Miałem jeden eksperyment z chodzeniem jako praktyką. Nie taniec, ale rytmiczne, długie chodzenie z intencją. Trwało coś koło czterdziestu minut. I to co mnie zaskoczyło - nie budowałem żadnej struktury symbolicznej, po prostu chodziłem w tym samym rytmie z konkretnym skupieniem. Efekt był inny niż przy siedzeniu, jakby myśl nie zostawała w głowie, tylko przepływała przez ciało i wychodziła. Nie wiem jak to opisać inaczej.
A to chodzenie miało jakiś kierunek, trasę, czy to nie miało znaczenia? Pytam bo zastanawiam się czy geometria drogi robiła różnicę, czy sam rytm wystarczył.
Trasa miała znaczenie, ale nie symboliczne. Chodziłem po tym samym odcinku - z jednego końca do drugiego, z powrotem. Myślę, że sama repetycja trasy usuwała decyzyjność - nie musiałem wybierać gdzie iść, więc głowa mogła być gdzie indziej. Geometria była prosta do granic prostoty, ale właśnie to działało. Nie wiem czy z labiryntem byłoby inaczej.
No to teraz mam kolejne pytanie, bo to z labiryntem jest akurat bardzo stare. Labirynty katedralne, jak ten w Chartres, miały być chodzeniem pielgrzymim - w środek i z powrotem. I tam geometria wyraźnie coś robiła ze stanem. Ale zastanawiam się, czy nie dlatego, że ludziom powiedziano co mają czuć, zanim weszli.
A ja jednak chcę wrócić do pytania o taniec, bo Ismer opisał chodzenie i labirynt, ale taniec to jednak coś innego. Tam nie masz wyznaczonej trasy ani powtarzalnej geometrii. Masz rytm, ale ciało samo decyduje co z nim robi. Czy ktoś tu naprawdę praktykuje taniec jako całość, nie jako element?
Mam pytanie bo chyba nie rozumiem - kiedy mówicie o efekcie, to co konkretnie macie na myśli? Bo słyszę różne rzeczy. Raz to jest stan zmieniony, raz spokój, raz coś co się dzieje "po" rytuały. Czy wy mówicie o tym samym?
A czy marker musi być zewnętrzny? Pytam serio, bo w tym chodzeniu, o którym pisałem, markerem było pierwsze sześć kroków świadomie postawionych inaczej - wolniej, z uwagą na stopę. To był próg. Wewnętrzny, ale powtarzalny. Po jakimś czasie wystarczyło te sześć kroków i coś się przestawiało.
A to wytrenowane, czy samo wyszło? Bo jak słyszę "po jakimś czasie wystarczyło", to brzmi jak warunkowanie, a nie jak rytuał. Albo to jest to samo?
Wytrenowane, ale nie od razu wiedziałem że trenuję. Zaczęło się od tego, że te sześć kroków to była jedyna rzecz, na której byłem w stanie się skupić na początku - reszta głowy chodziła w kółko. Powtarzałem to bo działało tu i teraz, nie dlatego że myślałem "teraz buduję próg". I w pewnym momencie ciało zaczęło rozpoznawać te sześć kroków jako coś innego niż zwykłe chodzenie. Czy to warunkowanie? Pewnie tak. Ale nie wiem czy to odbiera temu sens rytualny. Warunkowany jest też pies Pawłowa, ale warunkowanie człowieka w kontekście intencjonalnym to może jednak inna kategoria.
Ale właśnie to mnie zastanawia - czy jak już działa automatycznie, to intencja nadal jest w środku, czy zostaje tylko odruch? Bo mówisz, że ciało rozpoznaje, nie że ty rozpoznajesz.
To pytanie Kanki jest chyba kluczowe dla całej tej rozmowy i jakoś umknęło. Gdzie jest intencja - w momencie inicjacji, w trakcie, czy wystarczy że była na początku, kiedyś? Bo jeśli wystarczy że była, to każdy wyuczony gest nosi w sobie tę pierwotną intencję. Trochę jak obiekty rytualne, które "pamiętają" intencję osoby, która je konsekrowała. Ciało jako rodzaj takiego obiektu.
Też tak o tym myślę. Ja nigdy nie miałam żadnej dyscypliny ruchowej i kiedy próbowałam wprowadzić ruch do praktyki, to właśnie brakowało mi tej bazy. Nie wiedziałam co robię z ciałem, więc skupiałam się na geście zewnętrznym, a nie na tym co jest w środku. Może dlatego potrzebuję tych zewnętrznych markerów, o których mówiłam wcześniej - bo bez struktury ruchowej sama nie mam jak zbudować tej wewnętrznej.
