wracając do pytania Konradka które wywołało całą tę gałąź - myślę że ona jest produktywna, ale wrato żebyśmy nie zgubili pytania Wahadlarki zupełnie. bo ona pytała o rytuał dla siebie, nie o teorię obsesji. i z tego co tu jest, szkielet jest coraz wyraźniejszy: okno przed pętlą, forma zewnętrzna z sygnałem końca niezależnym od niej wewnątrz - dać obsesji funkcję zamiast walczyć, i potem bufor bez analizowania. to brzmi jak coś realnego do przetestowania.
szkielet jest coraz wyraźniejszy, ale chcę jeszcze wrócić do jednej rzeczy. mówimy o sygnałach końca, buforze, ciszy po rytuale - a nie powiedzieliśmy nic o tym jak ten rytuał powinien wyglądać od środka dla osoby obsesyjnej. bo jeśli forma jest zbyt otwarta, to obsesja ją zapełni własną treścią. i czy tu chodzi o jakieś konkretne działanie manualne, fizyczne? czy raczej coś mentalnego?
ta sprawa z węzłami mnie uderzyła, bo mam to samo. robię węzły w sznurze podczas rytuału i to jest jedyna technika przy której mój umysł rzeczywiście zwalnia. ale nie zwalnia dlatego że jestem skupiona - zwalnia dlatego że liczy węzły zamiast myśli. zamiana obiektu obsesji na coś neutralnego i rytmicznego. nie wiem czy to jest zamknięta forma o której mówiliście ale dla mnie działa jako domknięcie.
wchodzę tu bo czytam od dawna i mam podobne doświadczenie z czymś innym - z kamieniami. trzymanie konkretnego kamienia podczas rytuału daje mi podobny efekt do tego co Jola opisuje ze sznurkiem. ale zauważyłam że kamień musi być jeden i ten sam. jeśli biorę inny, to obsesja od razu zaczyna porównywać który lepszy, który odpowiedniejszy. ten sam kamień co zawsze wyłącza ten rodzaj analizy 🙂
to jest pytanie które mnie też nurtuje. w tradycyjnych praktykach powtarzalność jest zaletą - właśnie dlatego że rytuał nie zaskakuje, nie wymaga nowej decyzji za każdym razem. ale masz rację że obsesja może z czasem zacząć analizować sam rytuał jako obiekt. podejrzewam że rozwiązaniem nie jest zmiana formy, ale zmiana intencji - ta sama forma, inne skupienie.
a nie myśleliście że może chodzi o to żeby rytuał był na tyle prosty żeby nie było co analizować? tzn. jeśli forma jest minimalna - zapal, oddech, zagś - to nie ma struktury którą można rozłozyc na czyński pierwsze. im prostszy tym mniej pola do obsesji.
i tu chyba wracamy do sedna. no ale, znana forma ustalony sygnał końca, bufor po rytuale. Wahadlarka pytała na początku czy można pracować z obsesyjną naturą zamiast z nią walczyć i wychodzi mi że odpowiedź brzmi tak, ale tylko jeśli rytuał jest zbudowany tak żeby nie zostawiać obsesji żadnych otwartych drzwi. bo obsesja nie znika - po prostu nie ma gdzie wejść.
