Mam wrażenie że utknęliśmy na pytaniu 'czy to jest prawda' zamiast 'jak to działa'. W pracy z tarotem widzę to wyraźnie, pewne obrazy wywołują podobne reakcje u różnych osób zanim jeszcze cokolwiek powiem o znaczeniu karty. Wieża robi wrażenie, Głupiec wywołuje uśmiech, Śmierć zatrzymuje oddech. Czy to kultura, ewolucja, coś innego, tego nie wiem. Ale że to działa, to widzę.
Mam w notatkach porównanie jak opisywałam ten sam sen w różnych momentach życia. Raz pisałam że budynek walący się to strach przed zmianą, raz że to ulga. Obraz ten sam, emocja różna, znaczenie inne. To mnie przekonało że nie ma stałego słownika dla obrazów. Ale czy emocja też się zmienia przy tym samym obrazie przez lata, to jest pytanie do siebie które jeszcze sobie nie zadałam.
Chcę wróić do kwestii którą Szaman poruszył, o piętrze głębiej. Mamy teraz kilka warstw: obraz, emocja, kontekst życiowy, tradycja kulturowa. I pytanie o 'wspólny język snów' może dotyczyć każdej z tych warstw osobno. Na poziomie obrazów mamy pewne podobieństwa. Na poziomie emocji prawdopodobnie więcej. Na poziomie tradycji bardzo dużo, ale to już nie jest 'język snów', to jest po prostu kultura. Może nie da się odpowiedzieć na pytanie tytułowe bez wyboru o którą warstwę pytamy.
Okej ale jak mam konkretny sen i idę do kogoś po interpretację, to ta osoba pracuje na wszystkich warstwach naraz czy wyłącznie na jednej? Bo z tego co czytam wynika że różni eksperci mogą robić to zupełnie inaczej i dostaję różne odpowiedzi na ten sam sen.
Wracając do pytania Erazma o kołowe rozumowanie. Myślę że pętla między kulturą a snami niekoniecznie jest problemem, może być właśnie odpowiedzią. Kultura jest ludzkim sposobem przetwarzania doświadczenia, sen też. Oba karmią się nawzajem i oba czerpią z czegoś, co jest po prostu ludzkim sposobem bycia w świecie. Nie musi być 'punkt wyjścia', może być po prostu wzajemne wzmacnianie się przez tysiące lat.
Przepraszam że się wtrącam, nie jestem ekspertem w temacie, ale ta rozmowa jest dla mnie bardzo pomocna. Mam pytanie bo się zgubiłam, czy ktoś mógłby powiedzieć, jeśli chcę zacząć rozumieć swoje sny i nie mam pojęcia od czego zacząć, to od czego zacząć, od zapisywania emocji czy od zapisywania obrazów? Bo tu słyszę różne podejścia i nie wiem które wybrać.
A ja mam jeszcze jedno pytanie do tego wątku o wspólny język. Jeśli piszemy o symbolach które trafiają do wielu osób, to czy ktoś ma przykład symbolu który działa odwrotnie w różnych kulturach? Nie chodzi mi o inne znaczenie, tylko o sens który jest dokładnie przeciwny. Bo to by nam coś powiedziało o tym jak głęboko sięga ta 'wspólność'.
Kontynuując swoje pytanie, bo może nie dałam dobrego przykładu. Myślę o czymś takim jak kolor biały. W jednych kulturach żałoba, w innych czystość i ślub. To nie jest 'inne znaczenie' w tym sensie że jedno jest pozytywne a drugie negatywne, to jest sens odwrócony. Czy ktoś śnił biel i miał z tym problem przy interpretacji właśnie dlatego?
To co Herga pisze o tym czy sen ignoruje kulturowy naddatek, to jest dokładnie to co widzę w pracy z kartami gdy ktoś przychodzi z zupełnie innego kręgu. Zdarzyło mi się pracować z kimś dla kogo śmierć jako karta była dosłownie śmiercią, zero symbolicznego dystansu. I żadna rozmowa nie zmieniała tej pierwszej reakcji ciała. Więc może ciało przechowuje inne informacje niż głowa i to jest właśnie warstwa którą szukamy?
Wracam do Kasieczki z innej strony. Jeśli biel działa odwrotnie w różnych kulturach, to czy to znaczy że 'wspólny język snów' nie może dotyczyć konkretnych obrazów, tylko raczej jakichś zasad budowania tego języka? Trochę jak gramatyka która jest wspólna, ale słowa są różne?
Gabrysia92 trafiła w coś co od początku tego wątku kręci mi się z tyłu głowy. Może szukaliśmy w złym miejscu. Nie słownik, nie archiwum obrazów, tylko zasady składni. Pewne relacje między elementami snu które powtarzają się niezależnie od tego jakie konkretne obrazy je wypełniają. Napięcie, rozwiązanie, powtórzenie, nagłe urwanie. Czy te struktury są bardziej powtarzalne niż obrazy?
To co Szaman opisuje, ta składnia snów, pojawia się też w numerologii na poziomie cykli. Nie chodzi o konkretną liczbę jako symbol, tylko o relację między cyklami, powrót, przełom, powtórzenie. I tam też ludzie rozpoznają wzorzec zanim rozumieją szczegół. Więc może to jest ten poziom na którym coś jest naprawdę wspólne.
Dobra, zaczynam się gubić w warstwach tej rozmowy. Możemy wrócić do czegoś bardziej przyziemnego? Szaman na początku napisał że spotkał osobę która miała identyczne znaczenia dla tego samego snu. Czy to był ten sam obraz z tą samą emocją i tym samym kontekstem życiowym? Bo jeśli tak, to może to przypadek albo podobne życie, a nie żaden wspólny język.
Dzięki wielkie za odpowiedź Hergi wcześniej, zaczęłam zapisywać sny bez nazywania i faktycznie inaczej to wygląda na papierze. Mam pytanie przy okazji do tego co teraz się pojawia w wątku, ta 'składnia snów' o której mówił Szaman, czy jest jakiś sposób żeby ją dostrzec u siebie, czy trzeba kogoś do pomocy?
Wracając do Erazma, bo to ważne pytanie. Szaman, co łączyło ciebie i tę osobę poza samym obrazem ze snu? Podobny wiek, podobny etap życia, podobna sytuacja? Bo jeśli tak, to wspólna interpretacja mogła wynikać właśnie z tego, a nie z jakiegoś głębszego języka. Jestem ciekawa co było w tej rozmowie.
Simma pyta o to co łączyło mnie z tą osobą i to jest chyba najważniejsze pytanie w całym wątku. Powiem szczerze, nie wiem. Różny wiek, różne miasto, różny etap życia. Jedyne co nam było wspólne w momencie tej rozmowy to sam sen, a właściwie jeden jego fragment. Woda, która zamiast płynąć w dół płynęła poziomo. I oboje powiedzieliśmy to samo, że to był moment tuż przed czymś, ale nie strach. Zawieszone oczekiwanie. Nie mam wyjaśnienia. I właśnie to mnie tu przyciągnęło żeby o tym pisać.
dobra, to już jest coś konkretnego. Ale 'woda płynąca poziomo' to dość rzadki obraz, nie? Bo jak mi się śni woda to zwykle jest wodospad albo morze, coś co ma kierunek. Pytam bo zastanawiam się czy to nie jest tak, że im bardziej niezwykły obraz, tym bardziej ludzie szukają podobnego znaczenia, bo nie mają gotowych skojarzeń kulturowych. Z morzem każdy ma swoje zdanie, z wodą płynącą poziomo nikt nie ma, więc odpowiedź musi przyjść skądś indziej.
Słucham tej rozmowy o wodzie i zaczynam myśleć o symbolach w astrologii, przepraszam że wchodzę z boku. Woda w horoskopach ma cały zestaw gotowych znaczeń, emocje, podświadomość, płynność. Ale jeśli woda łamie swoje zasady w śnie, jak ta pozioma, to czy system astrologiczny w ogóle daje narzędzia do czytania takiego obrazu? Pytam bo nie wiem, ale ciekawi mnie czy te systemy się tu spotykają czy raczej każdy jedzie swoim torem.
Wracam do wody Szamana bo ta rozmowa znowu odchodzi od tego co mnie najbardziej ciekawi. Czy ta osoba z którą rozmawiałeś znała cię wcześniej, czy to był ktoś obcy? Bo jeśli obcy, to jak w ogóle doszło do tej rozmowy o śnie? Takie rzeczy rzadko wychodzą przy przypadkowym spotkaniu.
Celestyna.1 pyta o konkret i dobrze. To była osoba poznana na spotkaniu, nie online, przy okazji zupełnie innej rozmowy. Sen wyszedł przypadkowo, bo ktoś przy stole zaczął opowiadać o tym że boi się snów z wodą. Tamta osoba i ja zaczęliśmy mówić niemal równolegle o tym samym obrazie. Nikt jej nie namawiał, nikt nie sugerował. I oboje się urwaliśmy w połowie zdania bo zorientowaliśmy się że mówimy to samo. To było dziwne na tyle że zapamiętałem.
Ten moment 'urwania w połowie zdania' jest ważny. To nie jest rekonstrukcja po fakcie, to jest spontaniczna zbieżność w czasie rzeczywistym, bez możliwości dopasowania. Simma, czy spotkałaś coś podobnego w pracy? Nie piszę o opisaniu tej samej karty, tylko o tym że ktoś zatrzymuje się w połowie słowa bo rozumie że mówi to co inny właśnie zaczął?
No dobra ale 'za czesto' to jest subiektywna ocena. Ile razy sie NIE zbieglo i tego nie pamietamy, bo nie ma po czym. Pamietamy te momenty ktore nas uderzaja, a zapominamy wszystkie kiedy ktos powiedzial zupelnie inne znaczenie dla tego samego snu. To jest prosta statystyka pamieci, nie magia.
Właśnie sprawdzam moje notatki z ostatnich kilku miesięcy i mam podobne obserwacje. Ludzie, z którymi rozmawiałam o snach, bardzo często opisywali podobne doznanie przy tym samym typie obrazu, nie sam obraz, ale strukturę. Coś co się zbliża ale nie dochodzi. I to było powtarzalne niezależnie od tego czy ktoś spał dobrze czy nie, czy był pod wpływem stresu czy nie. Nyja, skąd ten pomysł że to się grupuje wokół 'ruchu w bezruchu'?
Przeczytałam cały wątek i mam pytanie które pewnie jest proste, ale nie umiem go obejść. Czy to że symbole grupują się według struktury a nie treści, to jest argument ZA istnieniem wspólnego języka snów, czy tylko za tym że ludzki mózg działa podobnie? Bo to by był zupełnie inny wniosek.
No i wracamy do tego samego miejsca co dwie strony wstecz. Proste symbole sa proste, dlatego sie powtarzaja. Woda i droga to nie jest zadna tajemnica, to sa rzeczy ktore kazdy widzi na jawie tez. Nie potrzebujemy wspolnego jezyka zeby wyjasniac dlaczego wszyscy snimy o czymczego wszyscy doswiadczamy.
Słucham tego i mam głupie pytanie. Czy ktoś próbował sprawdzić to odwrotnie? Znaczy, wybrać symbol który jest rzadki, coś czego większość ludzi nie widuje na co dzień, i sprawdzić czy tam też jest ta zbieżność między osobami? Bo jeśli rzadki symbol też się zbiega, to argument Zbychka traci grunt.
