Miałem ostatnio sen, który trochę mnie rozbił i nie wiem co z nim zrobić. Śniło mi się że jestem w jakimś miejscu, trochę jak łąka, prawda, trochę jak plac i wszyscy wokół mnie wyglądają tak samo - znaczy nie fizycznie, bo różnili się z wyglądu, ale jakoś wyczuwałem że wszyscy mamy tyle samo lat. Nie chodzi o to że byliśmy w tym samym wieku na oko, ale że urodziliśmy się w dokładnie tym samym momencie. Wszyscy w jednej chwili. I wszyscy to wiedzieli i to było jakieś takie... oczywiste? Nikt się nie dziwił. nie pamiętam żeby ktoś cokolwiek mówił, ale to poczucie równości wiekowej było tak silne że po obudzeniu siedziałem z tym z kwadrans. Co to moze być? Może to nic, ale jakoś nie mogę tego odłożyć na bok
Oj, to brzmi jak jedno z tych snów, które człowiek czuje w kościach a nie w głowie, wiesz? To poczucie że "wszyscy urodzeni w tym samym momencie" to jest bardzo specyficzny symbol. Zastanawiam się czy czasem to nie jest coś z zakresu jednoczesności dusz - nie ogarniam jak to ładniej nazwać - że w pewnych cyklach pewna grupa dusz wchodzi razem, jakby jedna fala. Czytałam gdzieś o tym w kontekście pracy z regresja. Ale poczekaj, powiedz mi jeszcze jedno - czy ci ludzie na tej łące mieli twarze? Rozpoznawałeś kogoś, czy to były zupełnie obce osoby?
Słyszę ten opis i od razu przychodzi mi do głowy symbolika equinokcjum - tego momentu kiedy dzień i noc są równe. To zrównanie, brak hierarchii, wszyscy "tej samej chwili" - to jest archetypowy obraz punktu zerowego, miejsca przed podziałem. Teraz mamy przecież takie przejście sezonowe i energetycznie to jest dokładnie ten czas, kiedy sny tego typu się nasilają. Pytanie jest inne - co robiłeś zanim zasnales? Jakiś rytuał, medytacja, czy zupełnie zwyczajny wieczór?
To że sen przyszedł bez przygotowania wcale nie jest dziwne, wrecz przeciwnie. Takie obrazy często pojawiają się właśnie kiedy nie stawiamy sobie żadnych oczekiwan i psychika jest rozluźniona. co do samego symbolu rownosci wiekowej - to jest coś w rodzaju zbiorowej jaźni, wizja wspólnoty bez roznicowania. Jungowski obraz anima mundi moze. Ale mnie bardziej interesuje ten moment "urodzeni w tej samej chwili" - czy to była chwila w przeszlosci, w teraźniejszości, czy w ogóle nie miało znaczenia kiedy to było?
a czy to nie moze byc po prostu sen o rownowadze jak na ta pore roku? bo wlasnie teraz jest takie przejscie i moze energetycznie wlasnie o to chodzi? nie wiem czy dobrze rozumiem ten sen ale to uczucie ze wszyscy sa tak samo "starzy" wydaje mi sie jakby wszyscy stali w tym samym punkcie i nikt nie jest wyzej ani nizej. to chyba dobre, nie?
No dobra ale "dobre czy nie dobre" to nie jest zbyt precyzyjne pytanie. Mnie interesuje czy podczas tego snu byla jakakolwiek liczba, jakiś sygnał numeryczny. Moment urodzenia, eee, ilość osób, cokolwiek. Bo ta "jednoczesność" ma potencjalnie duże znaczenie w kontekście cykli i jeśli gdzieś przemknęła konkretna liczba to można by to pociągnąć dalej. Bez tego to trochę zgadywanka.
No to trudniej. Bez zakotwiczenia liczbowego ten sen jest bardzo otwarty na interpretację,co oznacza że każdy może wbić w to co chce.;) Nie mówię że nie ma znaczenia, ale trzeba być ostrożnym żeby nie nadinterpretować. "Morze ludzi tej samej chwili" - to jest piękny obraz ale naprawdę możliwe interpretacje rozciągają się od zbiorowej karmy przez projekcje podświadomości aż po zwykłe odreagowanie jakiegoś tematu równości który siedzi ci w głowie.
Ale właśnie ta równość jest tu chyba kluczem! Śniło mi się raz coś podobnego - nie dokładnie to, ale to poczucie że wszyscy są na tym samym poziomie i nikt nie jest "przed" ani "po". Budziłam się z takim ciepłem. Zastanawiam się czy aby to nie jest czasem sen o duszy zbiorowej, że wszystkie dusze są tak naprawdę jednakowo "stare" bo czas w wymiarze duszy działa inaczej? Czy ktoś się z tym spotkał?
czekaj, czekaj, czyli według ciebie nie ma starych dusz? bo to jest dosc odwazna teza jak na to forum haha. bo ja zawsze czytałam ze wlasnie to roznicowanie jest istota reinkarnacji, ze dusza sie "starzeje" przez kolejne wcielenia i uczy. jak to pogodzicc?
Troche mnie to przerasta szczerze mówiąc. ale mam inne pytanie do Rocha - to miejsce, ta łąka czy plac, swoją drogą, miało jakiś nastrój? Było jasno, ciemno, ciepło? Bo mam wrażenie że to może być ważniejsze niż ta filozofia o duszach. Nastrój miejsca w takim śnie to dla mnie klucz do tego co podświadomość chce przekazać.
tak,to bylo spokojne i jasne. nie pamiętam słońca jako takiego, ale była jasność. I ta cisza ktura wcale nie była niekomfortowa, raczej... pełna? Jakby cisza która coś zawiera. Obudziłem się spokojny, nie wystraszony, to pewne. Dlatego zresztą siedzialem z tym tak długo - nie chciałem tego zgubić.
Ta "cisza która coś zawiera" - to jest naprawde ciekawe określenie i mysle że to jest serce tego snu. miejsca równości i jednoczesności,gdzie niema hierarchii czasu, często pojawiają się w momentach kiedy jestesmy na progu jakiegos wewnętrznego przejścia. Nie musi to być wielka zmiana, może być subtelna - nowe rozumienie czegoś, puszczenie jakiegos podziału. Teraz sezonowo jestesmy właśnie w miejscu gdzie stare ustępuje nowemu, więc energie sprzyjają takim obrazom. Zastanow się czy ostatnio coś w sobie porównujesz - siebie z innymi, swoją przeszłość z teraźniejszością. Bo ten sen może być odpowiedzią na pytanie które zadajesz sobie nieświadomie.
