Miałam ostatnio coś bardzo dziwnego i nie mogę przestać o tym myśleć. Śniło mi się, że umieram - ale nie jako koniec, tylko jako przejście. Znaczy: leżę, czuję jak coś we mnie gaśnie, i zamiast się obudzić wchodzę w kolejny sen. Jakby śmierć była tylko drzwiami. I w tym kolejnym śnie byłam kimś innym, miałam inne życie, ale gdzieś w środku wiedziałam, że to nadal ja. I tak kilka razy z rzędu tej samej nocy. Za każdym razem śmierć była spokojna, nie było lęku, był tylko taki... odpływ. Jakby coś oddawało energię i dostawało ją z powrotem w innej formie. Zastanawiam się, czy to w ogóle ma związek z jakąś wymianą energetyczną, bo tak to czułam - że nic nie ginie, tylko przechodzi.
no ładnie, ale to brzmi intensywnie. Mnie też śniła się raz własna śmierć i byłam totalnie roztrzęsiona po przebudzeniu, a ty to opisujesz tak... spokojnie. Naprawdę nie było żadnego strachu w trakcie? Bo to chyba klucz do interpretacji, czy to był lęk czy coś zupełnie innego.
To co tu opowiadasz ma zresztą swoją nazwę w różnych tradycjach - śmierć senna jako inicjacja, przejście, nie unicestwienie. W symbolice runicznej Hagalaz bywa interpretowana właśnie tak: rozpad który jest warunkiem przemiany. Nie jako strata, ale jako konieczna wymiana - coś oddajesz żeby coś dostać. Pytanie co konkretnie w tych kolejnych snach się zmieniało. Czy te "inne życia" miały jakiś wspólny motyw czy były od siebie zupełnie oderwane?
Mam pewne wątpliwości co do interpretacji tego w kluczu "energetycznym". Bo to brzmi pięknie, ale skąd wiemy że to nie jest po prostu praca mózgu z lękiem przed śmiercią - i on właśnie tak ją oswaja, zamieniając w coś neutralnego albo nawet przyjemnego? Nie twierdzę że tak jest, ale zanim pójdziemy w wymianę energii, warto się zastanowić co było tego dnia czy wcześniej. Jakieś rozmowy o śmierci, film, coś co mogło to uruchomić? :/
a czy jak "umieralas" w tym snie to czułas ze wychodisz z ciała? bo czytałem ze przy wyjściu z ciała tez jest takie uczucie odpływania i potem widzisz siebie z zewnątrz. może to nie były po prostu kolejne sny tylko podroze astralne z poziomu snu?
oddanie imienia to jest poważny symbol. W wielu tradycjach imię to część tożsamości, esencja energetyczna osoby. Oddać imię to jakby oddać kawałek siebie. I dostajesz za to kamień - czyli coś trwałego, zakorzenionego, ziemskiego. To brzmi jak wymiana między światami, nie jak oswajanie lęku. Chociaż Trzygłow ma rację, że jedno drugiemu nie wyklucza.
ojej, to oddanie imienia mnie zmroziło. Słyszałam że w magii jak komuś powiesz swoje prawdziwe imię to dajesz mu moc nad sobą. A ty oddałaś je jakiejś postaci ze snu, która mogła być... kimkolwiek. Nie bałaś się po tym jak się obudziłaś? Czy raczej nie przywiązujesz do tego wagi?
Mnie zastanawia jeden wątek który tu przechodzi przez całość - ta wymiana. Oddajesz coś, dostajesz coś. Każda śmierć w tym śnie to jakby koniec transakcji i początek nowej. Czytałam trochę o energii duszy i o tym jak niektóre tradycje mówią, że dusza nie jest statyczna, tylko ciągle wymienia się ze światem. Ten sen mógłby być właśnie obrazem tego procesu. Ale nie wiem, może za daleko idę.
eh, mam podobny motyw od dłuższego czasu i nie wiedziałam jak to nazwać. U mnie nie umieram dosłownie, ale sen się "resetuje" i zaczynam od nowa jako ktoś inny, tylko z takim przebłyskiem pamięci poprzedniego. I za każdym razem jest coraz spokojniej, jakby coraz głębiej. Nie wiem czy to to samo co opisujesz, ale to uczucie warstw, jedna pod drugą, coś mi mówi.
ale czekajcie jesli we snie oddajesz imie albo mowisz "tak" na cos czego nie znasz to czy to jest bezpieczne? serio pytam bo moze to brzmiec paranoidalnie ale jakby na jawie ktos cie prosil zeby podpisac cos bez czytania to bys nie podpisala. a we snie nie mamy kontroli. czy ktos to przemyslal?
