Witam bardzo serdecznie. Wypisałam w tytule symbole, które wydaja mi się, że maja znaczenie w tym śnie, lecz nie jestem do końca pewna, więc proszę kogoś o interpretacje.
Sen wydaje mi się istotny, dlatego go tutaj zamieściłam. Oto opis.
Śnił mi się mój dobry znajomy. Przyjechał do mnie, ale to było inne miejsce niż to, w którym teraz mieszkam. Tak jakbym mieszkała sama w jakimś mieszkaniu.
Więc ten znajomy przyjechał, powiedział, że chce mi coś powiedzieć, i że mam się ubierać.
Zdziwiłam się, bo zabrał mnie na lotnisko i powiedział, że był w urzędzie i możemy wziąć spokojnie ślub.
Na to ja mówię do niego: ale jak to, przecież nie mamy ani świadków, ani zaproszeń, ani gości. Na co on odparł, że świadków już załatwił.
Samego ślubu nie widziałam. Nie wiem też, w co w tym śnie byliśmy ubrani.
Potem znaleźliśmy się w takiej wielkiej sali że starym parkietem i drewniana boazeria na ścianach, takie jak są w karczmach, ciemne drewno było.
Zapytałam tego mojego znajomego, po co wynajął sale, skoro nie ma gości, on odparł, że tak po prostu.
Potem poszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć walca, ćwiczyliśmy kroki pod okiem jakiejś dziewczyny, to była niby siostra tego mojego znajomego, realnie on nie ma rodzeństwa.
Potem na sali nagle pojawiła się sąsiadka moich dziadków, zbulwersowana, że wzięłam cichy ślub i że jak tak można.
Na co ja odparłam, że to nasza sprawa, jesteśmy dorośli i zrobiliśmy, jak chcieliśmy. Sąsiadka odeszła bez słowa.
Potem razem z moim znajomym poszliśmy zobaczyć na takich dużych ekranikach, czy ten taniec walca się nagrał. Okazało się, że tak.
Potem znowu poszliśmy razem na parkiet i tańczyliśmy już sami, płynnie, czysto. Nie słyszałam muzyki, a sala była pusta. Obudziłam się.
