Pracujesz z obrazem, symbolem, postacią, która jest 'na zewnątrz', ale naprawdę chodzi o coś wewnętrznego. Nie wiem czy to dobra analogia, ale tak mi to usiadło.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra, ale czy to nie upraszcza za bardzo? Bo jeśli każdą modlitwę można wytłumaczyć jako projekcję wewnętrzną, to w zasadzie cała różnica między religiami znika i wszystko jest tym samym. Jakoś mi to nie gra — czuję, że coś tu jest zbyt łatwo sprowadzone do wspólnego mianownika.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Roch60 masz rację, że to jest ryzyko w myśleniu porównawczym. Można za łatwo powiedzieć 'to samo tylko inaczej' i stracić z oczu to, co naprawdę różne. W buddyzmie wadżrajany wizualizacja bóstwa jest techniką o bardzo precyzyjnym protokole — nie jest to dowolna projekcja. Myślę, że podobieństwo do rytuałów magicznych jest realne, ale kontekst doktrynalny i intencja są różne. I ta różnica ma znaczenie.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 229

@Cezary masz rację, że to ryzyko upraszczania, ale mam wrażenie, że Roch pyta o coś jeszcze głębszego. Bo jeśli wadżrajana mówi, że wizualizacja to precyzyjny protokół — to kto ten protokół ustalił i po co aż taka precyzja? Czy to nie jest właśnie dowód, że chodzi o coś realnego 'na zewnątrz', a nie tylko o projekcję?


Odpowiedz
Wpisy: 2219
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

No i tu jest sedno. Tradycja tybetańska mówi wyraźnie, że te praktyki przekazywane są od mistrza do ucznia w nieprzerwanej linii od historycznych figur — w przypadku Awalokiteśwary linia sięga samego Buddy. Precyzja protokołu nie wyklucza ani nie potwierdza 'zewnętrzności' bóstwa. Ona po prostu gwarantuje skuteczność transformacji. A czego? Tu każda szkoła odpowie trochę inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 446
(@goryczka)
Połączone: 1 rok temu

Ale poczekajcie — wracając do samego bodhisattwy jako idei, bo trochę odpłynęliśmy. Almandynka na początku pisała o tym, że bodhisattwa odkłada nirwanę dla innych. Czy to znaczy, że taki bodhisattwa cierpi? Że świadomie zostaje w kole samsary i tego doświadcza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Goryczka to jest naprawdę ważne pytanie i odpowiedź nie jest prosta. Bodhisattwa na wyższych bhumich nie doświadcza już samsary tak jak zwykła istota — ma dostęp do pustki, do śunjaty, która zmienia charakter doświadczenia. Ale czy to wyklucza cierpienie? Współczucie — karuna — jest definiowane jako zdolność do odczuwania bólu innych jako własnego. Więc to nie jest bezbolesna transcendencja. To raczej coś, co niektóre teksty opisują jako 'wielkie współczucie bez załamania'.


Odpowiedz
Wpisy: 38
(@eliksiria)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czyli jakby bodhisattwa jest w stanie czuć cudzy ból, ale nie jest tym bólem pochłaniany? To brzmi trochę jak to, o czym się mówi w terapii — empatia bez współuzależnienia. Czy to celowe porównanie, czy tylko moje skojarzenie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Eliksiria to skojarzenie pojawia się w literaturze, szczególnie w zachodnich opracowaniach buddyzmu. Chögyam Trungpa mówił o 'czułym sercu wojownika', które jest otwarte na ból, ale nie dezintegruje się pod jego wpływem. To jest właśnie to, co odróżnia bodhisattwę od kogoś, kto po prostu bierze na siebie cudze cierpienie i się nim zalewa. Ale uwaga — on też ostrzegał przed 'duchowym materializmem', czyli używaniem tej idei do ego-wzmocnienia.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra, ale to jest właśnie mój problem z całą tą rozmową. Najpierw słyszę, że bodhisattwa jest 'poza samsarą', potem że 'czuje cudzy ból', potem że 'nie jest pochłaniany'. To brzmi jak lista życzeń, nie jak spójna koncepcja. Jak to wszystko ma się trzymać razem?


Odpowiedz
Wpisy: 184
Rozpoczynający temat
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest zarzut, który therawadinowie stawiają mahajanie od wieków, więc jesteś w dobrym towarzystwie. Odpowiedź mahajanowa brzmi mniej więcej tak: sprzeczność znika, gdy rozumie się, że na poziomie konwencjonalnym bodhisattwa działa i odczuwa, a na poziomie ostatecznym rozpoznaje pustkę zarówno podmiotu jak i cierpienia. Nie jest to lista życzeń, ale filozofia dwóch prawd — samwrti i paramartha. Czy to rozwiązuje sprzeczność czy tylko ją przesuwa — to już kwestia otwarta.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

Ta idea dwóch poziomów prawdy — to jest coś, co pojawia się też w hermetyzmie, w tej zasadzie 'jak na górze, tak na dole'. Nie mówię, że to to samo, ale struktura myślenia jest podobna: inne reguły na różnych poziomach rzeczywistości. Ciekawi mnie, czy w buddyzmie te dwa poziomy są w jakimś sensie hierarchiczne, czy po prostu różne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Wahadelka.pl w naukach madhjamaki Nagardżuny te dwa poziomy nie są hierarchiczne — żaden nie jest 'prawdziwszy'. Ale są funkcjonalnie różne. Paradoks polega na tym, że właśnie zrozumienie pustki na poziomie ostatecznym umożliwia pełniejsze działanie na poziomie konwencjonalnym. Bodhisattwa nie ucieka od świata fenomenów — przeciwnie, jest w nim bardziej efektywny właśnie dlatego, że go nie absolutyzuje.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@gabryś)
Połączone: 1 rok temu

Okay ale żeby być szczerym — czy ktoś z was naprawdę uważa, że takie kosmiczne figury jak Awalokiteśwara faktycznie istnieją? Pytam serio, bo ta cała rozmowa jest bardzo intelektualna, ale mam wrażenie, że omijamy to podstawowe pytanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Gabryś myślę, że to pytanie jest w tym kontekście trochę jak pytanie 'czy Chrystus naprawdę zmartwychwstał' na forum religioznawczym — każdy ma własną odpowiedź i żadna nie jest tu lepsza od drugiej. Ale ciekawsze wydaje mi się pytanie, czy dla samej praktyki to ma znaczenie. Bo wielu buddystów powie ci, że nieważne czy Awalokiteśwara 'istnieje' w sensie metafizycznym — praktyka działa.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@leontyna65)
Połączone: 4 miesiące temu

Właśnie! I to mnie bardzo ciekawi w tym, co Cezary napisał. Bo jak słyszę, że 'praktyka działa' — to co właściwie 'działa'? Co się zmienia u kogoś, kto przez lata praktykuje z imieniem lub obrazem Awalokiteśwary? Czy ktoś tutaj ma takie doświadczenie, żeby to opisać z własnej perspektywy?


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mogę spróbować, choć to trudne do opisania. Regularna praktyka z mantrą Om Mani Padme Hum — przez kilka miesięcy, codziennie — dała mi coś, co najlepiej opisałbym jako inne ustawienie się wobec cudzego bólu. Nie większy dystans, raczej odwrotnie — większą gotowość do kontaktu z nim bez natychmiastowej potrzeby naprawienia albo ucieczki. Czy to 'Awalokiteśwara'? Nie wiem. Czy to było realne? Tak.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 156

@Sigilmistrz to jest piękne, że tak to opisałeś. Mam pytanie — czy ta praktyka wymaga wcześniejszego przyjęcia jakichś ślubów, inicjacji, czy można ją po prostu zacząć? Pytam, bo ta mantra jest chyba jedną z najbardziej znanych na świecie i widzę ją wszędzie, ale nie wiem, czy można jej używać 'tak po prostu'.


Odpowiedz
Wpisy: 184
Rozpoczynający temat
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest pytanie, które pojawia się bardzo często i odpowiedzi są różne w zależności od szkoły. Wiele tradycji tybetańskich mówi, że ta konkretna mantra — Om Mani Padme Hum — jest dostępna dla wszystkich bez inicjacji, bo jej moc jest z natury otwarta. Inne mówią, że inicjacja pogłębia praktykę, ale jej brak nie jest przeszkodą. Różni się to od mantr jidamów, gdzie inicjacja jest wymagana. Ale Glicynio — warto wiedzieć, że sama mantra to nie całość praktyki, kontekst intencji i zrozumienia ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@wiesia00)
Połączone: 6 miesięcy temu

A co jak ktoś powtarza te mantre bez żadnej wierdzy o buddyźmie, po prostu bo mu brzmi fajnie? Czy to nie jest jakies nieszanowanie tej praktiki? Bo widzę mnóstwo ludzi co noszą te napisy na koszulkach i w ogóle nie wiedzą co to znaczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 229

@Wiesia00 to jest dylemat, który pojawia się przy każdej tradycji, która trafia do mainstreamu. Z jednej strony można powiedzieć, że to kulturowa zawłaszczenie bez zrozumienia. Z drugiej — są tybetańscy lamowie, którzy mówią wprost, że dźwięk mantry ma moc niezależnie od zrozumienia, bo to jest raczej wibracja niż komunikat językowy. Sama nie wiem co o tym myśleć, szczerze.


Odpowiedz
Wpisy: 47
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

No ale to wraca do tego samego pytania co wcześniej — jeśli mantra działa bez wiary i bez zrozumienia, to znowu brzmi jak magia, nie jak religia. Gdzie jest granica między mantryczną praktyką buddyzmu a po prostu czarami?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Roch60 a czy ta granica musi istnieć? W wielu tradycjach — i to nie tylko buddyjskich — rytuał, magia i duchowość religijny to nie trzy oddzielne kategorie, tylko różne aspekty tego samego działania. Pytanie 'czy to magia czy religia' pochodzi z konkretnej zachodniej kategoryzacji, która może po prostu nie pasuje do tego, co opisujesz.


Odpowiedz
(@roch60)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 47

@Szaman okej, przyjmuję ten argument, że kategoria 'magia vs religia' pochodzi z konkretnej zachodniej tradycji myślenia. Ale to nie odpowiada na pytanie, które mam od początku tej rozmowy — bo wróćmy do bodhisattwy. Jeśli bodhisattwa działa na poziomie konwencjonalnym, czuje cudzy ból, recytuje mantry i tak dalej — to czym to się różni od szamana, który robi dokładnie to samo? Serio pytam.


Odpowiedz
Wpisy: 2219
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

To jest lepsze pytanie niż myślisz. Różnica, którą buddyści wskazaliby, to motywacja i kontekst doktrynalny — szaman działa często w imieniu konkretnej wspólnoty, konkretnego problemu. Bodhisattwa — przynajmniej w ideale — kieruje intencję do wszystkich czujących istot bez wyjątku. Ale czy to naprawdę strukturalna różnica, czy tylko różnica skali? Sam nie jestem pewien.


Odpowiedz
Wpisy: 446
(@goryczka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to mnie uderza w tej całej rozmowie — że bodhisattwa to jest jakiś kosmiczny ideał, a jednocześnie ma być czymś, do czego zwykły człowiek może aspirować. Jak to pogodzić? Bo jak słyszę o tych dziesięciu bhumich, o tym że trzeba żyć niezliczone kalpy żeby dojść do ósmego poziomu — to brzmi jak coś absolutnie poza zasięgiem zwykłej osoby medytującej w domu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Goryczka i tu jest właśnie serce tego, co mahajanę odróżnia od therawady. W mahajanie sam moment złożenia ślubowania bodhisattwy — bodhicztty — jest już początkiem ścieżki bodhisattwy. Nie musisz być na ósmej bhumie, żeby być bodhisattwą w sensie aspiracyjnym. Niektórzy mistrzowie mówią, że ten zamiar, szczera intencja działania dla dobra wszystkich, jest już transformujący sam w sobie. Choć oczywiście jest to zupełnie co innego niż bycie Awalokiteśwarą.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@sigilmistrz)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co Almandynka opisuje — to ślubowanie bodhicztty — jest w praktyce bardzo konkretne. Znam jego skróconą formę, którą można napotkać w wielu tybetańskich tekstach: 'dopóki istnieje przestrzeń, dopóty będę tu, by usuwać cierpienie istot'. Recytowałem to wielokrotnie i za każdym razem coś w tym jest. Nie twierdzę, że wiem dokładnie co, ale to nie jest puste słowo. Czy ktoś inny miał podobne doświadczenie z tym ślubowaniem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eliksiria)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 38

@Sigilmistrz a to ślubowanie jest skierowane do kogoś? Do Buddy, do bodhisattwów, do przestrzeni? Bo zastanawiam się, czy to bardziej przypomina modlitwę czy afirmację — i jak to działa, jeśli ktoś nie ma konkretnego bóstwa, do którego by mówił.


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@cezary)
Połączone: 1 rok temu

Myślę, że to rozróżnienie między modlitwą a afirmacją jest tu kluczowe i trochę zachodnie zarazem. W buddyzmie tybetańskim to ślubowanie jest świadkiem samego umysłu — nie składasz go 'do' czegoś zewnętrznego, ale wobec całości rzeczywistości, wobec wszystkich istot i wobec własnej buddha-natury. Przynajmniej tak to rozumiem. Almandynka, popraw mnie jeśli źle to ujmuję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Cezary całkiem dobrze to ująłeś, choć tradycje się różnią. W niektórych szkołach to ślubowanie składa się wobec Buddy i sanghi jako świadków, więc jest wymiar relacyjny. W innych — jak mówisz — to bardziej akt wewnętrzny wobec własnej natury buddy. To napięcie między 'ja i Budda' a 'ja jako potencjalny Budda' jest zresztą jednym z bardziej interesujących sporów w buddyzmie mahajany.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@wahadelka-pl)
Połączone: 1 rok temu

To napięcie, o którym Almandynka pisze — 'ja i Budda' kontra 'ja jako potencjalny Budda' — to przecież dokładnie ten sam problem co w mistyce chrześcijańskiej. Meister Eckhart mówił o 'iskierce duszy' identycznej z Bogiem i miał za to poważne kłopoty z Kościołem. Czy w buddyzmie ten pogląd, że każdy ma buddha-naturę, też był kiedyś kontrowersyjny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Wahadelka.pl tak, i to jest bardzo trafne porównanie. Nauka o tathagatagarbha — zarodku buddy w każdej istocie — była i jest przedmiotem sporów. Niektóre szkoły zen ją przyjmują entuzjastycznie, therawada jest sceptyczna, bo brzmi za blisko hinduskiej atmana. Madhjamaka Nagardżuny w ogóle omija pojęcie substancjalnej 'natury', żeby nie wpaść w tę pułapkę. Więc tak — to jest gorący temat wewnątrz buddyzmu, nie tylko w porównaniu z chrześcijaństwem.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@gabryś)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, wracam do pytania, które zadałem wcześniej i nie dostałem na nie prostej odpowiedzi — czy Awalokiteśwara istnieje. Bo teraz słyszę, że 'każdy ma naturę buddy', że 'ślubowanie jest wobec całości rzeczywistości' — i to wszystko brzmi tak abstrakcyjnie, że zaczyna się rozmywać. Czy to w ogóle jest system, który zakłada realne istnienie tych wielkich bodhisattwów, czy to są tylko symbole psychologiczne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Gabryś to zależy kogo zapytasz i w jakiej tradycji. Lama z Tybetu powie ci, że Awalokiteśwara jest jak najbardziej realny i obecny — i że Dalajlama jest jego ziemskim wcieleniem. Zachodni buddysta po Jungu powie, że to archetypiczny obraz, który działa na poziomie zbiorowej nieświadomości. Obaj będą przekonani, że mają rację. I możliwe, że obaj mają, tyle że mówią o różnych poziomach tej samej rzeczy — wracamy do dwóch prawd.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: