A co jeśli ktoś nie chce prowadzić dziennika, bo to go wyciągnie z naturalności snu? Mnie się wydaje, że jak zacznę za bardzo analizować, to zabiję to co organiczne. Czy ktoś miał taki problem, że zbyt dużo myślenia o snach zaczęło wpływać na same sny?
to jest wlasnie dowod na to ze podswiadomosc reaguje na intencje. jak juz samo czytanie o snach zmienia odczuwanie po przebudzeniu, to znaczy ze ta warstwa jest aktywna i odzywaja sie na kontakt. to nie przypadek ze szamanskie praktyki zaczynały sie wlasnie od intencji a nie od techniki
Zatrzymuję się tu na chwilę, bo ta wymiana między Kornelią a Zbychem wraca w kółko i chciałabym zapytać inaczej. Czy dla praktycznego zastosowania w ogóle ma znaczenie, który mechanizm stoi za zbieżnościami? Jeśli efekt jest realny, czy geneza go unieważnia?
Dokładnie to chciałam powiedzieć, tylko nie wiedziałam jak to ująć. Mnie nie interesuje czy to archetypowa pamięć czy mechanizm poznawczy, mnie interesuje co zrobić z tym snem ze spóźnieniem, który mam co jakiś czas. I ciągle kręcimy się wokół teorii, a nie mam żadnej konkretnej odpowiedzi.
I właśnie tu mi się zamknął krąg tej dyskusji. Pytamy o uniwersalny słownik snów, ale może zamiast słownika potrzebujemy raczej metody sprawdzania, czy nasze odczytanie jest trafne. I ta metoda jest indywidualna dla każdego. Słownik daje kierunek, ale prawdziwa weryfikacja jest w naszym własnym wzorze.
Ale to nie wyklucza że ten wspólny kierunek istnieje. Bo jeśli niezależni ludzie, bez kontaktu ze sobą, dochodzą do podobnych odczytań, to ten wspólny słownik bazowy musi skądś pochodzić. Pytanie czy to zbiorowa nieświadomość, pamięć gatunkowa, czy coś zupełnie innego, to jest właśnie to, czego ta dyskusja jeszcze nie rozstrzygnęła.
To co Adeptka mówi o wspólnym kierunku jest dla mnie kluczowe w tej dyskusji. Bo zauważam, że kręcimy się między dwoma stanowiskami: albo słownik jest uniwersalny i zewnętrzny wobec nas, albo jest czysto indywidualny. Ale może to fałszywa alternatywa. Może jest warstwa wspólna, która nie jest słownikiem, ale czymś w rodzaju gramatyki, i na tej gramatyce każdy buduje własny język?
A skąd miałaby pochodzić ta gramatyka? To ważne pytanie, bo jeśli powiemy zbiorowa nieświadomość, to zakładamy jej istnienie jako coś realnego, a nie tylko metafory. A jeśli powiemy ewolucja i wspólne doświadczenia gatunkowe, to mamy coś sprawdzalnego. Te dwie odpowiedzi prowadzą w bardzo różne miejsca.
Mam kilka znajomości z praktykami z różnych tradycji i to co mnie uderzyło w rozmowach, to że woda jako symbol przejścia pojawia się wszędzie, ale co dokładnie ta woda robi w śnie, już bardzo się różni. W jednej tradycji przekroczenie rzeki to śmierć, w innej to oczyszczenie, w jeszcze innej to inicjacja. Ten sam obraz, zupełnie inne znaczenie emocjonalne.
Hm, to jest coś co mnie trochę przewraca. Bo jeśli porównujemy emocje a nie obrazy, to co właściwie znaczy że ktoś miał identyczny sen? Bo na początku tego wątku Szaman mówił o identyczności symbolicznej, a tu wychodzi, że może chodzić o identyczność emocjonalną. Czy to nie są dwa różne zjawiska?
To ważne rozróżnienie i Erazm ma rację, że warto to rozsupłać. Kiedy mówiłem o identyczności, miałem na myśli oba poziomy razem, ten sam obraz i ta sama jego interpretacja przez dwie niezależne osoby. Ale to co Herga mówi, o emocji jako właściwym symbolu, pasuje do czegoś co obserwuję od lat w pracy z symboliką. Obrazy są jak słowa, a emocje jak znaczenie. I może właśnie dlatego różne słowa mogą znaczyć to samo.
ale jezeli emocja jest tym co sie liczy to dlaczego sen przychodzi w konkretnym obrazie a nie innym. dlaczego akurat spoznienie a nie powiedzmy utrata? to chyba nie jest przypadkowe ze umysl wybiera taki a nie inny obraz zeby przekazac emocje. moze ten obraz tez cos znaczy tylko na innym poziomie
Mnie to trafia, bo ja nie mam jednego powtarzającego się snu, ale mam powtarzające się uczucie w różnych snach. Takie coś jak 'za chwilę coś się skończy i nic nie będę mogła zrobić'. I zawsze w innej scenerii. Więc może to o czym mówi Nyja jest prawdziwe, ta sama emocja ubiera się w różne obrazy.
Chcę dodać coś z innej strony. W pracy z przedmiotami rytualnymi też to widać, ten sam kamień, powiedzmy obsydian, dla jednych jest ochroną, dla innych wywoływaniem tego co ukryte. Podręczniki mówią jedno, a praktyka pokazuje że ludzie reagują inaczej. I nikt nie jest w błędzie, bo każdy uruchamia inną warstwę tego samego symbolu. Sen działa tak samo, symbol jest jak kamień, można go obracać w różnych kierunkach.
Wracam do pytania Gabrysi o inne kultury, bo mi to nie daje spokoju. Jeśli naprawdę chcemy wiedzieć czy istnieje warstwa wspólna ponad kulturą, to potrzebujemy danych z kultur bez kontaktu z zachodnią tradycją interpretacji snów. A tych prawie nie ma, bo globalizacja zrobiła swoje. Więc może nigdy nie odpowiemy na pytanie z tytułu w sposób, który zadowoli kogoś szukającego dowodów.
Właśnie mnie zastanawia co to w ogóle znaczy 'niezależne'. Jak dwoje ludzi wychowało się na tych samych bajkach, oglądało te same filmy, czytało podobne książki, to czy ich sny są naprawdę niezależne? Może mamy złudzenie że to coś archetypowego, a to po prostu Disney i popkultura?
To co Gabrysia opisuje jest w moich notatkach widoczne bardzo wyraźnie. Zaczęłam pytać skąd wiem że dany symbol znaczy to co myślę że znaczy, i często okazuje się że ktoś mi to powiedział dawno temu. Mama, babcia, koleżanka. Warstwa osobista i warstwa przekazana są naprawdę trudne do rozdzielenia.
I właśnie tu wracamy do pytania które było na początku, tylko o piętro głębiej. Bo nawet jeśli symbol był przekazany przez babcię, to skąd babcia go wzięła? Jeśli cofamy się wystarczająco daleko, to albo trafiamy na doświadczenie pierwotne, albo na nieskończony łańcuch przekazywania. I nie wiem które z tych dwóch jest bardziej niepokojące.
Mnie ten łańcuch nie niepokoi, wręcz przeciwnie. Myślę że to jest właśnie piękne, że znaczenia przechodzą przez pokolenia jak żywa nitka. Ale mam pytanie do Szamana, czy ten ktoś z początku wątku, z którym miałeś identyczny sen, to była osoba z podobnego tła kulturowego czy kompletnie różnego?
Podobne tło, środkowoeuropejskie. I to jest słabość mojego przykładu, przyznaję. Gdyby to był ktoś z zupełnie innego kręgu, argument byłby mocniejszy. Ale właśnie to mnie skłoniło do pytania na forum, czy ktoś miał takie doświadczenie z kimś bardziej odległym kulturowo.
Miałam coś takiego raz podczas warsztatu z uczestniczką z Nigerii. Obie opisałyśmy sen z mostem bez drugiego brzegu i obie powiedziałyśmy że to poczucie decyzji bez możliwości cofnięcia. Ale nie wiem ile ona wiedziała o zachodniej symbolice, więc nie mogę tego traktować jako czysty przypadek.
Okej, ale co z tymi z nas którzy po prostu mają konkretny sen i chcą wiedzieć co z nim zrobić? Ta dyskusja jest ciekawa, ale coraz bardziej filozoficzna. Czy da się z tego wyciągnąć jakąś praktyczną wskazówkę dla kogoś kto nie ma lat doświadczenia?
Chcę dodać do tego co Herga mówi, bo mi to pasuje do obserwacji z numerologii. Liczby też mają emocjonalne rdzenie, a dopiero wokół nich narastają skojarzenia wizualne i kulturowe. Może to jest ten wspólny mechanizm, emocja pierwotna, obraz wtórny?
Myślę że za dużo szukamy tu naukowego dowodu na coś co działa inaczej niż nauka. Pracuję z klientami przy przedmiotach i snach od lat i mogę powiedzieć że emocja jako punkt wyjścia daje lepsze rezultaty w praktyce niż słownikowe znaczenie. Ale to jest moje doświadczenie, nie badanie.
A wracając do tytułu wątku, bo trochę mi umknęło, czy jeśli emocja jest ważniejsza od obrazu, to 'język snów' jest tak naprawdę językiem emocji? I czy to by znaczyło że słownik snów jest możliwy, tylko że powinien mapować emocje a nie obrazy?
No właśnie, to jest chyba mój problem z emocjami jako podstawą słownika. Jak opisujesz obraz, to masz jakiś punkt wspólny. Ale jak mówisz 'czułam coś ciężkiego w klatce', to jedna osoba nazwie to smutkiem, inna lękiem, inna poczuciem winy. Czy to nie znaczy że słownik emocji byłby jeszcze bardziej subiektywny niż słownik obrazów?
Erazm65 dotknął czegoś istotnego. Pytanie z tytułu wątku faktycznie zakłada że wspólność istnieje. Moje doświadczenie które zapoczątkowało temat było właśnie obserwacją tej wspólności. Ale może warto spytać inaczej: czy szukamy dowodu na wspólność, czy szukamy wyjaśnienia dla czegoś, co wielu z nas obserwuje w praktyce?
