Śniło mi się ostatnio coś, co bardzo trudno opisać slowami. Byłam w jakiejś przestrzeni, nie wiem jak to nazwać, może kraina, może inny wymiar, gdzie wszyscy ludzie oddychali dokładnie w tym samym rytmie. Nie mówię o podobnym, mówię o identycznym. Każdy wdech, każdy wydech, razem. I to nie było przerażające ani dziwne, wręcz przeciwnie, czułam się częścią czegoś ogromnego, jakby wszyscy byliśmy jednym organizmem. Obudziłam się z takim spokojem, jakiego dawno nie czułam. Co to może być? 😀 Czy ktoś w ogóle miał coś podobnego? Czy to jest ta koordynowana żywotność, o której czasem czytam w kontekście wymiarów zbiorowej świadomości?
To,co opisujesz, brzmi jak dotknięcie pola jedności. W tradycjach jogi i wedyjskich jest coś takiego jak prana, wspólna energia życiowa, i oddech jest jej nośnikiem. Sen, w którym wszyscy oddychają razem, mogl być doświadczeniem tego pola w jego czystej formie. Mam jedno pytanie, czy te osoby w śnie były znajome, obce, czy w ogole nie miały twarzy?
Ojej, przeczytałam to i zrobiło mi się ciepło na sercu 🙂 Ja miałam raz sen, gdzie wszyscy ludzie wokół mnie poruszali się w jednym rytmie, ale to dotyczyło kroków a nie oddechu. Twój wydaje się głębszy, bo oddech to coś bardziej wewnętrznego. Zastanawiam się czy ta kraina wyglądała jakoś konkretnie, co to było za miejsce, las, przestrzeń, tak w ogóle, coś innego?
szczerze to troche mi to przypomina sny ktore mialem po jakims intensywnym kursie medytacyjnym, wspolny rytm, poczucie ze nie jestes osobny. ale tam to bylo takie... nie wiem, troche sztuczne a u ciebie brzmi jakby sam sen to wygenerowal bez zadnego wysilku z twojej strony. to robi roznice chyba
Przeczytałam uważnie i chcę powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze, w symbolice snów otwarta przestrzeń bez granic często jest kojarzona z obszarem zbiorowej nieświadomości, nie w sensie jungiowskim jako abstrakcja, ale jako dosłowne miejsce dostępu. Rozmyte twarze to w wielu tradycjach oznaka, że mamy do czynienia z archetypem, a nie z konkretną osobą czy duszą. Zsynchronizowany oddech jako motyw sennej zbiorowości jest opisywany w literaturze dotyczącej snów telepatycznych i wspólnych przestrzeni astralnych, choć przyznam, że w takiej formie, szczerze, wyłącznie jako oddech bez żadnej akcji, jest to motyw dość rzadki. Pytanie do ciebie, czy po przebudzeniu twój własny oddech był wolniejszy albo inny niż zwykle?
no nie wiem. mi to troche brzmi jak racjonalizacja miłego snu w ezoteryczne ramy. oddychamy wszyscy przez sen wolniej i bardziej regularnie, wiec sniac sie spokojny sen mozna latwo interpretowac jako "wspolny rytm". nie mowie ze nic sie nie wydarzylo, ale ta koordynowana zywotnosc wymiaru to brzmi jak dodawanie sobie znaczenia do czegos prostego. skad wiadomo ze to nie byl po prostu dobry sen po ciezkim tygodniu?
Ambrozy ma trochę racji, ale niekoniecznie z tych powodów, które podaje. Problem z interpretacją takich snów polega na tym, że nakładamy na nie gotowe ramy, eee, zanim zdążymy zobaczyć co w nich jest. Koordynowana żywotność wymiaru to nie jest żaden ustalony termin w żadnej tradycji, którą znam, i trochę mnie niepokoi kiedy takie określenia zaczynają krążyć. Ale sam motyw synchronicznego oddechu jako doswiadczenia jedności jest realny i opisywany w różnych kulturach niezależnie od siebie, to coś warte uwagi.
Doklejam sie do rozmowy ale to co Iwka opisuje jest niesamowite. ja sie zastanawiam czy to moze byc cos w rodzaju snu telepatycznego tyle ze zbiorowego? tzn nie z jedna osoba ale z wieloma naraz? czy cos takiego jest w ogole mozliwe? chyba gdzies czytałem o tym ze w pewnych okolicznosciach swiadomosci moga sie kumulowac w jednym miejscu podczas snu ale gubię sie czy to nie bylo fantastyka 🙂
Uff, zbiorowy kontakt w śnie jest opisywany, to prawda, ale zazwyczaj w kontekście intensywnej praktyki grupowej albo bardzo bliskich emocjonalnie osób. Losowy tłum zsynchronizowany oddechem to jest trochę inne doświadczenie. Ja bym zapytała o to, co robiłaś przed snem i w ciągu dnia. Nie dlatego, że chcę to zdyskredytować, tylko dlatego, że kontekst dnia pomaga rozeznać z jakiego poziomu dany sen pochodzi. Bo sen z płytkiego poziomu i sen z głębokiego to dwie różne rzeczy, nawet jeśli fabularnie wyglądają podobnie.
Ale czy w takim razie ten spokój po przebudzeniu, który opisujesz, nie jest właśnie jakimś dowodem? Bo chyba nie chodzi o to co widziałaś, tylko o to jak wróciłaś z tego snu. Takie sny zostawiają ślad, prawda? I to jest chyba ważniejsze niż czy to byl wymiar zbiorowy czy nie
To z tą medytacją przed snem jest ciekawe. Godzinna medytacja z muzyką może wyraźnie zmienić stan mózgu przed zaśnięciem i te pierwsze fazy snu mogą być wtedy inne, głębsze, bardziej zintegrowane.;) Nie mówię, że to tłumaczy wszystko, ale to jest realna zmienna. Mam pytanie do Lobelki, bo nie do końca rozumiem co miałaś na myśli pisząc o tym z jakiego poziomu sen pochodzi, czy masz na mysli konkretną klasyfikację?
nie mam pewności czy to pasuje do rozmowy ale jak czytałam opis tej szarej przestrzeni bez granic i ludzi bez konkretnych twarzy to pomyślam ze to troche brzmi jak to co opisują ludzie ktorzy mieli NDE, takie miejsca poczekalni, wspolnoty, ale bez dramatyzmu. moze to nie jest inny wymiar tylko jakis próg. nie wiem, moze głupie skojarzenie 🙂
