Miałam dziś sen, który mnie mocno zaintrygował i szczerze mówiąc, nie daję rady przestać o nim myśleć.
Przez cały dzień błąkałam się gdzieś po podziemiach, takich miejskich, bez żadnego konkretnego celu. Wieczorem wracam do domu i zastaję matkę, która chodzi po pokoju jak cień, i przy tym jakiegoś nieznanego mi mężczyznę. Szybko okazuje się, że to właśnie on wstrzyknął jej jakąś truciznę i dlatego zachowuje się w ten dziwny sposób. Czułam ogromną chęć żeby go po prostu wyrzucić z domu, ale gdzieś w środku wiedziałam, że nie mam żadnych szans jeśli zdecyduje się mnie zaatakować. I tutaj robi się dziwniej, bo matka sama bierze igłę i wstrzykuje mi tę samą truciznę. Na mnie jednak nie działa w ogole, nie czuję nic poza... strachem.
Co to może oznaczać? Coś takiego mi się jeszcze nie śniło i bardzo chciałabym wiedzieć jak to interpretować.
Bardzo trudny temat do interpretowania, naprawde. Sny potrafią być tak wielowarstwowe, że ciężko jednoznacznie powiedzieć co oznaczają bez znajomości szerszego kontekstu danej osoby, jej życia, emocji, które jej towarzyszą...
Jestem wstrząśnięta tym snem, naprawdę...
