nie wiem jak to nazwać inaczej, więc zostanę przy tym co mi się samo narzuciło - nostalgia. śni mi się miejsce którego nie ma, przynajmniej nie ma go w żadnej formie którą znam na jawie. to jest taki dom, ale nie z mojego dzieciństwa, nie z żadnego miejsca gdzie byłam. a mimo to jak tam wchodzę to czuję coś takiego, że tu byłam, że to moje, że znam ten zapach okna na klatce, wiem że za rogiem jest mała wnęka z półką. i płaczę we śnie z tęsknoty za czymś czego nigdy nie miałam. a to co mnie uderza najbardziej - moje kroki brzmią za głośno. idę ostrożnie, prawie się skradam, a i tak każdy krok odbija się jakby po pustym kościele. jakby to miejsce chciało mnie usłyszeć. albo coś w nim. piszę tu bo nie mam pojęcia czy to ma jakiś sens ezoteryczny, czy po prostu mam dziwną głowę
to z tymi krokami to mnie natychmiast chwyciło, bo to nie brzmi jak zwykły detal senny. głos kroków w snach bywa sygnałem że jesteś obserwowana w tym miejscu, że ktoś albo coś jest świadome twojej obecności tam. a to uczucie tęsknoty za czymś czego nie miałaś - to jest dokładnie to co część tradycji nazywa pamięcią duszy. nie mózgu, nie dzieciństwa, ale duszy która była w tym miejscu wcześniej. chciałabym zapytać - czy ten dom ma jakiś konkretny czas, jakąś epokę? okna, meble, światło - jakieś szczegóły?
powiedziałabym że zanim pójdziemy w poprzednie wcielenia, warto najpierw posiedzieć z samym uczuciem. nostalgia we śnie to bardzo specyficzny stan, to nie jest smutek ani lęk, to jest tęsknota skierowana do wewnątrz. tarot ma na to obrazy - Księżyc, Pustelnik - oba mówią o wędrowaniu przez to co niewidoczne. a te kroki które brzmią za głośno, to dla mnie obraz kogoś kto jest w przestrzeni między tym co zapamiętane a tym co jeszcze nie zrozumiane. nie spieszyłabym się z interpretacją, to sen który chce być obserwowany, nie rozszyfrowany
to z tym piecem i kaflem które są ciepłe to mi coś mówi. ciepło w śnie które pochodzi z przedmiotu, nie od osoby, często jest sygnałem że to miejsce jest zamieszkane w jakimś sensie. nie przez ciebie, przez kogoś kto tam był przed tobą. i te kroki za głośne - zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten kontrast, ty próbujesz być niewidoczna a miejsce cię ujawnia. jakby nie dało się tam wejść bez bycia zauważoną
hmm ciekawe, nigdy bym sie nie spodziewal ze kroki w snie cos oznaczaja. serio to ma jakies znaczenie w ezoterce? nie pytam zlosliwie, po prostu nie slyszalem o tym wczesniej. bo znam sny o lataniu i o zebach i takie tam, ale dzwieki krokow to nowe
ja mam coś podobnego od lat i nigdy nie skojarzyłam tego z nostalgią, ale jak czytam ten opis to mi coś zaskoczyło. u mnie to jest ogród, nie dom, ale też go znam jakimś wewnętrznym znaniem, wiem gdzie są ścieżki zanim na nie wejdę. i też jest ta tęsknota jak się budzę, takie uczucie straty że znowu wyszłam. czy to może być to samo zjawisko? i czy te wasze miejsca we śnie zmieniają się z czasem, dodają nowe pokoje albo nowe ścieżki? mój ogród rośnie za każdym razem 😮
okej ale powiem szczerze że dla mnie to brzmi jak zwykła tęsknota za dzieciństwem tylko przeniesiona na fantazyjne miejsce. mózg skleja różne wspomnienia i wychodzi coś czego nie ma. nie trzeba od razu poprzednich wcieleń i przestrzeni które żyją. nie mówię że kłamiesz, po prostu... czy nie prościej najpierw sprawdzić czy te emocje nie mają jakiegoś prostego źródła?
ja zapisuję sny od kilku lat i zauważyłam że te z nostalgia dotyczą zawsze miejsc, nigdy osób. i że emocja jest zawsze nieadekwatna do nic nie znaczącego snu, tzn. śnisz sobie że stoisz w jakimś korytarzu i płaczesz tak jak na żadnym pogrzebie nie płakałaś. to mnie zawsze intryguje, skąd ten ładunek emocjonalny, co go niesie. czy wy też tak macie że ta emocja jest jakby za duża na to co się dzieje w obrazie?
o ja cię, Otyla71, to bardzo dobrze to ujęłaś. właśnie tak, ta emocja jest za duża. ja we śnie stoję w tym progu, nic się nie dzieje, nikt nic nie mówi, i płaczę jak dziecko które zgubiło coś czego nie można znaleźć. a po przebudzeniu to zostaje jeszcze ze mną z pół godziny. to jest jedno z niewielu uczuć które przechodzi przez granicę snu. i wtedy myślę że to nie może być nic, takie rzeczy coś znaczą
to uczucie które zostaje po przebudzeniu ma swoją nazwę w tradycjach wschodnoeuropejskich, choć różnie je określano. jest takie stare słowo, zal, z ukraińskiego czy białoruskiego, które nie ma jednego polskiego odpowiednika, to jest ból tęsknoty za czymś utraconym co być może nigdy nie istniało w tym życiu. i to zal według niektórych przekazów jest właśnie śladem duszy która pamięta więcej niż umysł. niekoniecznie poprzednie wcielenie w sensie reinkarnacji, to może być też coś zbiorowego, pamięć miejsca, rodu, krajobrazu. te kafle, piec, wschodnie, polskie, dawne - to brzmi jak coś bardzo zakorzenionego w ziemi i w linii
