Nie chcę znowu wyjść na ignorantkę, ale to mnie ciekawi - ten strumień przy drzewie. W zwykłej symbolice woda to emocje, prawda? To może chodzi o to, że emocje były obok ale nie przy samym drzewie, jakby rozdzielone? Lubon, czy ten strumień był blisko czy daleko od pnia?
To "wiedziałem że jest" bez słyszenia ani widzenia - to jest właśnie ten rodzaj sennej percepcji, który mnie od początku tego wątku zastanawia. To jakiś inny zmysł, nie ma na to normalnej nazwy. Czuć obecność czegoś bez zmysłowego potwierdzenia.
Cały ten wątek idzie w kierunku który mnie mocno wciąga - czyli że narkoza nie tylko wyzerowała Lubona ale może właśnie przez to wyzerowanie dała dostęp do tych głębszych form percepcji, które w normalnym stanie są zagłuszone przez zwykłą aktywność zmysłową. Jakby cisza musiała być najpierw.
Wróćmy do drzewa, bo naprawdę chcę to doprecyzować zanim pójdziemy dalej. Lubon - te liście ciemnozielone, może granatowe, i drzewo ogromne. Czy miałeś wrażenie że jesteś przy nim mały? I co robiłeś w tym śnie, stałeś, szedłeś do niego, siedziałeś pod nim?
No właśnie, stanie i patrzenie to kontemplacja - to klasyczna poza wobec axis mundi. Nie idzie się do osi świata, stoi się przy niej. Jasiek98 wcześniej kwestionował tę interpretację ale teraz mamy kolejny szczegół który ją potwierdza.
Ta wzajemność bez słów - to brzmi jak dokładnie to o czym pisałem poprzednio, że dostęp do głębszych form kontaktu. W normalnym śnie raczej patrzymy na rzeczy, one na nas nie patrzą. Tu jest inaczej. Czy to jest może symptom świadomego śnienia, Herga?
A to ciekawe - czyli ciało fizyczne jeszcze dochodziło do siebie po zabiegu, a jednocześnie ta senna część była bardzo aktywna. Czy to nie pokazuje że te dwa poziomy działają niezależnie? Ciało wyczerpane, a coś innego pracuje pełną parą.
Słuchajcie, ja wciąż wracam myślami do tego strumienia którego Lubon nie widział, tylko wiedział że jest. To mnie bardziej zastanawia niż samo drzewo. Jeśli woda to emocje, to emocje były obecne ale ukryte, płynące gdzieś za sceną. Czy to może znaczyć że zabieg wywołał emocje które jeszcze nie wypłynęły na powierzchnię?
To co mówisz o strumieniu który płynął gdzieś za sceną - to jest bardzo ważny szczegół. Woda w snach rzadko jest przypadkowa, a tu jeszcze pojawia się jako coś niewidzialnego. Powiedz mi, czy miałeś przed zabiegiem jakieś sprawy, które świadomie odłożyłeś na bok? Coś co czekało?
Wróćmy na chwilę do pytania z tytułu, bo trochę odpłynęliśmy. Lubon opisuje konkretne sny po zabiegu, ale pierwotne pytanie dotyczyło też leków. Czy ktoś próbował kiedyś porównać sny po znieczuleniu ogólnym a sny po lżejszych środkach? Bo to chyba nie jest to samo.
No to teraz rozumiem czemu drzewo było takie wyraźne. Po ogólnym świadomość wraca jakby skokiem, i w tym skoku może łapać sygnały z poziomów które normanie są przykryte codzienną aktywnością. To klasyczny efekt kamy czyli powrotu świadomości przez kolejne ciała. Mogę się mylić co do nazewnictwa ale mechanizm chyba zgadza sie.
Zatrzymuję się na tym "wyższa rozdzielczość" bo to jest bardzo precyzyjny opis i rzadko ktoś tak to ujmuje. Lubon, czy ta wyrazistość dotyczyła tylko obrazu, czy też odczuć? Pytam bo w sesjach głębokiej medytacji mówi się o podobnym zjawisku - wszystko jest bardziej obecne niż w zwykłym stanie.
A czy ktoś wie czy taka koncentracja uwagi w śnie po ogólnym to jest coś co mija? Tzn. Lubon śnił tak zaraz po zabiegu - a teraz po tych kilku tygodniach sny wróciły do normalnej jakości? Jestem ciekaw czy to jest tymczasowe okno czy może coś zmienia się na stałe.
To co Lubon mówi o żywości wspomnienia - mnie to kojarzy z tym co czytałam o snach inicjacyjnych w różnych tradycjach szamanistycznych. Że pewne sny zostawiają ślad nie dlatego że były dramatyczne, ale dlatego że były prawdziwe w innym sensie. Nie wiem czy to ma tu zastosowanie, ale nie mogłam nie pomyśleć.
Słuchajcie, ja chcę tylko zaznaczyć że wciąż mamy nierozwiązaną kwestię czy to leki otworzyły coś nowego czy tylko usunęły przeszkody które były na co dzień. Bo to jest zasadnicza różnica i myślę że dlatego Lubon w ogóle założył ten wątek. Prawda, Lubon?
To co Lubon opisuje - poczucie że coś jest inaczej ale bez możliwości nazwania - to jest jeden z tych momentów gdzie interpretacja zewnętrzna niewiele pomaga. Mogę ci powiedzieć że brzmi to jak przetarcie pewnej ścieżki, ale tylko ty wiesz czy ta ścieżka była nowa czy znajoma. Masz jakieś wcześniejsze doświadczenie z medytacją albo podobnymi stanami?
Wciąż mam problem z jednym. Mówimy o tym co zabieg otworzył albo wzmocnił, ale skąd wiemy że to nie jest po prostu efekt powrotu do zdrowia jako takiego? Każdy poważniejszy wysiłek ciała - choroba, operacja, intensywny wysiłek fizyczny - zmienia jakość snów tymczasowo. Dlaczego od razu zakładamy wymiar duchowy zamiast biologiczny?
No dobra, ale to jest właśnie mój punkt - Lubon mówi że coś jest inaczej, ale nie potrafi tego nazwać. I wszyscy tutaj próbują to za niego nazwać: przetarcie ścieżki, inicjacja, powrót kamy, okno czasowe... A może po prostu ciało po operacji inaczej reguluje kortyzol i melatoninę i stąd ta jakościowa różnica? Nie mówię że tak jest - mówię że nie wiemy. I to jest uczciwa pozycja wyjściowa.
