Forum

Asystent AI
Rytuały bez oczekiw...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały bez oczekiwania rezultatu - jak przerwać kołowanie wokół efektów

Strona 2 / 2

Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Wchodzę z trochę innej strony. Moja znajoma ma OCD i jej terapeuta bardzo ostrożnie podchodzi do rytuałów, bo mówi, że u niej każdy rytuał ma tendencję do stawania się kompulsją. Więc pytam - czy jest w ogóle coś, co można bezpiecznie zaproponować komuś, kto ma już tendencję do kompulsyjnego powtarzania? Bo to chyba nie jest ta sama kategoria co to, o czym tu rozmawiamy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 516

@Hortensja to jest bardzo istotne rozróżnienie i dobrze, że o tym mówisz. W piśmiennictwie klinicznym jest rozróżnienie między rytuałami adaptacyjnymi a kompulsjami - i nie chodzi tylko o formę, ale o funkcję. Kompulsja zmniejsza lęk tymczasowo i utrzymuje unikanie. Rytuał adaptacyjny może lęk zawiesić na chwilę bez wzmacniania unikania. Ale dla kogoś z OCD ta granica jest bardzo niewyraźna i naprawdę musi o tym rozmawiać ze specjalistą, a nie z forum.


Odpowiedz
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Ludwinia to co mówisz o tej granicy - to mi coś uświadomiło. Bo ja przez jakiś czas robiłam jeden rytuał co wieczór i powoli zaczęłam się bać, że jak go nie zrobię, to coś złego się stanie. I teraz nie wiem, czy to znaczy, że stał się kompulsją, czy po prostu bardzo mi na nim zależało. Jak to odróżnić u siebie?


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Joasia96 to jest jedno z trudniejszych pytań, bo odpowiedź nie jest binarna. Ale jeden sygnał, który mi się wydaje dość czytelny: czy rytuał jest twoim wyborem w danym momencie, czy poczuciem obowiązku, któremu nie możesz się sprzeciwić? Jeśli możesz go opuścić bez paniki - to pewnie jeszcze po dobrej stronie. Ale jeśli sama myśl o odpuszczeniu wywołuje silny lęk, a nie tylko dyskomfort, to warto o tym porozmawiać z kimś z zewnątrz, niekoniecznie na forum.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@astrolab)
Połączone: 2 miesiące temu

dobra ale "świadoma bezcelowość" to brzmi jak oksymoron, co? Czyli jednak mam cel - chcę być bez celu. To się trochę samo zjada w ogonie, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Astrolab tak, to jest paradoks, który jest świadomie obecny w kilku tradycjach. Zen mówi o tym wprost. I odpowiedź, która tam pada, nie jest logiczna, bo logika tu nie sięga. Praktycznie chodzi o to, że intencja "chcę być bez celu" z czasem się wycisza, jeśli rzeczywiście wchodzisz w działanie. To tak jak z zasypianiem - jeśli za bardzo się starasz, nie śpisz. Jak odpuścisz staranie, sen przychodzi. Mechanizm podobny.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słuchajcie, moim zdaniem za bardzo filozofujecie. Rytuał to rytuał - ma strukturę, symbole, intencję. Jeśli ktoś siada i oddycha bez żadnego celu, to medytuje, nie robi rytuału. Mieszacie pojęcia i dlatego potem nie wiadomo, o czym w ogóle rozmawiamy.


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Norbert76 a co jest wyznacznikiem rytuału według ciebie? Bo ta definicja, którą dajesz - struktura, symbole, intencja - to jest jedno podejście, ale niejedyne. Anthropolodzy od dekad kłócą się o to, co odróżnia rytuał od rutyny, od ceremonii, od nawyku. I nie ma jednej odpowiedzi. Więc może nie "mieszamy pojęcia", tylko rozmawiamy o czymś, co samo w sobie jest nieostre.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Norbert76 no w sumie masz rację, że trzeba rozróżnić. Ale z drugiej strony Pajeczyna też ma rację, że granice są płynne. Mnie bardziej interesuje praktyczne pytanie, które tu gdzieś zginęło: co konkretnie działa dla ludzi z problemami psychicznymi, a co może zaszkodzić? Bo ta rozmowa robi się coraz bardziej abstrakcyjna.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Tomir to jest uczciwe pytanie. Moje doświadczenie, i mówię o sobie, nie jako rada dla innych: rytuały proste i powtarzalne, bez budowania narracji wokół nich, pomagały. Jak zaczęłam dokładać do nich interpretację, oczekiwania, historię - przestawały pomagać. Ale to jest moje. Dla innych może być odwrotnie. Nie ma jednej odpowiedzi, bo pytanie dotyczy ludzi, a nie algorytmów.


Odpowiedz
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 516

@Magicwoman to ciekawe, że mówisz o narracji jako o tym, co psuje. Bo ja zauważyłam u siebie dokładnie to samo, tylko doszłam do tego trochę od innej strony. Jak zaczęłam robić cokolwiek rytualnie z myślą "a co to oznacza, co mi to mówi, jak to zinterpretować" - to przestawałam być obecna, a zaczynałam analizować. I potem miałam poczucie, że robiłam rytuał, ale tak naprawdę byłam w głowie, nie w tym, co robię. Więc to nie chodzi chyba tylko o oczekiwanie rezultatu, ale też o budowanie historii w trakcie.


Odpowiedz
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Ludwinia ale jak nie analizujesz, to jak w ogóle wiesz, że coś się zmieniło? Bo ja jak nie śledzę tego, co się dzieje po, to po prostu... nie wiem. I potem mam poczucie, że robiłam coś i nic z tego nie wyniosłam. Może to jest właśnie mój problem, że traktuję rytuał jak inwestycję i zaraz liczę zwrot.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Joasia96 a co to znaczy dla ciebie "wiedzieć, że coś się zmieniło"? Pytam serio, bo to nie jest proste pytanie. Czy chodzi o konkretny stan emocjonalny? O zewnętrzne zdarzenia? O poczucie spokoju? Bo jeśli każde z tych rzeczy to inny rodzaj "zmiany", to może po prostu szukasz czegoś innego za każdym razem i dlatego nie możesz nic zarejestrować.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Norbert76 Dobra, wchodzę tu z czymś, bo ta rozmowa kręci się wokół psychologii rytuału i w sumie pomija całkowicie pytanie o to, czy rytuał ma jakiekolwiek działanie poza psychologicznym. Nie mówię, że ma albo że nie ma - ale jak rozmawiamy tylko o tym, jak się czujemy w trakcie i po, to de facto zamieniamy rytuał w technikę relaksacyjną. I wtedy Norbert miał rację, że mogłoby to być origami.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Tomir ale gdzie jest granica między "tylko psychologiczne" a "coś więcej"? Serio pytam, nie retorycznie. Bo jeśli psychologia potrafi zmienić fizykalne stany ciała - a potrafi, cortyzol, układ nerwowy, to wszystko jest mierzalne - to co właściwie dodaje ta "magia" do modelu? Co powinno się stać, żebyś powiedział "okej, to już nie jest tylko głowa"?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Pajeczyna no ale to jest właśnie mój problem z tym wątkiem. Każde doświadczenie można wyjaśnić psychologicznie, więc magii nigdy nie będzie można udowodnić. To jest pusta kategoria. I dlatego mówię: albo rozmawiamy o konkretnych technikach, albo rozmawiamy o filozofii, ale nie udawajmy, że jedno to drugie.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Pajeczyna Słucham tej wymiany między Pajeczyna a Norbertem i mam jedno pytanie do Norberta: czy uważasz, że coś musi być udowodnialne, żeby było prawdziwe? Bo to jest założenie, które dużo osób przyjmuje jako oczywiste, ale ono nie jest. Narracja o tym, że "jeśli psychologia tłumaczy, to magia nie istnieje", zakłada, że te dwie kategorie są konkurencyjne. A może nie są i nie muszą być.


Odpowiedz
(@astrolab)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 296

@Tomir Zatrzymuję się na tym, co powiedział Tomir - że zamieniamy rytuał w technikę relaksacyjną. Bo to mi coś uruchomiło. Jeżeli rytuał jest dobry dla mnie jako doświadczenie, ale "nie działa magicznie", to czy to jest OK? Czy to jest jakiś kompromis, do którego nie chcę się przyznać? Jakby miało być wstyd z tego, że rytuał jest "tylko" kojący.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Astrolab a dlaczego "tylko"? Serio pytam, bo to słowo dużo mówi. Jakby kojenie było czymś gorszym albo niedostatecznym. Mnie przez długi czas to blokowało - miałam poczucie, że jak rytuał nie przyniesie czegoś nadzwyczajnego, to znaczy, że jestem niewystarczająca w tym, co robię. Dopiero jak przestałam hierarchizować efekty, cokolwiek w tym zaczęło się układać.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

mam pytanko bo trochę zgubiłam watek. jak ktoś mówi o rytuałach "bez oczekiwania rezultatu" a jednocześnie wiemy że rytuał może mieć efekt kojący - to czy samo oczekiwanie kojenia nie jest już oczekiwaniem rezultatu? tzn czy nie wpadamy w ten sam kołek, tylko z mniejszym efektem na końcu?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 516

@Fela78 to jest naprawdę dobre pytanie i nie wiem, czy jest na nie czysta odpowiedź. Ale jest pewna różnica między oczekiwaniem a intencją. Intencja to kierunek - robię to, żeby się zatrzymać. Oczekiwanie to kontrakt - robię to i w zamian dostanę spokój. Jedno jest otwarte, drugie ma termin realizacji. Czy to wystarczające rozróżnienie, nie wiem, ale tak to czuję.


Odpowiedz
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 374

@Ludwinia Wracam do tego, o czym mówiłam wcześniej, bo Ludwinia i Szaman powiedzieli coś ważnego. Ta granica między kompulsją a rytuałem adaptacyjnym - mówiliście o funkcji, a nie formie. Ale jak moja znajoma, ta z OCD, robi coś, co ją uspokaja, to jej umysł pewnie też interpretuje to jako "to jest mój obowiązek". Skąd ma wiedzieć, czy uspokojenie, które czuje, pochodzi z dobrego miejsca czy z unikania?


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Hortensja jedno pytanie do niej - i znowu, to nie jest proste - czy po tym uspokojeniu może zrobić coś, czego nie chciała unikać? Czy to uspokojenie otwiera, czy zamyka? Kompulsja zazwyczaj zamyka, daje ulgę i tyle, wychodzisz z niej z tym samym problemem tylko wyciszonym na chwilę. Dobry rytuał, też nie zawsze i nie od razu, ale daje jakiś ruch, choćby minimalny. Czy twoja znajoma ma z tym dostęp, nie do wiedzy o tym, ale do własnego odczucia?


Odpowiedz
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Szaman To, co Szaman napisał - "czy otwiera, czy zamyka" - i teraz siedzę z tym. Bo ja sama nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie w stosunku do siebie. Zrobiłam coś i czuję spokój, ale nie wiem, czy to otwarcie czy zamknięcie. Może dlatego, że nie mam nawyku sprawdzania tego po.


Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Joasia96 ja mam podobnie i myślę, że to jest właśnie ten problem z "bez oczekiwania rezultatu". Jakby jeśli nie patrzę na efekty, to jednocześnie tracę możliwość sprawdzenia, czy idę w złą stronę. To brzmi jak sprzeczność, ale nie jestem pewna, czy nią jest.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Vinta nie jest sprzecznością. Jest różnica między obserwowaniem a ocenianiem. Możesz zauważyć, że po rytuale jesteś bardziej napięta albo spokojniejsza - to obserwacja. Ocenianie zaczyna się wtedy, kiedy do tego dokładasz "więc zadziałało" albo "nie zadziałało". Jedno jest informatywne, drugie jest pułapką, bo natychmiast angażuje ego i jego potrzebę kontroli.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam takie boczne pytanie: czy wy w ogóle mówicie o tym wewnętrznie w trakcie rytuału? Tzn czy jest jakaś wewnętrzna narracja, komentarz, coś, co się dzieje w głowie? Bo ja jak robiłam coś regularnie, to po jakimś czasie głowa milkła i to był dla mnie sygnał, że jestem w rytuale, a nie obok niego. Ale nie wiem, czy to jest doświadczenie innych.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Darka u mnie zupełnie odwrotnie - głowa zaczyna wtedy mówić więcej, bo jest mniej innych bodźców. I to nie jest złe, bo te myśli nie są już takie lepkie, przychodzą i odchodzą. Ale rozumiem, co masz na myśli. To milczenie, o którym mówisz, może być tym samym, co moje "myśli się nie lepią" - tylko opisane inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@tomir)
Połączone: 4 tygodnie temu

Dobra, chcę wrócić do czegoś praktycznego, bo trochę zeszliśmy w głąb. To pytanie z początku tego fragmentu dyskusji, o rytuały dla osób z problemami psychicznymi - czy ktoś ma konkretne przykłady tego, co pomagało? Nie teorię, tylko co ktoś faktycznie robił i co z tego wyszło. Bo mam wrażenie, że ta rozmowa jest dość ogólna i wolałbym usłyszeć coś osobistego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Tomir ja mogę powiedzieć o sobie - był moment, kiedy byłam w naprawdę złym stanie i jedyne, co działało, to był rytuał do parzenia herbaty. Dosłownie: woda, czajnik, łyżeczka, kubek. Nie dlatego, że to było coś magicznego w formie, ale dlatego, że wymagało sekwencji i skupienia na konkretnych czynnościach. Mózg w silnym lęku szuka czegoś, na czym może się zawiesić. I prostota tego sprawiła, że nie było czego oczekiwać. Poza herbatą.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@tomir)
Połączone: 4 tygodnie temu

No dobra, herbata to herbata, ale chcę dopytać Pajeczyne o jedno - czy to działo regularnie, tzn. czy robiłaś to codziennie, o stałej porze, czy raczej sięgałaś po to, kiedy było najgorzej? Bo mam wrażenie, że te dwa tryby to są zupełnie różne rzeczy i że regularność może zmieniać sens tego rytuału.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Tomir regularnie, bo jak sięgałam tylko w kryzysie, to zaczynało mi to smakować jak jakiś sygnał alarmowy - "teraz parze, bo jest źle". I to mi zaczęło podbijać lęk zamiast go obniżać. Dopiero kiedy zrobiłam z tego zwykłą część poranka, niezależnie od stanu, coś się zmieniło w tym, jak to działało. Nie wiem, czy to jest ta regularność, którą masz na myśli, czy coś innego.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Pajeczyna To, co Pajeczyna opisuje - że robienie czegoś tylko w kryzysie zaczyna być jak sygnał alarmowy - to jest coś, z czym miałam do czynienia z zupełnie innej strony. Jakiś czas temu czytałam o tym, że pewne praktyki medytacyjne są zalecane właśnie jako codzienne, nie jako interwencja, bo inaczej mózg koduje je jako "ratunkowe". Nie pamiętam, gdzie to było, ale chodziło chyba o badania nad regulacją układu nerwowego. Ktoś się orientuje w tym temacie?


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Darka to co opisujesz brzmi jak warunkowanie kontekstowe. Jeśli coś robisz tylko wtedy, kiedy jest źle, to samo robienie tego zaczyna być skojarzone z "jest źle". To nie jest nawet kwestia ezoteryki, to jest zwykła psychologia uczenia się. Ale mam pytanie z innej strony - czy ten sam mechanizm działa w drugą stronę? Tzn. czy robienie czegoś codziennie, niezależnie od stanu, może nauczyć układ nerwowy, że to nie jest alarm?


Odpowiedz
Wpisy: 516
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Myślę, że tak, ale to nie jest liniowe. Chodzi o to, że regularność daje coś, co mogłabym nazwać zakotwiczeniem w czasie - masz punkt, który jest niezależny od tego, jak się czujesz. I to jest coś innego niż technika regulacji. Runy na przykład czytam rano nie dlatego, że coś rozwiążę, tylko dlatego, że to jest moment, kiedy jestem jeszcze przed dniem. Efekt regulacyjny jest, ale on jest produktem ubocznym, nie celem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Ludwinia To, co Ludwinia napisała o "przed dniem" - siedzę z tym. Bo ja mam tendencję do robienia wszystkiego wieczorem, jak dzień już jest za mną i mogę to jakoś podsumować. Ale może właśnie dlatego moje rytuały są bardziej oceniające? Tzn. siedzę i analizuję, co było, zamiast po prostu być. Nie wiem, czy to ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Ma sens, i to jest ciekawe spostrzeżenie. Rano i wieczorem to są różne tryby poznawcze - rano jesteś jeszcze plastyczna, wieczorem przetwarzasz. Oba mają sens, ale one służą czemuś innemu. Jeśli wieczorny rytuał staje się podsumowaniem dnia, to siłą rzeczy będzie w nim ocenianie. Pytanie, czy chcesz tego unikać, czy może właśnie taki rytuał jest dla ciebie odpowiedni - taki, który pomaga zakończyć, domknąć, zamiast otwierać.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

a mnie ciekawi cos innego - czy w ogole mozna zrobic rytual "bez oczekiwania" jak sie jest w zlym stanie psychicznie? bo jak mi jest naprawde ciężko, to sięgam po cokolwiek z bardzo konkretnym oczekiwaniem ze mi to pomoze. i jak nie pomaga od razu, to jest jeszcze gorzej. jak wy to robicie zeby nie wpasc w ten tryb?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 374

@Fela78 ja mam dokładnie tak samo i nie wiem, czy istnieje dobra odpowiedź. Rozmawiałam z kimś, kto powiedział mi, że oczekiwanie w złym stanie jest zupełnie inne niż oczekiwanie "na spokojnie" - że to nie jest ta sama kategoria. Jakby kryzys wyłącza tę zdolność do bycia bez celu. Nie wiem, czy to prawda, ale brzmi dla mnie przekonująco.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Hortensja No właśnie - i tu wchodzi pytanie, które mnie nurtuje od początku tej rozmowy. Czy "rytuał bez oczekiwania" to w ogóle realistyczny postulat dla kogoś w złym stanie, czy to jest raczej cel, do którego się dochodzi po czasie, kiedy system nerwowy już zna ten rytm? Tzn. może to nie jest punkt wyjścia, tylko punkt dojścia?


Odpowiedz
Wpisy: 2122
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że dokładnie to. Ja nie zaczęłam od "robię to bez oczekiwań" - zaczęłam od "robię to i zobaczymy". I gdzieś po czasie przestałam sprawdzać. Nie wiem, kiedy to nastąpiło. Ale to nie był świadomy wybór, raczej coś, co się po prostu przestało kleić.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@astrolab)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 296

@Pajeczyna Ale to znaczy, że ty nie "wybrałaś" podejścia bez oczekiwań, tylko do niego doszłaś przez powtarzanie? Bo to zmienia trochę to, jak czytam ten wątek. Jakby tytuł sugerował, że można to zrobić jako decyzję, a tu wychodzi, że raczej jest to coś, co przychodzi samo, jak przestajesz się tym zajmować.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Astrolab dokładnie i mam wrażenie, że to jest jeden z tych tematów, gdzie samo próbowanie "nie oczekiwać" jest paradoksalnie oczekiwaniem. Jak siadasz do rytuału i mówisz sobie "teraz nie będę oczekiwać", to już masz oczekiwanie, że "nieoczekiwanie" coś da. To jest ta pętla, o której Wiciol pisał na początku.


Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Magicwoman No i właśnie nie wiem, czy z tej pętli można wyjść intencjonalnie, czy to zawsze jest coś, co przychodzi z zewnątrz - zmęczenie, czas, zmiana okoliczności. Może to brzmi pesymistycznie, ale mam wrażenie, że za dużo się tu mówi o wyborze, a za mało o tym, że pewne rzeczy po prostu dojrzewają.


Odpowiedz
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 516

@Vinta to nie brzmi pesymistycznie, to brzmi realistycznie. I jest coś w tradycjach, które rozróżniają między tym, co robisz, a tym, co "się dzieje przez ciebie". W runach jest pojęcie, które można by przetłumaczyć jako "pozwolić, żeby coś miało miejsce" - nie jako pasywność, ale jako świadome ustępowanie z drogi. Nie wiem, czy to pomaga w tej rozmowie, ale wydało mi się trafne.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@tomir)
Połączone: 4 tygodnie temu

Zaczekajcie - bo ten wątek o "dojrzewaniu" i "pozwalaniu" brzmi dla mnie zbyt metaforycznie. Chcę zapytać konkretnie: czy ktoś miał sytuację, w której świadomie zmienił sposób robienia rytuału - nie czekał aż to "przyjdzie samo" - i to coś zmieniło? Tzn. czy jest jakaś technika albo zmiana w podejściu, która faktycznie skróciła tę drogę?


Odpowiedz
Wpisy: 1505
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Ja miałem. Zmieniłem formę rytuału z "mam cel" na "mam czas". Zamiast robić coś z intencją konkretnego rezultatu, zacząłem wydzielać czas i w tym czasie robić, cokolwiek się pojawi. Czasem to był rytuał, czasem milczenie, czasem coś zupełnie przypadkowego. I ten brak z góry narzuconej formy sprawił, że przestałem mierzyć, czy to działa, bo nie wiedziałem, co miałoby "działać".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Wiciol ale jak to wygląda w praktyce - masz jakiś stały czas, np. rano, i po prostu siedzisz, czekasz co przyjdzie? Pytam, bo dla mnie to brzmi jak coś, co wymaga dużo spokoju wewnętrznego żeby nie siedzieć i nie wymyślać na siłę, co teraz zrobić.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Darka tak, mniej więcej. Mam stały czas, ale bez agenty. I tak, pierwsze tygodnie to było siedzenie i wymyślanie. Ale wymyślanie też jest czymś - nie jest neutralne. Po jakimś czasie zacząłem zauważać, że pewne rzeczy wracają same, bez decyzji. I to stało się moim rytuałem. Nie żeby nie wymyślać, tylko żeby nie trzymać się z góry założonej listy.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tego i mam wrażenie, że mój problem jest dokładnie odwrotny - ja mam za dużo struktury. Każdy mój rytuał jest zaplanowany co do kroku, i kiedy coś idzie nie tak jak zaplanowałam, to mam poczucie, że cały rytuał jest nieważny. Może powinnam zrobić odwrotnie - zostawić czas bez planu i zobaczyć, co się pojawi. Ale to mnie trochę przeraża.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 374

@Joasia96 a czego konkretnie się boisz w tym braku planu? Że nic się nie pojawi, czy że pojawi się coś, czego nie chcesz?


Odpowiedz
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Hortensja szczerze? Chyba obydwu. Że nic się nie pojawi i będę siedzieć jak głupia i czekać. Ale też - i to trudniej przyznać - że pojawi się coś, czego nie będę umiała z siebie wypuścić. Mam tak, że jak daję sobie za dużo przestrzeni, to zaczynam wchodzić w spiralę myślenia zamiast w cokolwiek innego.


Odpowiedz
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 374

@Joasia96 no ale właśnie - to co opisujesz to nie jest problem z rytuałem, to jest problem z ciszą. Ja mam dokładnie tak samo i dopiero niedawno zorientowałam się, że mój rytual jest tak naprawdę ucieczką od ciszy, nie wejściem w nią. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale to mnie trochę zdziwiło.


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Hm. To jest rzeczywiście coś, co warto rozróżnić - czy rytual działa jako wejście w przestrzeń, czy jako wypełnienie tej przestrzeni. Bo to są dwa zupełnie różne mechanizmy. Pierwsze zakłada, że coś się może wydarzyć. Drugie zakłada, że coś musi być zrobione, żeby nic się nie wydarzyło poza rytuałem. I nie mówię, że jedno jest lepsze, ale cel jest inny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tomir)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Szaman okej, ale skąd wiesz, którym kieruje się w danym momencie? Bo jak siedzę i robię swoje, to nie mam wrażenia, że "uciekam od ciszy". Mam wrażenie, że po prostu robię rytual. Skąd ta pewność, że można to tak łatwo rozróżnić od środka?


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Tomir nie mówię, że łatwo. Mówię, że można spróbować przerwać rytual w połowie i zobaczyć, co się wtedy pojawia. Jeśli pojawia się ulga - to sygnał, że robiłeś go po to, żeby coś zająć. Jeśli pojawia się dyskomfort wynikający z niedokończenia - to inna kategoria. Ale to nie jest metoda niezawodna, mówię tylko, że to jeden ze sposobów sprawdzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Przerwanie rytuału w połowie brzmi dla mnie jak coś, co mogłoby całkowicie rozwalić cały stan, w który wchodziłam. Szczerze nie wiem, czy chciałabym tego próbować celowo. Może właśnie dlatego moje rytuały są tak zwarte - bo podświadomie wiem, że jak coś przerwę, to już nie wrócę do tego samego miejsca.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Vinta ale to, co opisujesz, trochę sugeruje, że rytual jest kruchy - że wymaga bardzo specyficznych warunków, żeby zadziałał. I zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ta forma oczekiwania, o której jest ten wątek. Nie oczekiwanie rezultatu na końcu, ale oczekiwanie, że warunki muszą być idealne. To jest jakby bardziej ukryta wersja tego samego.


Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Pajeczyna może masz rację. Nie pomyślałam o tym w ten sposób. Ale nie wiem, jak to zmienić bez poczucia, że niszczę coś, co w końcu zaczęło działać.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo dobre pytanie - jak zmienić coś, co działa, bez ryzyka, że przestanie. I szczerze, nie mam dobrej odpowiedzi. Sam przez długi czas bałem się modyfikować cokolwiek. Ale u mnie przełomem nie było celowe testowanie, tylko sytuacja życiowa, która wymusiła zmianę. I okazało się, że to, co myślałem, że jest warunkiem koniecznym, warunkiem nie było.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Wiciol Ale to jest trochę jak z planem b - nie wiadomo, czy działa, dopóki go nie potrzebujesz. I pytanie, czy można się na to "przygotować" zawczasu, czy to zawsze jest test z przymusu.


Odpowiedz
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 516

@Darka jest coś, co robię od jakiegoś czasu - celowo raz na jakiś czas zmieniam jedną rzecz w rytuale, ale małą, nieważną z pozoru. Inne miejsce, inna kolejność jednego gestu. Nie po to, żeby coś zepsuć, ale żeby sprawdzić, co jest rdzeniem, a co jest dekoracją. I to mi dało dużo informacji o tym, czego tak naprawdę potrzebuję, a czego tylko przyzwyczajenie.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Ludwinia to jest ciekawe podejście, bo zakłada, że rytual ma jakiś rdzeń, który jest oddzielny od formy. Ale nie zawsze wiem, co tym rdzeniem jest - czasem mam wrażenie, że właśnie ta "dekoracja", jak to nazywasz, jest tym, co działa. Że forma nie jest oprawą, tylko istotą. Czy rozróżniasz te dwie rzeczy jakoś intuicyjnie, czy to przychodzi dopiero po czasie?


Odpowiedz
(@ludwinia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 516

@Magicwoman po czasie. I często przez błąd - czyli przez to, że coś zrobiłam inaczej przez nieuwagę i zauważyłam, że stan był taki sam. Albo że był inny, ale nie gorszy. Intuicja tu mnie nie wyprzedza, raczej weryfikuję po fakcie.


Odpowiedz
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 385

@Wiciol slucham tej rozmowy i mysle ze ja nigdy nie mialam odwagi zmieniac czegokolwiek w swoich rytuałach. jak raz cos zadziala, trzymam sie tego kurczowo. moze wlasnie dlatego jestem w tym miejscu, o którym Wiciol pisał wczesniej - ze sprawdzam efekty, bo boje sie ze jak zmienie warunki to efektu w ogóle nie bedzie.


Odpowiedz
(@astrolab)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 296

@Fela78 ale czy to strach przed brakiem efektu, czy strach przed tym, że się okaże, że efektu nie było też przedtem? Bo to są dwie różne rzeczy i mam wrażenie, że ta druga jest trudniejsza do przyjęcia.


Odpowiedz
(@fela78)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 385

@Astrolab ojej. siedzę z tym. nie odpiszę teraz bo muszę pomyśleć.


Odpowiedz
(@joasia96)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Astrolab To, co Astrolab napisał, uderzyło mnie bardziej niż się spodziewałam. Bo ja chyba też mam to drugie. Że cała moja struktura rytuałów jest po części po to, żeby nie musieć weryfikować, czy cokolwiek działa, bo jak robię to bardzo metodycznie, to zawsze mogę powiedzieć, że "zrobiłam nie tak". Zabezpieczenie przed rozczarowaniem od środka.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: