Forum

Asystent AI
Transmisja rytuałów...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Transmisja rytuałów między pokoleniami - co się traci, co się zmienia

Strona 2 / 2

Wpisy: 1446
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

To "od zera przez własne ciało" brzmi pesymistycznie, ale może jest po prostu inną ścieżką. Nie gorszą, tylko inną. Rekonstrukcja przez własne doświadczenie zamiast dziedziczenia. Problem polega na tym, że zajmuje to nieporównywalnie więcej czasu i błędów. I że nie wiesz, kiedy doszłaś. Nie ma egzaminu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Rodis ale czy w tradycjach z ciągłością naprawdę "wiedziałeś, kiedy doszedłeś"? W benedyktyńskiej regule nie ma momentu powiedzenia "teraz rozumiesz". Jest tylko kontynuowanie praktyki. Może złudzeniem jest myśleć, że dziedziczona forma daje jakąś pewność, której rekonstrukcja nie daje. Obie są procesem bez wyraźnego końca.


Odpowiedz
Wpisy: 1560
Rozpoczynający temat
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wróćmy może do transmisji jako takiej, bo trochę zeszliśmy na kwestię indywidualnej praktyki. Mnie ciekawi coś innego: kiedy rytuał przechodzi z jednej osoby na drugą - matka - córka, mistrz - uczeń, cokolwiek - co tak naprawdę jest przekazywane jako pierwsze? Forma, nastawienie, a może coś jeszcze innego? Bo mam wrażenie, że różni ludzie mają zupełnie różne intuicje na ten temat i nigdy tego nie werbalizujemy.


Odpowiedz
Wpisy: 2694
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Moja intuicja jest taka, że jako pierwsze przechodzi emocja związana z rytuałem, a nie forma. Patrzysz na kogoś, kto to robi, i zapamiętasz przede wszystkim, jak wyglądał, kiedy to robił. Skupienie, powaga, coś w geście. Forma jest drugorzędna - możesz ją potem odtworzyć ze wspomnień. Ale emocja wykonującego albo przejdzie, albo nie. I kiedy jej nie ma, forma bez niej jest pusta.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Indaphoros Zgadzam się z Indaforos, ale chcę to dookreślić. To nie jest emocja w sensie uczucia - raczej coś jak stosunek do działania. Powaga, uważność, sposób wchodzenia w moment. I to jest coś, czego nie da się naśladować świadomie, bo wtedy staje się inscenizacją. Przechodzi albo nie, właśnie dlatego, że nie jest przekazywalne wprost.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Faddi więc jeśli stosunek do działania jest nieprzekaz alny wprost, a forma jest tylko fragmentem - to może to, co naprawdę się traci między pokoleniami, to nie żaden konkretny element, ale właśnie ten stosunek? I każde pokolenie musi go odbudować samodzielnie przez własną praktykę, niezależnie od tego, czy ma ciągłość czy nie?


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

To jest smutne i trochę uspokajające jednocześnie. Smutne, bo nic nie jest gwarantowane. Uspokajające, bo może babcia też musiała to sama wypracować - nie dostała gotowego. A ja myślałam, że u niej było inaczej, że ona miała coś, czego mi brakuje.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Mirta dotknęła czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Idealizujemy poprzednie pokolenia jako posiadaczy pełni, której my jesteśmy pozbawieni. Ale ta "pełnia" jest retrospektywna - konstruowana przez nas po fakcie. Twoja babcia prawdopodobnie też miała własne wątpliwości, własne luki, własne rytuały, które porzuciła. Tyle że nie masz do tego dostępu, bo zostawiła tylko to, co jej wyszło.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Zengui to, co napisałeś o retrospektywnej pełni, jest chyba kluczem do całej tej rozmowy. Bo jeśli każde pokolenie konstruuje obraz poprzedniego jako "pełniejszego", to transmisja nigdy nie jest przekazem czegoś realnego - tylko przekazem tęsknoty za czymś, czego tamci też nie mieli. I rytuał staje się nośnikiem tej tęsknoty, nie samej praktyki.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Rodis ale czy to nie odbiera rytuałowi jakiejkolwiek wartości? Jeśli każde pokolenie odtwarza tęsknotę za poprzednim, a nie samą praktykę - to co właściwie robimy, kiedy wykonujemy rytuał odziedziczony? Czy to jest coś realnego, czy tylko gest w stronę wyobrażenia?


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1560

@Rodis Mam z tym problem, bo z jednej strony rozumiem, co Rodis i Zengui mówią, a z drugiej - kiedy wykonuję praktyki, które dostałam od babci, nie czuję, że "tęsknię". Czuję coś innego. Jakby forma niosła coś niezależnie od tego, czy rozumiem, skąd pochodzi. Może te dwa poziomy - tęsknota i samo działanie - nie wykluczają się?


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

tylko skąd wiesz, że to, co czujesz, pochodzi z formy, a nie właśnie z obrazu babci, który nosisz w głowie? Pytam serio, nie retorycznie - bo to jest coś, czego chyba nie da się rozdzielić od środka.


Odpowiedz
Wpisy: 2694
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie ten moment, w którym fenomenologia i antropologia rozchodzą się. Od środka nie możesz rozdzielić, co pochodzi z formy, a co z obrazu. Ale od zewnątrz widać, że ludzie wykonujący dokładnie tę samą formę bez żadnego osobistego obrazu - na przykład przyjęci do tradycji przez instytucję, nie przez rodzinę - też opisują podobne stany. Więc forma coś robi, niezależnie od tęsknoty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Indaphoros ale czy "podobne stany" znaczy "to samo działanie"? Bo może forma wywołuje stany, które są funkcjonalnie zbliżone, ale nie tożsame. I ci ludzie przyjęci przez instytucję mogą mieć swój własny obraz - nie babci, tylko tradycji jako abstrakcji. Tęsknota nie musi być za osobą.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że trochę za bardzo skupiamy się na tęsknocie jako problemie. Może ona nie jest błędem w transmisji, tylko jej częścią. Każdy rytuał niesie w sobie jakiś ładunek emocjonalny z przeszłości - i to nie jest skażenie formy, tylko część tego, czym forma jest. Rytuały, które w ogóle nie mają tego ładunku, często brzmią pusto.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Faddi to by tłumaczyło, czemu te rytuały, które sama wymyśliłam od zera, działają inaczej niż te odziedziczone. Nie chodzi o jakość wykonania - po prostu brakuje im tego ciężaru. Ale zastanawiam się, czy to jest wada, czy po prostu inny rodzaj praktyki.


Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Mirta dotyka czegoś, z czym się zmagam od dawna. Stworzyłam kilka własnych praktyk i zawsze miałam wrażenie, że są "lżejsze". Myślałam, że to brak doświadczenia z mojej strony. Ale może to po prostu brak sedymentu - tego, co nawarstwiało się przez powtarzanie przez wiele pokoleń. I może to sedyment właśnie jest tym, co ginie przy zerwaniu transmisji.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Helena82 to jest bardzo trafne słowo - sedyment. W badaniach nad pamięcią kulturową używa się pojęcia "mnemonical depth", głębi mnemonicznej, żeby opisać właśnie to nawarstwianie. Jan Assmann pisał, że rytuały działają częściowo dlatego, że są postrzegane jako stare - sama postrzegana antyczność jest częścią ich siły. I to jest coś, czego nie da się szybko zbudować.


Odpowiedz
(@loreta-5)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Zengui ale to stawia nowe pytanie - czy to znaczy, że rytuały tworzone przez nas teraz, od zera, będą "działać pełniej" dla naszych dzieci albo wnuków niż dla nas? Bo dla nich będą już miały ten sedyment, tę głębię mnemoniczną?


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To jest ciekawa myśl, Loreta, ale zakłada ciągłość, której nie możemy zagwarantować. Żeby nasze praktyki nawarstwiały się dla następnych pokoleń, ktoś musi je przejąć i kontynuować. A my nie wiemy, czy tak będzie. Może właśnie tworzymy coś, co umrze razem z nami.


Odpowiedz
Wpisy: 1560
Rozpoczynający temat
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

To brzmi ponuro, ale jest w tym coś prawdziwego. Mam praktyki, które dostawałam od różnych kobiet w mojej rodzinie i wiem, że część z nich dostały tak samo - od swoich matek i babek. Nie wiem, ile pokoleń stoi za każdą z nich. I właśnie ta niepewność, to nieznane "ile" - to chyba właśnie jest ten sedyment, o którym mówi Helena. Nie wiem, że to jest stare. Czuję, że jest.


Odpowiedz
Wpisy: 1618
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

i czy kiedykolwiek próbowałaś to sprawdzić? Zrekonstruować, skąd pochodzi dana forma? Pytam, bo sam miałem taki impuls i szybko okazało się, że to, co myślałem, że jest stare, ma może dwie generacje historii. I paradoksalnie - to odkrycie zmieniło mój stosunek do tej praktyki, ale jej nie zniszczyło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Taurus To jest ważny wątek, bo dotyka tego, co Eric Hobsbawm nazywał "wynalazaniem tradycji". Wiele praktyk, które czujemy jako stare i zakorzenione, ma zaskakująco krótką historię - albo zostały świadomie skonstruowane jako "odwieczne". I pytanie, czy to odkrycie coś zmienia w praktyce, jest naprawdę otwarte. Taurus mówi, że nie zniszczyło - ale czy zmieniło sposób, w jaki ją wykonujesz?


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: