Powiem szczerze, że to pytanie Szymka jest bardziej trafne niż wygląda. Bo jeśli nie ma dla ciebie różnicy między jednym a drugim, to być może na tym etapie ta różnica nie jest potrzebna. Nie każdy musi ją czuć żeby coś z tego mieć.
Dobra, ja się trochę pogubiłem w tej dyskusji. Zaczęło się od tego, że ktoś pyta jak robić rytuały dyskretnie w pracy, a teraz rozmawiamy o tym czy dziesięć sekund to wystarczy i co to jest skupienie. Wróćmy może do konkretów - ktoś tu mówił o przedmiotach? Bo mnie to bardziej interesuje niż filozofia.
Poczekajcie - czyli obsydian coś 'robi' bo był przekazany z intencją, czy dlatego że Iwetka go z czymś kojarzy? Pytam bez złośliwości, naprawdę staram się zrozumieć ten mechanizm. Bo z zewnątrz to brzmi jak efekt placebo, ale jednocześnie słucham i coś mi mówi, że nie jest to takie proste.
Janusz, to jest pytanie na które różni ludzie dają różne odpowiedzi i żadna nie jest ostateczna. Są tradycje gdzie minerał ma właściwości sam w sobie niezależnie od intencji. Są inne gdzie liczy się wyłącznie intencja, a materiał to tylko punkt zaczepienia. Obsydian akurat ma długą historię stosowania w kontekście ochrony i pracy z ciemnymi energiami - sięga rdzennych kultur mezoamerykańskich, ale też europejskiej magii ludowej. Ale co z tego wynika dla Iwetki i jej biurka? To już jej sprawa.
Ja nie wiedziałam, że obsydian ma taką historię. Mam w domu kilka kamieni ale zupełnie przypadkowe. Teraz się zastanawiam czy cokolwiek z tym można zrobić skoro kupiłam je bez żadnej intencji na targu.
Barni powiedział ważną rzecz o obsydianie i mezoamerykańskich tradycjach - warto dodać, że w kontekście pracy i przestrzeni zawodowej dużo kultur miało swoje specyficzne praktyki ochrony miejsca, nie tylko siebie. Japońskie biuro z figurką maneki-neko to rytuał zbiorowy, akceptowany społecznie. A nasze zachodnie praktyki osobiste są ukryte bo kultura pracy tutaj je wyklucza. To mi się wydaje ciekawe samo w sobie.
To co Cykoria mówi o maneki-neko to dobry przykład tego jak kontekst kulturowy decyduje o tym co jest 'normalne'. W Japonii figurka przy kasie jest oczekiwana. U nas ten sam gest w biurze korporacyjnym byłby traktowany jak dziactwo. A przecież funkcja jest ta sama - zaproszenie czegoś, co ma chronić lub sprzyjać. Tyle że u nas to musi być niewidoczne.
Ale to nie jest tylko kwestia kultury - bo maneki-neko jest teraz globalnie sprzedawana w każdym sklepie z bibelotami i nikt jej nie traktuje poważnie, właśnie dlatego że jest wszędzie. Więc może chodzi też o rzadkość albo o to, że coś jest tylko twoje, nie masowe?
To ma ręce i nogi. Wracam do biurka i swojej sytuacji - pracuję w otwartym biurze i nie mam nic na biurku poza komputerem, firma tego nie lubi. Żadnych ozdób. Więc dla mnie jedyne co zostaje to właśnie to co Indraphoros mówił wcześniej - gesty, oddech, coś wewnętrznego. I właściwie pytam wprost: czy ktoś budował sobie rytuał stricte bez żadnych rekwizytów przez dłuższy czas i co z tego wyszło?
Eteria, a nie masz wrażenia, że ta kolejność otwierania programów z czasem stała się automatyczna do tego stopnia, że przestała cokolwiek robić? Mnie zawsze zastanawia jak długo taki schemat zostaje 'żywy', zanim zacznie być tylko nawykiem.
To co Eteria opisuje z tą sekwencją programów - to jest w gruncie rzeczy stary schemat. Jeśli przerwanie coś psuje, to znaczy że jest zależność. Tylko pytanie co od czego zależy - dzień od sekwencji, czy Eteria od poczucia że ją wykonała. I jedno i drugie może być prawdziwe równocześnie.
Janusz, to nie jest głupie pytanie, tylko akurat w tym wątku trochę okrężna droga do sedna. Granica którą pytasz o jest mniej ostra niż się wydaje - rutyna staje się rytuałem gdy zaczyna nieść intencję. Kawa rano jest rutyną dopóki ktoś nie zacznie jej parzyć z konkretną myślą, w konkretnym kierunku. Ten sam gest, inne znaczenie.
Ale czy to znaczy, że każdy może sobie dowolnie 'urytualnić' cokolwiek tylko przez myśl? Bo to brzmi za prosto. Jak ktoś robi kanapkę z intencją to jest rytuał? Gdzieś chyba musi być jakiś próg.
A w miejscu pracy to jeszcze trudniejsze, bo nawet jak coś 'przestawia', to potem wchodzisz na meeting i cały efekt rozchodzi się po kościach po pięciu minutach. Jak wy w ogóle utrzymujecie cokolwiek przez cały dzień w głośnym biurze?
a propos tej czujnosci - mnie nikt nie mówił że to jakiś skill który trzeba rozwinąć, ja myślałem ze po prostu wiesz kiedy. Jak sie tego nauczyć jak pracujesz non stop i nie masz chwili żeby sie zatrzymać i sprawdzić jak się czujesz?
