Jakiś czas temu przyśnił mi się dosyć dziwny sen i do tej pory nie mogę go rozgryźć. Pamiętam z niego właściwie tylko jedno słowo: „Urugu”, i takie intensywne, białe światło które wypełniało całe pole widzenia, jak gdybym patrzył prosto w jarzeniówkę z bliska. Nawet nie wiem czy to słowo było napisane czy ktoś je mówił, po prostu było i tyle.
Może bym w ogóle tego nie drążył, ale rano z ciekawości sprawdziłem czy takie słowo w ogóle istnieje i okazało sie że to nazwa małej miejscowości w Tanzanii. No i trochę mnie to zaskoczyło bo jakim cudem coś takiego trafiło mi się do snu...
I teraz nie wiem co o tym myśleć. Czy taki sen może coś oznaczać? Zastanawiam się też czy ma to jakiś związek z moimi innymi snami, bo parę razy śniły mi się słonie które na mnie napadały, raz chyba lew, więc jakby ten wątek afrykański się przewija. Może to przypadek, może nie. Nie mam pojęcia jak to interpretować, stąd pytanie tutaj 🙂
Pytam serio, bo naprawde mnie to nurtuje. Nikt nie ma jakiegoś pomysłu jak to można zinterpretować?
No właśnie, chyba muszę się zgodzić z tym co pisali inni wcześniej... przyczyn może być mnóstwo, a te mistyczne czy magiczne to zazwyczaj ostatnia rzecz którą warto brać pod uwagę. Może oglądałes jakiś program o podróżach ostatnio, coś takiego potrafi zostac w glowie i potem wychodzi w snach.
Jeśli chcesz, to wrzuć tutaj swoją datę urodzenia z miejscem i godziną narodzin, to mogę sprawdzić czy to miejsce ma jakieś znaczenie na mapie astrokartograficznej. Chętnie rzucę okiem. A tak na marginesie, koniec świata to podobno Urugu;)
Hmm, to zdanie urwane, ale spróbuję coś z tym zrobić 🙂
Ostatnio dużo o tym myślę...
Bardzo to dziwne...
Rzeczywiście to dość dziwne...
