Cześć wszystkim. Mam taki problem że od kilku miesięcy trenuję świadome śnienie i już całkiem nieźle mi to wychodzi, ale zaczął mnie trapić jeden fakt. Czasem kiedy chcę się obudzić ze świadomego snu, po prostu nie mogę. Próbuję mrugać, próbuję krzyczeć we śnie, kręcę się, a sen trwa i trwa. Raz trwało to chyba z godzinę zanim faktycznie się obudziłem. Czytałem że podobno można utknąć w takim śnie na dobre. Czy to prawda? Czy ktoś miał coś takiego? Zaczynam się trochę bać że pójdę spać i już nie wrócę.
Spokojnie, bo to co opisujesz to dosyć znane zjawisko i nie ma powodu do paniki. Ale zanim odpiszę więcej, powiedz mi jedno: jak długo trenujesz? I jakich technik używasz do wchodzenia w ten stan?
WILD to jedna z bardziej intensywnych technik i właśnie przy niej to uczucie niemożności wybudzenia się jest najczęstsze. Chodzi o to, że ciało jest w paraliżu sennym, a umysł świadomy, więc masz wrażenie że tkwisz gdzieś pomiędzy. To nie jest pułapka, to jest fizjologia. Pytanie jest inne: czy podczas tych snów czujesz lęk, czy raczej spokój?
Szczerze? Nie radzę sobie, po prostu czekam. Ale przy mnie to nie jest świadome, więc chyba inaczej to czuję. Nie mam kontroli żeby się celowo obudzić, więc to nie jest frustrujące tak samo.
Tutaj muszę powiedzieć że z astrologicznego punktu widzenia takie problemy z powrotem ze snów zdarzają się częściej przy określonych układach Neptuna. Neptun jest planetą odpowiedzialną za sny i iluzje, więc jeśli masz mocnego Neptuna w swoim horoskopie, to możesz mieć naturalnie cieńszą granicę między jawą a snem. Sprawdziłeś swój horoskop?
Hej, a ja mam głupie pytanie. Jak on jest uwięzniony w śnie to w jakim sensie to jest niebezpieczne? Ciało śpi normalnie, serce bije, budzi sie w końcu, więc gdzie ta niebezpieczność? Czy chodzi o cos duchowego czy po prostu o stres?
Ten wątek o energiach i duchach to dość popularny mit w środowisku śniących. Nie mówię że w świadomym śnie nie można natknąć się na coś nieoczekiwanego, ale twierdzenie że człowiek może utknąć na zawsze albo zostać tam gdzieś pochłoniętym to nie ma żadnego potwierdzenia. Natomiast paraliż senny jest realny i potrafi być bardzo nieprzyjemnym przeżyciem, szczególnie przy WILD. Jakie masz poczucie kiedy chcesz się obudzić? Czy masz wrażenie że ktoś cię przytrzymuje czy raczej że twoje ciało po prostu nie reaguje?
Właśnie o to chodzi. To jest paraliż senny po stronie świadomości, czyli twój mózg wybudza się szybciej niż ciało przechodzi ze stanu REM. To może trwać kilka sekund do kilku minut, choć subiektywnie czujesz że trwa znacznie dłużej. Godzina którą opisujesz to prawie na pewno skrzywione poczucie czasu, nie dosłowna godzina.
Ale poczekajcie, bo to co opisuje Hilary to jest chyba bardziej kwestia tego że on po prostu nie ma jeszcze techniki wyjścia ze snu, prawda? Trochę jakby ktoś nauczył się wchodzić do pokoju ale zapomniano mu powiedzieć gdzie są drzwi wyjściowe. Chyba że się mylę?
Dobrze, ale nie zrobię z tego wykładu, bo każdy trochę inaczej reaguje. Najpopularniejsze to: mocne skupienie na doznaniach fizycznych, czyli mówisz do siebie głośno we śnie że chcesz się obudzić i jednocześnie próbujesz poczuć ciężar swojego ciała w łóżku. Drugi sposób to celowe zamknięcie powiek w śnie, co brzmi absurdalnie skoro i tak śpisz, ale u wielu ludzi działa. I trzeci, najprostszy: padnij we śnie na podłogę. Upadek często resetuje sen. Które z tych próbowałeś?
Właśnie o to chodzi, nie chodzi o to żebyś to czuł od razu, tylko żebyś uwagę skierował w tamtą stronę. Trochę jak szukanie czegoś w ciemności, wiesz że to gdzieś jest. Ale zanim odpowiem więcej, powiedz mi jedno: czy twoje sny lucydne zaczynają się zazwyczaj od WILD, czy budzisz się w środku snu i zdajesz sobie sprawę że śpisz?
Jak już jesteśmy przy tym stresie, to chcę dopowiedzieć że Neptun w napięciu do Saturna potrafi właśnie dawać takie stany, gdzie granica między snem a jawą jest rozmyta i trudna do kontroli. Hilary, nie wiem kiedy się urodziłeś, ale jeśli masz w horoskopie taki aspekt to...
Nie brzmi głupio, to ciekawe że kontrola jest w środku, a problem na wyjściu. Może to znaczy że nie tyle tkwisz w śnie, co po prostu brakuje ci techniki zakończenia, tak jak Derenka mówiła wcześniej o tych drzwiach wyjściowych.
A czy ktoś próbował po prostu... nudzić sen? Znaczy, wiem że brzmi absurdalnie, ale myślę że skoro problem jest na wyjściu, to może zamiast aktywnie walczyć o przebudzenie, wystarczy przestać angażować się w treść snu i zobaczyć co się stanie. Czy to w ogóle ma sens?
Poczekajcie, to brzmi jak sen ma jakies swoje zycie niezależne i stara sie ciebie zatrzymac? To juz bardziej duchowo niż naukowo brzmi. Czy to metafora czy naprawde sie tak dzieje z biologicznego punktu widzenia?
Poczekajcie, to brzmi jak sen ma jakies swoje zycie niezależne i stara sie ciebie zatrzymac? To juz bardziej duchowo niż naukowo brzmi. Czy to metafora czy naprawde sie tak dzieje z biologicznego punktu widzenia?
Właśnie, chciałam zapytać Hilarego o coś konkretnego. Mówiłeś że uczysz się z kursu. Czy ten kurs w ogóle miał jakiś moduł o kończeniu snu, czy skupiał się tylko na tym jak wchodzić? Bo mi się wydaje że to jest ten problem, że uczą wejść i na tym koniec.
To jest naprawdę ciekawy punkt. Kursy uczą jak wejść do stanu, który z założenia się kończy samoistnie, więc może twórcy uznali że nie ma o czym mówić. Ale jak ktoś ma silniejszą świadomość w śnie albo po prostu jest bardziej uparty, to ten automatyczny mechanizm może być za słaby. Lucyda, czy to ma sens czy zmyślam?
Też mnie to zastanawia, bo wydaje mi się że im więcej osób tu pisze, tym więcej wychodzi że to są różne stany które tylko z zewnątrz wyglądają podobnie. Hilary, jak długo zwykle trwa u ciebie to zawieszenie zanim w końcu wyjdziesz?
Jak najbardziej normalne, to jeden z charakterystycznych elementów REM. Subiektywny czas snu może być kilka razy dłuższy albo krótszy od rzeczywistego. Ale pół godziny to sporo, to znaczy że te epizody są dość długie. Hilarego chcę zapytać o jedną rzecz, bo mi chodzi po głowie od początku wątku. Czy po takim epizodzie czujesz się wypoczęty, zmęczony, czy raczej nie możesz ocenić?
To co opisujesz z tym zmęczeniem jest ważne i myślę że niedoceniane w tej rozmowie. Świadome śnienie w nadmiarze, szczególnie WILD, angażuje korę przedczołową przez czas który normalnie byłby głębokim odpoczynkiem. Mózg nie odpoczywa tak jak powinien. To nie jest stan duchowy, to jest fizjologia i ona ma swoje konsekwencje.
To jest właśnie interesujące. Czyli problem jest specyficzny dla sposobu wejścia, nie dla samego stanu. Czy to znaczy że WILD jest z natury trudniejszy do opuszczenia, czy że Hilary po prostu nie ma techniki wyjścia dla tego trybu?
Nie rozumiem jednej rzeczy. Jak Hilary mowi ze wychodzi, to w koncu wychodzi sam czy musi cos robic? Bo caly czas czytam i nie wiem czy problem jest w tym ze nie moze wyjsc w ogole czy ze trwa to za dlugo.
Ten raz kiedy puściłeś i zadziałało to prawdopodobnie nie był przypadek. To jest dokładnie ten mechanizm o którym pisałam wcześniej. Świadomość musi zejść z drogi. Krzyczenie "budzę się" to czyste wzmacnianie stanu, bo angażujesz pełną uwagę i intencję, a to jest paliwo dla świadomego snu.
Słucham tej rozmowy o kotwicy i muszę powiedzieć że to bardzo koresponduje z technikami stosowanymi przy zamykaniu sesji astralnych. Tam też zawsze zostawia się nić połączenia z ciałem zanim się odpuści stan. Przypadkowe?
Tak, właśnie o to chodzi i wiem że brzmi abstrakcyjnie. Kiedy jesteś we śnie lucydnym masz dwa poziomy jednocześnie, ciało senne które działa w scenerii, i gdzieś z tyłu wiedzę że leżysz w łóżku. Chodzi o to żeby na chwilę przenieść uwagę na ten drugi poziom. Nie musisz go wyraźnie czuć, wystarczy że go przypomnisz. Czy kiedy jesteś w tym stanie w ogóle pamiętasz że masz fizyczne ciało?
To co Hilary teraz opisał, że "wiesz ale jakby bez znaczenia", to jest bardzo ciekawe. Mam podobne poczucie w zwykłych snach gdzie wiem że chcę się obudzić. Wiem że to sen, ale nie mogę się zmusić żeby to ważne było. Może to jest ten sam problem tylko na różnym poziomie świadomości?
