Śniło mi się coś, co do tej pory nie daje mi spokoju i nie wiem nawet jak to opisać. We snie pojawiła sie kobieta, ale to nie była kobieta jako taka - ona była jakby... zlepkiem historii? Jakby ktoś wziął kilka różnych wspomnień, kilka legend, może kilka cudzych życiorysów i posklejał je w jedną postać. Kiedy na nią patrzyłam, wiedziałam że to nie jest człowiek, to jest OPOWIEŚĆ, która przyszła do mnie sama. I ta postać mówiła do mnie, ale jej słowa też były jak fragmenty jakichś starych historii, nie jej własne myśli. Ktoś się z tym spotkał? Bo ja nie wiem czy to w ogóle ma nazwę. 😉
o tak mialem cos takiego! to niesamowite bo ja to nazwalem sobie "postac-symbol" - nie sa prawdziwymi ludzmi ale tez nie sa zwyklymi snymi postaciami. jak bys mi wiecej powiedzial o tej kobiecie - co ona mowila, jakies skrawki pamietasz?
Hmm, to mnie zainteresowalo. Jest takie pojecie w tradycji jungowskiej ze postacie ze snu moga byc archetypami ale to co opisujesz brzmi inaczej, bardziej jak... no jak byty ktore przyszly z kolektywnej pamieci. Nie jedna dusza, nie twoja projekcja, ale cos co mozna by nazwac zageszcona narracja. Gdzies czytalem ze w niektorych tradycjach szamanskich rozrozniano wlasnie miedzy snem-lustrem (gdzie widzisz siebie) i snem-oknem (gdzie cos przychodzi z zewnatrz). Ta twoja kobieta-opowiesc brzmi jak sen-okno.
Ta twoja relacja bardzo mi przypomina coś, co kiedyś przeżyłam podczas głębokiej medytacji, choć to był sen, nie medytacja. Jakbyś miała do czynienia z czymś w rodzaju... no trudno to nazwać inaczej niż strażnik historii. Nie duch konkretnego człowieka, ale esencja wielu ludzkich doświadczeń zebrana w jedną formę. Pytanie które mnie nurtuje - czy ta postać miała jakiś wyraźny wygląd, coś co ją wyróżniało fizycznie, czy była bardziej rozmyta, jakby twój umysł nie chciał albo nie mógł jej domknąć?
ja mam zupełnie inne doświadczenie z takimi postaciami. śniło mi się raz coś podobnego - jakaś postać bez konkretnej tożsamości, ale pełna znaczeń. I przez długi czas myślałem że to może być mój przewodnik duchowy w zmienionej formie. Ale teraz zastanawiam się czy to nie jest coś odwrotnego - nie ktoś kto cię prowadzi, ale ktoś kogo ty sama sobie złożyłaś. Czy Tojadek cokolwiek widziała wcześniej, jakiś film, czytala coś, co mogło zasilić te postać?
no wlasnie to jest ten moment kiedy robi sie interesujaco. bo jedno to ze twoj mozg skleja postacie z kawalkow - to nauka to potwierdza. ale skad sie biora te SZCZEGOLY ktorych nie znasz? to jest pytanie na ktore niema dobrej odpowiedzi z zadnej strony ani naukowej ani ezoteryzcnej przynajmniej nie takiej co by wszystkich zadowolila 😀
Sylweria masz racje ze miesze rozne rzeczy, ale nie przypadkowo. Mysle ze problem z trzymaniem sie jednego klucza interpretacyjnego jest taki ze te doswiadczenia sa WIEKSZE niz jakikolwiek jeden system. Jung, szamanizm, tradycje snu w sufizmie - wszystkie dotykaja tego samego zjawiska z roznych stron. Ten "zageszony archetyp" o ktorym pisze Sylweria i "strraznik historii" Romualdy to moze byc to samo, tylko inaczej nazwane.
zgadzam się z Leszkiem w tym sensie, że nie musimy wybierać jednej etykietki. ale wracajac do sedna - Tojadek, zastanawia mnie jedno. Czy po tym śnie zostało ci jakieś uczucie, coś na skórze albo w klatce piersiowej? Kiedy takie postacie-opowieści przychodzą, często zostawiają ślad nie w pamięci ale właśnie w ciele. jakieś ciepło, ciężar, albo coś jakby ktoś zostawił pakunek i wyszedł?
zaglądam tu od paru dni od jakiegoś czasu i mam wrażenie że wszyscy mówicie o czymś podobnym tylko innymi słowami, archetyp, strażnik historii, zagęszczona narracja. Ale mam jedno proste pytanie bo może jestem za mało zaawansowana żeby to łapać: jeśli to nie jest duch konkretnej osoby i nie jest to nasza własna projekcja, to co to właściwie jest? Skąd przychodzi? Bo te odpowiedzi mnie nie przybliżają do zrozumienia źródła.
