Miałem ostatnio operację kolana, znieczulenie ogólne, kilka godzin pod narkozą. I zaczęło się coś dziwnego już pierwszej nocy po zabiegu - sny zupełnie inne niż zwykle. Nie było w nich ani jednej osoby. Żadnych ludzi, znajomych, nieznajomych, nikogo. Za to las, rzeka, jakieś ogromne drzewo w środku pola, burza nad górami. Wszystko bardzo realistyczne, bardziej niż normalny sen. Obudziłem się z poczuciem, że byłem gdzieś naprawdę. Zastanawiam się czy to przez leki anestetyczne, czy może coś innego. Ktoś miał podobnie po zabiegu?
Ja tam uważam że narkoza to jest jak siłowe otwarcie świadomości. Ciało jest wyłączone ale duch dalej działa i może wtedy wyjść poza zwykłe warstwy snu. Dlatego właśnie widać przyrode a nie ludzi - bo ludzie to warstwa astralna codzienna, a przyroda to już głębsze wymiary. Tak to widzę i nie ma co szukać innego wyjasnienia.
Zanim zaczniemy interpretować symbolikę, warto zastanowić się nad tym co robi sam lek. Środki anestetyczne mocno zaburzają REM, to jest fakt medyczny. Pytanie brzmi: czy te sny były w trakcie narkozy, tuż po wybudzeniu, czy może w kolejnych dniach? Bo to zmienia zupełnie kontekst, z którego wymiaru mogły pochodzić.
Ja miałam silną anestezję przy cięciu cesarskim i też przez parę kolejnych nocy śniłam bardzo żywymi obrazami. U mnie były woda i ogień, bez ludzi, tylko żywioły. Nie sądziłam wtedy żeby łączyć to z lekami, ale teraz czytam ten wątek i myślę, że może to nie przypadek. Czy ktoś wie czy środki znieczulające mają wpływ na fazy snu długo po samym zabiegu?
Przepraszam że się wtrącam, ale czy takie sny po lekach mogą być niebezpieczne? Jak to jest że świadomość "otwiera się" przez chemię, to czy można tam wejść i nie wrócić do zwykłego trybu? Pytam serio, bo trochę się boję takich opisów.
Wracając do sedna - sny bez ludzi, wypełnione przyrodą i żywiołami, to nie jest przypadkowy wynik narkozy według mnie. Przyroda w snach pojawia się gdy świadomość traci zakotwiczenie w świecie relacji. Po operacji ciało przechodzi przez stan bardzo graniczny. Narkoza to nie zwykły sen - to coś bliższego głębokiej mediacji wymuszonej chemicznie. Mózg nie kreuje wtedy zwykłych scenariuszy społecznych, bo te wymagają aktywnego ego. Kiedy ego jest wyłączone, pojawia się to co głębsze.
Dobre pytanie. Kilka rzeczy zwykle odróżnia - po pierwsze intensywność i wyrazistość której nie masz w zwykłych snach, po drugie poczucie znaczenia po przebudzeniu, nie lęk ani radość, ale takie coś jak "to było ważne". Napisałeś że obudziłeś się z poczuciem że byłeś gdzieś naprawdę. To jest ten sygnał.
Ciekawe że to drzewo było samotne. W symbolice snów drzewo samotne to często symbol jaźni, czegoś centralnego w psychice. A po operacji, kiedy ciało przeszło przez coś poważnego, może właśnie ta jaźń się przypomniała. Nie wiem czy to ezoteryczne czy psychologiczne, ale wydaje mi się że jedno nie wyklucza drugiego.
Słucham tej dyskusji i mam inne pytanie do autora tematu - czy przed operacją miałeś jakieś sny z przyrodą, czy to coś zupełnie nowego dla ciebie? Bo jeśli to pojawiło się tylko po zabiegu, to jest wyraźny sygnał że coś się zmieniło w dostępie do tych warstw. Jeśli śniłeś o przyrodzie wcześniej, to może to twój indywidualny język snów, nie efekt leków.
To co Lubon mówi o tym że wcześniej śnił o ludziach, a teraz nagle przyroda i żywioły - czy to nie jest trochę jak zmiana języka? Jakby mózg albo coś głębszego przestawiło się na inny sposób komunikacji?
Właśnie o to mi chodziło. I tu jest ciekawe pytanie - czy ta zmiana języka była chwilowa, czy Lubon nadal ma takie sny po zakończeniu rekonwalescencji? Bo jeśli trwa, to zupełnie inaczej to interpretuję.
Mówisz że tło jest inne, bardziej otwarte - czy to znaczy że postacie ludzkie wróciły, ale teraz pojawiają się np. na tle przyrody, nie w zamkniętych pomieszczeniach czy mieście? Bo jeśli tak, to nie jest powrót do punktu wyjścia, to jest coś pośredniego.
To jest spójne z tym co słyszałam od kilku osób po poważniejszych zabiegach. Jakby próg między warstwami się obniżył na jakiś czas, a potem wraca do poprzedniego poziomu, ale nie identycznego. Leki mogą ten próg fizycznie ruszyć, przynajmniej przejściowo.
Mie wydaje mi się że to jest ważna różnica. Jak ciało przechodzi przez stres operacji to cały system energetyczny jest zaburzony. Nie tylko przez leki ale przez sam fakt naruszenia. Kiedyś czytałem że chirurgiczne cięcie przerywa meridiany i trzeba je potem scalić. Może te sny to właśnie ten proces scalania?
Może zamiast się sprzeczać o meridiany, warto wrócić do pytania Lubona? On pyta o sny z przyrodą, a dyskutujemy już o chirurgii i akupunkturze. Mnie bardziej interesuje co ten konkretny sen z drzewem mógł znaczyć w kontekście tego co przeżył.
Lubon, powiedziałeś że burza była daleko i czułeś ją bardziej niż słyszałeś. Czy w śnie byłeś przy tym drzewie, pod nim, czy obserwowałeś z odległości? To zmienia interpretację - patrzenie z daleka to co innego niż bycie w cieniu tego drzewa.
Wróćmy do tego rozróżnienia, bo myślę że to ważne. Jeśli Lubon jest tym drzewem, a nie stoi pod jego ochroną, to sen mówi co innego - mówi o jego własnej naturze, nie o zewnętrznym wsparciu. To dwie różne lekcje. Lubon, jak się z tym czujesz? Które z tych odczytań bardziej pasuje... przepraszam, bardziej do ciebie trafia?
Mnie tu zastanawia inna rzecz - Lubon powiedział że burzy nie słyszał, tylko czuł. To jest dziwne zmysłowo. W snach pooperacyjnych ten rodzaj percepcji - czucie zamiast słyszenia - pojawia się podobno dość często. Czy ktoś jeszcze miał takie przesunięcie zmysłów?
Wracając do Lubona - to że czuł burzę a nie słyszał to może też być informacja o tym na jakim poziomie odbierał sen. Percepcja cielesna, proprioceptywna, jest bliżej głębszych warstw niż percepcja zmysłowa. Może ten sen był po prostu głębiej osadzony niż zwykły.
Przepraszam że się wtrącę, bo raczej sny to nie moja działka, ale to mi ciekawe. Jak człowiek jest pod narkozą to właściwie nie śni, przynajmniej tak mi mówili lekarze. Czy te sny Lubona były podczas narkozy czy już po, jak się wybudzał? Bo to chyba robi różnicę?
Lubon, ta pustka podczas narkozy - czy po przebudzeniu miałeś jakieś wrażenie, że coś było, tylko nie możesz tego uchwycić? Albo wręcz przeciwnie, absolutna cisza bez żadnego śladu? To dwie różne rzeczy i mnie ciekawi jak to dokładnie było.
To ciekawe że zero było bardziej niepokojące niż dziwne sny. Czy to nie dlatego że jesteśmy przyzwyczajeni do jakiejś aktywności wewnętrznej przez całą dobę i nagle jej brak jest jak alarm?
Mnie bardziej zastanawia co się stało między tą pustką a snami z przyrodą. Lubon mówił wcześniej że pierwsze dni po zabiegu były najmocniejsze, potem wróciły postacie ludzkie ale jakby zmienił się krajobraz. Czy pierwszym snem po zabiegu było od razu to drzewo, czy było coś wcześniej?
To co opisujesz z migawkami przed właściwym snem - zielony kolor, coś wodnego - to brzmi jak stopniowe otwieranie się kanału sennego po narkozie. Jakby system musiał się rozgrzać zanim zaczął produkować pełne obrazy. Mam pytanie: czy te migawki były neutralne emocjonalnie, czy coś czułeś do nich?
Ten opis gradacji - od neutralnych migawek do emocjonalnie naładowanego symbolu - jest bardzo ciekawy z punktu widzenia czakr. Jakby ciało energetyczne wracało warstwami. Najpierw odblokowanie percepcji wizualnej, potem dopiero mogło dojść do głębszych centrów, tych związanych z emocją i znaczeniem.
Wróćmy do drzewa Lubona, bo wydaje mi się że za szybko poszliśmy w teorie. Lubon - to drzewo, czy miało liście, czy było nagie? I czy stało samo czy w grupie? Te szczegóły są ważne dla interpretacji i dziwię się że jeszcze nikt o to nie zapytał.
Samotne drzewo na łące z wodą w pobliżu to jeden z najbardziej klasycznych archetypowych obrazów jakie istnieją. To dosłownie axis mundi, oś świata. Jestem prawie pewien że to nie był przypadkowy sen tylko coś co podświadomość specjalnie wysłała po tym całym wyzerowaniu przez narkozę.
