Rok to już naprawdę długo. I to, że zostają z tobą przez cały dzień, to nie jest drobnostka. Mnie też kiedyś sny "lepiły się" do dnia i zauważyłam, że to były te momenty, kiedy coś ważnego odkładałam na potem zamiast robić to wprost.
Rok i nasilanie się brzmi dla mnie jak coś, co wymaga już czegoś więcej niż tylko pisanie dzienniczka. Nie twierdzę, że to złe, ale czy ktoś tu myśli, że może warto by było porozmawiać z kimś na żywo? Mówię to bez żadnej złośliwości, po prostu.
Niedziela wieczór to bardzo charakterystyczny moment. W ezoteryce powiedziałabym, że twoje ciało już wtedy zaczyna "żyć poniedziałkiem", zanim ten nastąpi. Ale niezależnie od tego, jak to nazwiemy - ezoterycznie czy nie - sam fakt jest istotny.
To jest trochę przerażające, że człowiek może tak bardzo przywyknąć do własnego dyskomfortu, że przestaje go rozpoznawać. Czy ktoś jeszcze miał podobnie, że dopiero pisanie albo mówienie na głos uświadomiło, jak bardzo coś trwa?
To co piszecie oboje jest ważne i chcę to połączyć z tym, o czym mówiła Sylwunia wcześniej - że sny zaczęły mówić coś, czego nie chce widzieć na jawie. Może właśnie to forum spełniło teraz podobną funkcję do snów? Trochę wymusiło ten zewnętrzny ogląd.
Sylwunia, słuchasz tego wszystkiego od jakiegoś czasu i sporo już powiedziałaś. Mam jedno konkretne pytanie - czy jest jedna rzecz, którą mogłabyś zrobić w tym tygodniu? Niekoniecznie wielka zmiana, cokolwiek małego.
Ten ścisk w żołądku to już masz odpowiedź, o czym są te sny. Nie potrzebujesz więcej symboliki - ciało właśnie ci powiedziało, gdzie leży problem. Teraz pytanie jest tylko jedno: co z tym zrobisz.
Ten ścisk w żołądku mam od zawsze przy myśli o tej rozmowie z przełożoną. Ale dopiero teraz to połączyłam. Myślałam, że po prostu nie lubię konfrontacji, a może to jest właśnie to, o czym piszecie - że ciało wie wcześniej niż głowa.
Właśnie o to chodzi. I mam wrażenie, że te sny z przemocą, które opisywałaś na początku, mogą być dokładnie tym samym mechanizmem, tylko bardziej dramatycznym. Ciało nie ma innego języka niż obrazy i napięcie. Sylwunia, czy w tych snach ty jesteś sprawcą agresji, czy ofiarą? Bo to może sporo zmienić w interpretacji.
To jest ważna informacja i dobrze, że to powiedziałaś wprost. Sprawca w śnie bardzo rzadko oznacza, że masz w sobie przemoc wobec innych. Częściej - że masz w sobie siłę, której nigdzie nie możesz użyć. Energia musi gdzieś pójść, a jeśli blokujesz ją przez cały dzień, to idzie w nocy.
To bardzo powszechny błąd, że treść snu = charakter śniącego. Jakbyśmy oceniali człowieka za to, co widzi w kinie. Sen to nie wyznanie, to przetwarzanie.
Mnie zastanawia jedno - Sylwunia mówiła, że w tych snach jest sprawcą, ale budzi się przerażona. Gdyby te sny były tylko "wyładowaniem", to może budziłaby się z ulgą? A ona budzi się z lękiem. To chyba coś mówi o tym, jak sama ocenia tę ukrytą energię.
To poczucie winy po przebudzeniu to osobny temat i bardzo interesujący. Czy to wina za to, co zrobiłaś we śnie, czy raczej coś bardziej ogólnego, takie "nie powinnam tak czuć"?
A to jest dokładnie ten sam mechanizm co w ciągu dnia - oceniasz siebie zanim cokolwiek poczujesz naprawdę. We śnie coś wybucha, a rano natychmiast to tłumisz oceną. Jakbyś nie miała w ogóle przestrzeni na poczucie czegokolwiek bez cenzury.
Wracając do samych snów z przemocą - jest coś, o czym jeszcze nie powiedzieliśmy. Symbolika agresji w tradycjach ezoterycznych niekoniecznie czyta się jako coś złego. W wielu ujęciach to energia Mars, walka, granica. Pytanie nie brzmi "dlaczego mam takie sny", tylko "co we mnie chce walczyć i o co".
Koło się zamknęło. Sny z agresją, ból głowy w niedzielę, ścisk przy myśli o rozmowie z szefową, niemożność odmówienia. To nie są osobne tematy - to jeden temat, który krzyczy w różnych językach jednocześnie.
I właśnie dlatego pytałam na początku, czy jesteś sprawcą czy ofiarą w tych snach. Bo sprawca to często ta część, która chce powiedzieć "nie" i nie może. Sylwunia, jak myślisz - co by się stało, gdybyś naprawdę powiedziała tej przełożonej, że to za dużo?
To nie brzmi absurdalnie, to brzmi jak wyuczone przeżycie. Skądś to się wzięło - to przekonanie, że twoja wartość zależy od tego, czy jesteś dostępna i zgodna. I właśnie to "skądś" mnie ciekawi. Czy to jest coś nowego, z obecną pracą, czy masz wrażenie, że zawsze tak działałaś?
I to jest właśnie ten rdzeń. Nie sny są problemem - sny są objawem. To, co opisujesz - cisza zamiast potrzeb, zgoda zamiast granicy - to jest coś, co ciało i psychika w końcu muszą gdzieś wyrzucić. I wyrzucają w nocy, bo w dzień nie ma na to miejsca. Pytanie do ciebie, Sylwunia: czy kiedykolwiek miałaś poczucie, że w nocy jesteś w jakimś sensie bardziej sobą niż w dzień?
To jest bardzo znacząca odpowiedź. W ujęciu jungiańskim - a zresztą i w wielu tradycjach ezoterycznych - cień to nie wróg, to ta część, która niesie pełnię. Jeśli w snach z agresją jest jakaś intensywność, to nie dlatego, że jesteś agresywna. Tylko dlatego, że tam możesz być pełna, a nie przycięta do roli cichej i zgodnej.
Mam pytanie do Sylwuii - te sny z przemocą, czy zaczęły się w jakimś konkretnym czasie? Czy zawsze gdzieś tam były, czy pojawiły się nagle? Bo zastanawiam się, czy to jest coś, co narasta razem z tą sytuacją w pracy.
To jest bardzo konkretna informacja. Czyli eskalacja snów idzie ramię w ramię z eskalacją sytuacji w pracy. To nie jest przypadek. A jak się czujesz w niedzielę wieczorem, zanim zaśniesz?
To brzmi jak klasyczny niedzielny lęk przed poniedziałkiem, tylko bardzo nasilony! Czytałam kiedyś, że właśnie ta faza przed snem, kiedy ktoś jest tak nakręcony, często wpływa na to, jakie sny potem przychodzą. Czyli może ten ścisk przed snem i te brutalne sny to dosłownie jedno i to samo po prostu w dwóch różnych momentach?
Warto też zapytać wprost: Sylwunia, czy ty w ogóle chcesz zatrzymać te sny, czy raczej chcesz zrozumieć, co ci mówią? Bo to są dwa bardzo różne cele i prowadzą do zupełnie innych działań.
Czekajcie, bo nie do końca rozumiem. Mówicie o powracaniu do snu w wyobraźni, na jawie? Czy to nie jest zwykła wizualizacja? Co to różni od po prostu... myślenia o tym?
To jest chyba jeden z ważniejszych momentów tej rozmowy. Siła w snach, której nie ma w dzień - to nie jest patologia, to jest sygnał, że ta siła istnieje, tylko nie ma gdzie się wyrazić. Pytanie brzmi nie "jak się jej pozbyć", ale "co zrobić, żeby miała miejsce za dnia".
Ja się zastanawiam nad czymś innym. Sylwunia mówiła, że sny nasiliły się rok temu, razem ze zmianą przełożonej. Ale czy coś się zmieniło w tym czasie też poza pracą? Pytam, bo czasem to nie jest jeden czynnik, tylko kilka naraz.
