Nie wiem jak to opisać, ale kilka razy już mi się zdarzyło, że w środku snu nagle wiedziałam, że moje ciało leży w łóżku, a ja, czyli ta część mnie która myśli i czuje, tańczyłam. Nie metaforycznie, naprawdę tańczyłam, ruchy były precyzyjne, czułam każdy krok, obrót, rytm. Nic mnie nie bolało, nie było żadnego ciężaru. Ciało zostało gdzieś z tyłu, a mnie to kompletnie nie przeszkadzało. Budziłam się z tym dziwnym uczuciem lekkości i jednocześnie smutku, że to się skończyło. Czy komuś coś takiego się przydarzyło? Zastanawiam się czy to było wyjście z ciała, czy coś innego, bo w klasycznym OOBE podobno widzisz swoje ciało z zewnątrz, a tutaj ja po prostu byłam gdzie indziej i nie oglądałam się za siebie.
Pytanie do ciebie, bo to ważny szczegół: czy podczas tego tańczenia miałaś poczucie że jesteś "sobą", tzn. wyglądałaś jak ty, czy byłaś czymś bez konkretnej formy? To robi sporą różnicę przy interpretacji. wyjście z ciała to jedno, ale są też sny, w których dusza po prostu nie potrzebuje fizycznej powłoki żeby działać i to jest inna kategoria zupełnie.
Ech, czytam i mi serce szybciej bije, bo mam podobne doświadczenia. U mnie to był taniec w kółko, w jakimś miejscu bez ścian, tylko światło, i czułam że coś się we mnie oczyszcza, jakby ruch sam w sobie coś robił z moją energią. Nigdy tego tak nie nazwałam ale "dusza tańczy bez ciała" to dokładnie to. Chciałam zapytać, czy po takim śnie rano czułaś się jakoś inaczej fizycznie? Bo ja zawsze wstawałam z dziwną euforią, która zanikała po jakichś dwóch godzinach.
No właśnie tu bym się zatrzymała, bo to dość kluczowe pytanie, czy naprawdę wierzycie że dusza fizycznie gdzieś "tańczy", czy to jest po prostu metafora tego jak przetwarza emocje? Bo te dwa wyjaśnienia prowadzą w zupełnie różne miejsca. Nie neguje tego co czujesz, Joasiu, bo samo doświadczenie jest ewidentnie realne, tylko interpretacja już niekoniecznie musi iść w stronę dosłownego wyjścia.
Rany, właśnie przeczytałam cały ten wątek i mam gęsią skórkę! Ja nigdy nie miałam takiego snu ale teraz bardzo chcę 🙂 To brzmi jak coś co Brak mi nawet słów. Czy można jakoś takie sny wywoływać? Są jakieś techniki? Pytam serio bo bardzo chciałabym doświadczyć tej lekkości o której piszecie.
Czytam i mam pytanie bo nie rozumiem jednej rzeczy: skoro dusza tańczy bez ciała, to czy ciało w tym czasie jest puste? Tzn. czy jest jakieś ryzyko że coś wejdzie do ciała kiedy dusza sobie jest gdzieś indziej? Słyszałam coś takiego ale nie wiem czy to prawda.
Ten taniec bez ciała to moze byc archetypowy motyw, bo w wielu kulturach tancerze w rytuale dosłownie "oddawali ciało" jakiejs sile zeby moc działac. W voodoo, w szamanizmie, w ekstatycznych tradycjach. Więc moze ta dusza nie tańczy dla własnej przyjemnosci tylko spelnia jakas funkcje? Jakby bycie kanałem? Ciekawe jak to czułas od srodka, Joasiu, czy to był taniec ktory sama wybierałas czy ktos/cos cie prowadził?
Hmm czytam to i mysle czy taniec we snie ogolnie ma jakas specyficzna energie w odroznieniu od innych ruchow? Bo mnie sie sni czasem bieganie plywanie, latanie, ale taniec nigdy. Zastanawiam sie czy to ma znaczenie ze to akurat taniec a nie np spacer. Moze kazdy ruch duszy cos innego oznacza?
To co piszesz Joasiu o obecnosci która jest "wieksza ode mnie" bardzo mnie uderzyło. Bo to brzmi jak kontakt z czymś, co w różnych tradycjach nazywa sie rozmaicie: duch opiekunczy, wyższe ja, anioł. I ten taniec mógł być formą komunikacji, nie słownej tylko przez ruch. Zastanawiam sie czy po takim śnie coś w zyciu poczułas jako zmiane, nawet drobną.
nie wiem duzo o tych rzeczach ale przeczytałam wszystko i mam pytanko, bo jestem ciekawa: czy jak sie nie pamięta snu dokładnie, tylko pamięta sie to uczucie że się ruszało, to też się liczy jako cos takiego? Bo ja czasem wstaje i wiem ze coś robiłam we śnie ale nie ma obrazu, jest tylko to uczucie w nogach jakby właśnie skończyłam tanczyć albo biegac. Moze to głupie pytanie 🙂
