W tradycjach, które znam, medium nigdy nie jest w pełni bierne. Zawsze jest jakiś element zgody - nawet jeśli nie wyrażony słowami. Ten luźny włos w ręce Promyczki, ta naturalność bez decyzji - to mogło być właśnie taką cichą zgodą. Pytanie czy zgoda musi być świadoma, żeby była prawdziwa.
Słucham tego wszystkiego i chcę powiedzieć jedno - nie miałam we śnie żadnego poczucia zagrożenia. Żadnego. I to nie było zobojętnienie, to było spokojne 'tak'. Jeśli coś przeze mnie pisało, to czułam się z tym... w porządku. Bardziej niż często czuję się na jawie z własnymi wyborami.
To 'spokojne tak' o którym piszesz - w numerologii takie stany odbioru bez oporu często pojawiają się w snach z silną wibracyjnie cyfrą dziewięć. Masz jakieś skojarzenie z liczbami w tym śnie? Albo może data snu była dla ciebie jakoś znacząca?
Wróćmy do samego pisania, bo mi umknęło coś ważnego. Promyczka pisała na kamieniu włosem - ale czy we śnie widziałaś efekt? Czy po napisaniu coś na kamieniu zostało, czy pismo znikało, czy w ogóle tego nie sprawdzałaś?
To jest coś, o czym myślę od jakiegoś czasu w tym wątku. U nas na wsi mówiono że niektóre zamawiania nie mogą być wypowiedziane głośno ani zapisane, bo tracą moc w chwili gdy staną się widzialne. Może pismo z włosa na kamieniu jest właśnie taką formą - istnieje tylko w geście.
Zastanawiam się nad czymś innym. Skoro włos jest częścią ciała Promyczki, a pisała nim na kamieniu - to czy może to nie był przekaz na zewnątrz, tylko do siebie? Jak zostawiasz znak dla siebie samej, żebyś zapamiętała coś, czego na razie nie umiesz przeczytać.
To 'dla siebie, która jeszcze nie umie tego czytać' jest piękne i trochę mnie zatrzymało. Tylko zastanawiam się - czy jest jakiś sposób żeby się do tego przygotować? Jak ćwiczyć umiejętność czytania czegoś, co sami sobie zakodowaliśmy?
Ale to trochę frustrujące, nie? Masz coś zapisanego w sobie, nie wiesz co, i czekasz aż samo przyjdzie. A co jeśli nigdy nie przyjdzie? Czy taki przekaz może po prostu wygasnąć, nieodczytany?
U nas mówiło się że pewne rzeczy czekają w człowieku całe życie i wychodzą dopiero przed samą śmiercią. Że to wtedy ma się najjaśniejszy umysł i rozumie się rzeczy, których przez całe życie nie rozumiało. Może te wiadomości ze snów są właśnie takie - na odpowiedni czas.
Mnie to ziarno bardzo pasuje. Ziarno nie musi 'wiedzieć' kiedy wykiełkuje, ono po prostu jest w ziemi i czeka na warunki. A te warunki to chyba właśnie gotowość, o której Jarek83 mówił wcześniej. Promyczka - czy po tym śnie coś w twoim życiu na jawie zmieniło rytm? Jakiś drobiazg, nawet?
Wolniej czytać, to znaczy bardziej przyjmować? Tzn chodzi mi czy to takie przygotowanie do odbioru - jakby twoje ciało zaczęło się uczyć trybu w jakim pisałaś we śnie? Bo pisanie włosem musiało być wolne, precyzyjne, skupione.
Dodałabym że ten rodzaj spowolnienia ma też wartość liczbową - ruch okrężny, powolny, bez szarpnięć, to vibractja czwórki albo dwójki. Stałość, powtórzenie, rytm. Pytam Promyczkę - czy ruch włosa był okrągły, liniowy, czy mieszany? To może mówić coś o strukturze przekazu.
To 'dyktando' jest kluczowe. W różnych tradycjach pisanie pod dyktando wyższego źródła to jedno z najstarszych doświadczeń medialnych. Pytanie brzmi - czy medium zawsze wie co pisze, czy wiedza treści nie jest warunkiem koniecznym?
Ale może treść nie jest najważniejsza? Słucham się tej rozmowy i zaczynam myśleć że może cały sens był w samym akcie - w tym że Promyczka pisała, że dała się prowadzić ręce. Nie w tym co napisała, tylko w tym że w ogóle napisała.
Ciemny szarozielony, gładki - to brzmi jak łupek albo jakaś forma bazaltu. I ten chłód przepływający przez włos - to szczegół, który otwiera zupełnie nowe pytanie. Czy to był chłód kamienia, czy może właśnie ten chłód był samą wiadomością, która przez ciebie przechodziła?
Ten chłód przez włos, który przepływał przez Promyczkę zanim dotknął kamienia - to mi się skojarzyło z czymś, o czym mówiła babcia. Że przekazując komuś coś ważnego, zawsze trochę siebie oddajesz. Jakby wiadomość nie mogła przejść bez nośnika, bez kawałka tej osoby. Czy tu nie chodzi o to samo? Włos, chłód, kamień - to był łańcuch, nie tylko akt.
Słucham tego i mam gęsią skórkę. Bo właśnie ten moment przepływu chłodu - on był wyraźnie jednokierunkowy. Nie od kamienia do mnie, tylko ode mnie przez włos do kamienia. Jakbym oddawała coś, czego sama do końca nie wiedziałam że mam. I po tym przepływie nie czułam braku, raczej ulgę. Jak po wydaniu głębokiego oddechu.
To co Promyczka opisuje - oddanie czegoś z ulgą - to brzmi bardziej jak wyznanie niż wiadomość. Że ten sen mógł być formą spowiedzi? Nie w sensie religijnym, ale w sensie: wyrzucenia z siebie czegoś, co czekało na wyjście. I kamień jako powiernik, nie odbiorca.
Czy ktoś inny śnił o pisaniu czymś co należy do ciała? Bo znam sny o pisaniu krwią, ale włosem to coś innego - włosy sa martwe, a jednak Promyczka czuła przez nie ten przepływ. Jak coś martwego może przdnosić żywy przekaz?
Dokładnie - w różnych tradycjach magicznych włosy to skondensowana tożsamość osoby, nie tylko część ciała. Dlatego się je chowało po ukochanym, dlatego wiedźmy rzekomo kradły włosy. Promyczka piszac włosem nie pisała pismem, ona pisała sobą. I to robi z kamienia zupełnie inny rodzaj zapisu niż list czy notatka.
Zatrzymuję się przy tym co Selenaa mówiła. Jeśli włos to skondensowana tożsamość, to wiadomość zapisana włosem jest nierozerwalnie powiązana z osobą nadawcy. Nie można jej odczytać bez odwołania do tej konkretnej duszy. To tłumaczyłoby dlaczego Promyczka nie może zajrzeć do treści z zewnątrz - klucz i zamek są zrobione z tego samego.
Moja babcia powiedziałaby że pewne wiadomości nie są na słowa. Że jak coś ważnego trafia do ciebie naprawdę, to nie możesz tego powtórzyć nikomu bo za każdym razem tracisz cząstkę. Może właśnie dlatego Promyczka nie pamięta tekstu - nie zapomniała, tylko wiadomość chroni sama siebie.
Ale to rodzi pytanie, które mnie niepokoi - skoro wiadomość chroni sama siebie, to czy w ogóle ma cel przekazu? Bo przekaz bez możliwości podzielenia się nim to jakby litera bez adresata. Do czego ona wtedy służy?
To co Malachit77 mówi łączy się z tradycją automatycznego pisma - tam też piszący rzadko jest odbiorcą. Ale Promyczka opisuje coś odwrotnego: ona jest jednocześnie piszącym, nośnikiem i adresatem. Czy ktoś z was miał sen w którym był wszystkimi trzema naraz? Bo to jest naprawdę rzadki rodzaj doświadczenia.
To co Czeremcha.2 opisuje - bycie na scenie i widowni jednocześnie - to brzmi jak stan poza normalną linearnością świadomości. I tu mam pytanie do Promyczki, bo wróciłem do tego kamienia i jego chłodu: czy w momencie pisania miałaś poczucie że czas płynął normalnie, czy raczej wszystko było zawieszone?
W dłoni najbardziej. Reszta ciała jakby nie brała udziału - byłam w zasadzie tylko dłonią i włosem i tym kamieniem. Jakby reszta mnie odpłynęła i nie była potrzebna do tej czynności.
Dłoń jako jedyne aktywne miejsce ciała - to przypomina mi opisy transowych piszących, tych co chwytali pióro i nie wiedzieli co ręka wypisze. Tylko że tu zamiast pióra był własny włos. Czy to nie jest właśnie definicja automatycznego pisania, tylko z ciałem jako pośrednikiem?
