Chciałabym wrócić do pytania z tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy. Pytanie brzmiało czy słowiańskie duchy lub bóstwa są 'tymi samymi bytami' co anioły. Po tej całej rozmowie mam wrażenie że odpowiedź brzmi: funkcja podobna, natura prawdopodobnie inna, a metody pracy zdecydowanie inne. Czy ktoś się nie zgadza z tym podsumowaniem?
I tu wracamy do punktu wyjścia - co traktujemy jako 'ten sam byt'. Jeśli kryterium jest funkcja, to tak, są podobne. Jeśli kryterium jest charakter relacji - osobowa, krewniaczna versus służebna, hierarchiczna - to są różne. Jeśli kryterium jest to jak się z nimi pracuje, to są różne. I właściwie każde z tych kryteriów jest uprawnione, ale żadne nie jest jedynym.
I to chyba jest najuczciwsza konkluzja jaką możemy osiągnąć bez dostępu do źródeł których nie mamy. Zostawiam sobie pytanie otwarte i myślę że tak właśnie powinno być w praktyce - nie zamykać kategorii za wcześnie, tylko obserwować co się dzieje kiedy nawiązujesz kontakt. Byt powie ci kim jest lepiej niż jakakolwiek typologia.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie które może być głupie, ale nie mogę tego nie zapytać. Przez całą tę dyskusję mówicie o duchach przodków, Domowiku, aniołach - ale czy ktoś z was wie co słowiańska tradycja mówi o tym co się dzieje z bytami które nie mają żywych krewnych? Czyli jeśli nie masz rodziny która by cię pamiętała, to stajesz się duchem miejsca? Zanikasz? To by mi tłumaczyło po co były te zbiorowe zaproszenia na Dziadach których wspominał Felicjan.
Słuchajcie, to co opisuje Felicjan bardzo mi się kładzie na rozumienie run. Hagalaz na przykład - to jest runa chaosu, energii która nie ma ujścia. Zastanawiam się czy duchy błędne z tradycji słowiańskiej to nie jest dokładnie ten sam archetyp co ta runa opisuje. Energia bez formy, bez nazwy, bez odbiorcy. Czy ktoś jeszcze łączy te systemy w ten sposób?
Wracając do pytania Marcelego, bo myślę że jest naprawdę centralne. Czy słowiańskie duchy przodków bez zakotwiczenia w pamięci rodziny to nie jest dokładnie ten problem który chrześcijaństwo 'rozwiązało' przez modlitwę za wszystkich wiernych zmarłych? Tzn. kościół stworzył zbiorowy mechanizm pamiętania wszystkich naraz, żeby nikt nie wpadał w tę 'błędność'. To by tłumaczyło dlaczego Dziady tak szybko wchłonęło Zaduszki - pełniły podobną funkcję społeczną.
Mnie zastanawia coś innego. Skoro mówimy o kategoriach i o tym że byt może się 'przesunąć' jeśli nikt go nie pamięta - to co z moją babcią za sto lat? Czy możliwość kontaktu o którym pisałam wcześniej po prostu... wygaśnie? To jest trochę smutna myśl i chciałabym się mylić.
No i właśnie dochodzimy do czegoś co mnie drażni w tej całej dyskusji. Tyle filozofowania o naturze bytów, a nie wiadomo czy w ogóle cokolwiek z tego jest weryfikowalne. Czy nie jest tak że każda osoba która to praktykuje i tak doświadcza czegoś innego, i żadna klasyfikacja naprawdę nie oddaje rzeczywistości?
Chcę się tu wtrącić z czymś praktycznym. Przez całą dyskusję mówimy o duchach przodków i ich 'zakotwiczeniu' w pamięci. Ale czy w tradycji słowiańskiej nie było też czegoś w rodzaju opiekuna całego rodu, ponadpokoleniowego? Coś pomiędzy duchem konkretnej babci a bóstwem? Chciałabym wiedzieć jak to się nazywało bo gdzieś mi ta kategoria gdzieś mi umknęła.
Myślę że Petronelka dobrze zaznacza tę fragmentaryczność materiału. I warto się przy tym zatrzymać, bo w rekonstrukcji słowiańskiej jest sporo kategorii które 'brzmią słowiańsko' ale mogą być XIX-wieczną romantyczną nadbudówką albo późniejszą fantazją. Czur jest na granicy tej pewności i to uczciwie powiedziane. Co nie zmienia faktu że jako kategoria funkcjonalna - coś pomiędzy konkretnym przodkiem a wielkim bóstwem - jest bardzo potrzebna. Może tradycja to miała, a my po prostu zgubiliśmy termin.
Czur jest dobrym przykładem tej pułapki. Pojawia się u Afanasjewa, ale już sam Afanasjew jest dzieckiem romantyzmu i zbierał materiał z określoną tezą. Pytanie które zawsze sobie zadaję przy takich kategoriach - czy mamy zapis terenowy, pieśń, zaklęcie, cokolwiek gdzie ktoś rzeczywiście odwołuje się do tej istoty i prosi ją o coś konkretnego? Bo sama nazwa w słowniku etnografa to za mało.
Ale czy to nie jest trochę frustrujące? Tzn. jeśli nie mamy żadnego rytuału, żadnego wezwania, żadnego opisu tego bytu - to na czym w ogóle można oprzeć pracę z nim? Pytam szczerze, bo gdy pracuję z runami to też operam się na fragmentach, ale jednak mam więcej niż jedno słowo.
To co mówi Seba jest dla mnie ważne, bo wraca do tytułowego pytania wątku. Czy słowiańskie duchy przodków i Czur jako duch rodu - to są 'anielskie' funkcje? Bo anioł stróż w tradycji chrześcijańskiej też jest bytem dość mglistym dogmatycznie, a jednak ludzie mają konkretne doświadczenia kontaktu z nim. Może granica jest płynna nie dlatego że systemy są podobne, ale dlatego że ludzkie doświadczenie kontaktu jest podobne niezależnie od systemu?
Wracam do tego co powiedział Felicjan, bo to chyba jest rdzeń całego wątku. Kategoria 'anioła' w tradycji słowiańskiej pojawia się dopiero z chrystianizacją, to jest fakt. Ale pytanie brzmi - czy przed chrystianizacją Słowianie mieli byty które pełniły analogiczną funkcję, i jak się mają do siebie te dwa zestawy? Nie 'czy to to samo', ale 'co mają wspólnego i czym się różnią'.
Ale właśnie mam wrażenie że przez całą dyskusję bardziej rozmawiamy o duchach przodków niż o czymś co byłoby naprawdę analogiczne do anioła. Bo anioł to nie jest przodek - to byt który nigdy nie był człowiekiem. Czy w tradycji słowiańskiej jest coś takiego? Coś co nie pochodzi z linii rodowej, ale istnieje niezależnie i może opiekować się żywym?
To co pisze Kasjopeja jest dla mnie bardzo ważne. Może kategoryzacja 'był czy nie był człowiekiem' jest naszą kategoryzacją, nałożoną na materiał, a nie słowiańską. Może dla kogoś żyjącego tysiąc lat temu continuum między przodkiem a duchem miejsca a bóstwem opiekuńczym było naturalne i niepotrzebne było rozróżnianie?
Słuchajcie, to co piszecie jest piękne filozoficznie, ale chcę zapytać o coś bardzo konkretnego. Jeśli nie ma ostrej granicy między duchem przodka, duchem miejsca i czymś 'anielskim' - to jak w praktyce podchodzicie do budowania ołtarza czy miejsca kontaktu? Czy wydzielacie je czy macie jedno wspólne? Pytam bo sama się nad tym zastanawiam.
Dobra, to trochę mnie uspokaja co pisze Seba. Ale wracam do tego co mówiła Natka wcześniej, bo to mnie nie opuszcza - że anioł to byt który nigdy nie był człowiekiem. Jeśli to jest ta granica, to czy w tradycji słowiańskiej w ogóle istnieje coś takiego? Bo domownik, Czur, duchy przodków - to wszystko zdaje się mieć jakiś rodowód ludzki albo przynajmniej związek z człowiekiem. A co z bytami zupełnie niezależnymi?
To jest dokładnie to co chciałam powiedzieć kiedy zaczęłam ten wątek. Może błąd jest w samym tytule, który narzuca chrześcijańską kategorię 'anioła' na materiał który jej nie ma i mieć nie może. Ale z drugiej strony - jeśli funkcja jest podobna, czyli pośrednictwo, ochrona, przekaz - to może kategoria nie jest aż tak obca. Tylko że musimy być precyzyjni co rozumiemy przez 'podobną funkcję'. Kasjopeja, masz rację że pytanie o słowo może być kluczem.
Ale czy to nie jest tak że każda religia ma jakiś odpowiednik 'pośrednika'? W hinduizmie dewowie, w islamie anioły, u Słowian może właśnie te graniczne byty między bóstwami a ludźmi. Może 'anioł' to po prostu etykieta na coś co jest wszędzie, tylko inaczej opisane?
Wracając do praktycznej strony, bo trochę od niej odeszliśmy - jeśli pracujesz ze słowiańskim systemem i chcesz nawiązać kontakt z czymś co nie jest przodkiem, nie jest bogiem, ale jest jakimś opiekunem czy pośrednikiem, to gdzie w ogóle zacząć? Bo z jednej strony mamy słabe źródła, z drugiej są ludzie którzy mówią że po prostu 'czują' taki kontakt. Jak wy do tego podchodzicie?
