Parę dni temu miałam sen coś, co trudno mi nawet dobrze opisać. Stała przede mną kobieta, ale jej ciało... zamiast skóry, kości, ubrania, wszystko było zbudowane ze słów. Jakby ktoś wziął pismo i ulepił z niego człowieka. Litery się przesuwały, niektóre były wyraźne, inne rozmyte, jakby napisane atramentem na mokrym papierze. I ta kobieta do mnie mówiła, ale nie otwierała ust - słowa po prostu odpływały od jej powierzchni w moją stronę. Piszę to tutaj, bo szukam kogoś, kto miał podobnie. Nie chodzi mi o sen z napisami w tle albo o tablicę z tekstem - chodzi o istotę, której ciało JEST językiem. Zastanawiam się czy to ma związek z energią słowa jako takiego, ze słowem jako nośnikiem intencji. Bo budząc się, miałam bardzo silne poczucie, że ta kobieta chciała mi coś przekazać - i że forma jej ciała nie była przypadkowa.
To jest bardzo wymowny obraz. słowo w wielu tradycjach ma własną substancję, własną wibrację, i nie dziwi mnie, że sen ubrał to dosłownie. pytanie, które mnie od razu uderza - czy te słowa na jej ciele były w języku, który rozpoznałaś? I czy dało się odczytać chociaż część z nich?
no proszę, to brzmi naprawdę intensywnie. Ja kiedyś miałam sen, gdzie pewna postać nie miała twarzy, tylko coś w rodzaju mapy z liniami i punktami zamiast rysów - to trochę podobny schemat, jakby podświadomość budowała postać z czegoś abstrakcyjnego zamiast z ciała. Ale słowa to inny poziom, bo słowo niesie intencję, energię nadawcy. Zastanawiam się czy ta kobieta mogła być przewodniczką albo czymś, co próbowało przesłać konkretny komunikat właśnie przez swoją formę, a nie przez treść rozmowy?
powiem szczerze, ze mnie to uderza inaczej. Słowo ma w wielu systemach moc stwórczą, logosy, werbum, mantra, to wszystko jedno i to samo na różnych poziomach. Jeśli istota jest zbudowana ze słów, to może nie jest bytem, który przyszedł do ciebie z zewnątrz, tylko bytem, który ty sama zbudowałaś ze swoich własnych myśli i intencji. Taka zmaterializowana myśl o komunikacji. Nie mówię, że tak jest na pewno, ale to warto rozważyć zanim zacznie się szukać zewnętrznego źródła.
wiesz, ja czytałam kiedyś o czymś takim jak byty myślowe, myśloformy, to jest właśnie ta kategoria. Można je stworzyć nieświadomie z intensywnej energii emocjonalnej. I one potem faktycznie mogą się w snach manifestować jako osobne postacie, bo stają sie jakby niezależne. Ta kobieta ze słów, jak ją opisujesz, brzmi dokładnie jak zmaterializowana myśloforma językowa. Może długo piszesz, dużo czytasz, masz silny kontakt z językiem na co dzień i to się jakoś złożyło? 🙁
ojej to jest NIESAMOWITE że piszesz o tym teraz, bo ostatnio sama miałam sen, gdzie pewna postać mówiła i jej słowa zostawały w powietrzu jako widoczne znaki, ale sama postać była normalna. To nie to samo, ale jakoś pokrewne, prawda? Jakby język miał własną substancję wizualną w tym śnie. Czy u ciebie też słowa odpływały i zostawały w powietrzu, czy one były tylko częścią jej ciała?
przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale czy ta kobieta miała jakiś kolor? tzn. czy słowa były w jakimś konkretnym kolorze, czarne, złote, coś innego? pytam, bo słyszałam że czakra gardłowa, ta od komunikacji i słowa, ma swój kolor i zastanawiam sie czy to moglo byc jakos powiazane z energia danej czakry, nie tylko ze słowem jako symbolem...
to co opisujesz, że ona się zmniejsza wydając z siebie słowa, to jest obraz, który mnie zatrzymał. W tradycji magii słownej mówi się, że słowo wypowiedziane z prawdziwą intencją zawsze coś kosztuje mówiącego. Oddajesz cząstkę energii. Jeśli twój sen to zilustrował dosłownie poprzez anatomię tej postaci, to jest bardzo spójny wewnętrznie przekaz. Zostałaś zaproszona do obserwacji czegoś, co zwykle dzieje się niewidzialnie. I nie wydaje mi się, żeby tu chodziło tylko o projekcję własnego umysłu, bo projekcje zwykle nie mają tej logiki wewnętrznej, która by zaskakiwała autora snu. A ty sama piszesz, że to cię zatrzymało, zastanowiło, że forma nie była przypadkowa. 🙂
