Miałam ostatnio sen, który nadal nie daje mi spokoju i nie wiem jak to opisać inaczej, bo tytuł mówi chyba wszystko. Śniłam, że stoję na jakimś dworcu albo holu, dużo ludzi dookoła, a ja patrzę na siebie z zewnątrz - jakbym była jednocześnie sobą i obserwatorem. I ta moja postać ze snu zaczyna płakać. Ale ja - ta obserwująca - nie czułam nic. Żadnego smutku, żadnego bólu. Jakby cały smutek poszedł do tej drugiej mnie i tam sobie płakał, a ja byłam pusta i spokojna. Obudziłam się z takim dziwnym uczuciem, jakby coś zostało oddzielone. Znacie to skądś? Bo ja nie potrafię tego rozgryźć.
ojej, to brzmi jakby dusza podzieliła sie na dwie czesci! Czytałam kiedys o czymś takim w kontekscie czakry serca, ze kiedy jest zablokowana to emocje jakby chodza własnymi sciezkami, oddzielnie od nas. Moze to jest własnie to? Ze twoj smutek dosłownie probuje cie cos pokazac, ale nie przez ciebie, tylko obok ciebie?
Poczekajcie chwilę. Zanim pójdziemy w kierunku czakr i podziału duszy, chciałabym zapytać o coś prostszego. Czy to był jednorazowy sen, czy powtarzający się? Bo jeśli jednorazowy, to może być po prostu przetwarzanie jakiegoś tłumionego uczucia. Obserwacja siebie z zewnątrz to dysocjacja senna, która bywa bardzo wymowna. Ale jeśli wraca, to jest zupełnie inny kontekst. Doprecyzuj, bo to zmienia całą interpretację.
To co tu opowiadasz z tym dworcowym miejscem, które pojawia się w różnych snach - to jest bardzo istotny trop. Miejsca we śnie, które powracają, to często coś w rodzaju węzłowych punktów podświadomości. Dworce, hale, skrzyżowania - symbolicznie mówią o momentach przejścia, o wyborach, o czekaniu na coś albo na kogoś. Ale to że teraz, właśnie tam, pojawił się płaczący sobowtór - to jakby podświadomość postanowiła wreszcie coś zabrać z zaplecza i wystawić na środku sali. Pytanie jest takie: co ostatnio odkładasz? Co czeka na swoją kolej?
hmm, przepraszam ze sie wtrącam, ale czy to nie może byc po prostu to, ze mózg tak przetwarza emocje i tyle? Nie wiem czy od razu trzeba to interpretowac symbolicznie. Choć przyznam, ze to z tym miejscem które sie powtarza jest trochę dziwne.
Mam pytanie do autorki, bo mnie to bardzo zaciekawiło - czy ta postać ze snu, ta która płakała, wyglądała dokładnie jak ty? Takie same ubrania, twarz, wszystko? Bo jeśli nie była identyczna, to może to nie jest sobowtór tylko jakiś aspekt, jakaś część siebie która ma własne życie, nie?
ten zielony plaszcz mnie zaintrygowal, serio. W tarocie zielen jest czesto kolorem serca, ale tez ukrytej straty albo czegos co rosnie w ciemnosci zanim wyjdzie na swiatlo. Nie wiem czy to pomaga, po prostu skojarzylo mi sie od razu.
no dobra, kolor jest ważnym tropem, ale nie biegłabym od razu do tarota, bo kontekst jest ważniejszy niż symbol sam w sobie. Mnie bardziej interesuje ta "nieostrosc" twarzy. Zazwyczaj kiedy we śnie widzimy siebie z zewnątrz a twarz jest rozmyta, to może oznaczać że ta część siebie nie jest jeszcze uświadomiona. Nie wiesz co ona czuje, nie wiesz nawet jak wygląda - ona płacze, a ty patrzysz jak obca. Czy to nie brzmi znajomo jeśli chodzi o jakiś obszar twojego życia teraz?
Jest jeszcze jeden wątek który chcę poruszyć, bo mi nie daje spokoju. Piszesz że byłaś pusta i spokojna jako obserwator. Czy ta pustka była przyjemna, neutralna, czy może trochę przerażająca? Bo to bardzo zmienia odczytanie. Spokojna pustka może być ochroną, dysocjacją w dobrym sensie - dusza schodzi na bok żeby coś przetworzyć bezpiecznie. Ale pustka która niepokoi to już inny sygnał.
Może to głupie pytanie, ale czy ten smutek który "wrócił" po przebudzeniu był związany z czymś konkretnym, czy takim ogólnym bez powodu? Bo czytam to i zastanawiam sie czy podświadomość dała ci rodzaj przerwy, a potem zwróciła ładunek z powrotem.
czy to nie mogło być wyjście astralne?! Tzn. ta obserwacja siebie z zewnątrz, to jest klasyczny opis jak ciało astralne wychodzi i patrzy na to co zostało, nie? Może ta płacząca postać to twoja powłoka fizyczna albo emocjonalna, a ty - obserwator - to byłaś właśnie ta prawdziwsza część?
nie jestem ekspertem wgl, ale mi sie skojarzylo z czyms co kiedys czytalem - ze smutek jako oddzielny byt we snie to moze byc jakis aspekt, nie twoj osobisty, tylko odziedziczony. jak trauma pokoleniowa ktora placze przez ciebie bo nie ma juz kogo innego. moze to nie twoj smutek?
No właśnie. I teraz pytanie - czy ta postać w zielonym płaszczu płakała po cichu, czy głośno? To nie jest głupie pytanie, naprawdę ważne. Bo cichy płacz tłumiony przez pokolenia a głośny lament który wreszcie wydobywa się na zewnątrz - to dwa różne przekazy.
no nie, to co tu sie wylania to jest klasyczny wzorzec dysocjacji emocjonalnej przenoszonej w sen. Podswiadomosc bierze to czego nie mozesz zrobic na jawie i odgrywa to za ciebie, ale bezpiecznie, z dystansu. Obserwujesz zamiast czuc, bo czucie bezposrednie jest zbyt... czyms. Zbyt niebezpieczne, zbyt intymne, niewiem jak to inaczej nazwac. I to miejsce - dworzeć, przestrzen tranzytu - podswiadomosc wybrala nieprzypadkowo. Tranzyt emocji, ktore nigdzie nie dotarly.
chcialabym o cos dopytac moze nieco z boku ale - czy ten sen byl przed jakims trudnym wydarzeniem czy po? tzn czy bylo cos konkretnego co moglo go wywolac, jakas strata, zmiana, cos takiego? pytam bo moze to wazne
Mnie zastanawia ta "czysta pustka" którą opisałaś, to uczucie jak powietrze w górach. Czytałam gdzieś ze w medytacji taki stan pustkę opisują jako stan pomiędzy, zero emocji ale pełna obecność. Czy to możliwe ze sen pokazał ci jak właściwie powinnaś sie czuć, tzn ze ta spokój to jest twój naturalny stan a ten płacz to jest coś co nosisz dla kogoś innego?
