To jest bardzo ważne rozróżnienie które właśnie zrobiłaś. Bo jeśli celem jest "daj mi spokój" to strategia jest zupełnie inna niż jeśli celem jest "zrozum mnie". I wiele osób wchodzi w takie rozmowy z oboma celami jednocześnie, co jest wewnętrznie sprzeczne i skazuje rozmowę na niepowodzenie. Możesz dążyć do jednego albo do drugiego, ale nie do obu naraz, przynajmniej nie w jednej rozmowie.
Powiem coś co może brzmieć twardo: rozumienie jest luksusem, spokój jest potrzebą. eh, jeśli mieszkasz z rodzicami i codzienna atmosfera jest ciężka, to priorytetem powinien być spokój, bo bez tego trudno funkcjonować. Rozumienie może przyjść znacznie później albo wcale, i to też jest jakiś wynik.
To jest realne ryzyko i nie chcę go zbagatelizować. Ale jest różnica między "nie mówię mamie o wszystkim" a "udaję że jestem kimś innym". Można nie mówić o rytuałach, mieć swój pokój jako swoją przestrzeń i nie tracić siebie. Warunek jest taki że wewnętrznie wiesz co robisz i dlaczego. Jeśli sama zaczynasz się wstydzić albo wątpić przez tę presję, to jest inny problem.
Nie wstydzę się. To jest ważne co mówisz, bo sprawdzam to w sobie teraz i naprawdę nie wstydzę się tego co robię. jestem zmęczona tłumaczeniem, ale nie mam poczucia że robię coś złego. To chyba dobrze?
Tak 🙁 Jeśli nie masz wewnętrznego wstydu, tylko zewnętrzne zmęczenie, to jesteś w dużo lepszym miejscu niż wiele osób w podobnej sytuacji wstyd jest tym co naprawdę niszczy, bo wtedy zaczynasz sama kwestionować to co robisz. Zmęczenie można przeżyć. A to co powiedziałaś przed chwilą, że chcesz spokoju ale gdzieś jest też potrzeba bycia rozumianą, to jest bardzo ludzkie i nie ma w tym nic sprzecznego. Można to po prostu rozłożyć w czasie.
To co Serenity napisała o wstydzie kontra zmęczeniu to jest naprawdę ważne rozróżnienie 🙂 Ale mam pytanie do Pytonissy, bo nie wiem czy to wybrzmiało wcześniej wyraźnie: czy mama wie dokładnie co robisz, czy ma jakiś ogólny, rozmyty obraz? Bo to dość mocno zmienia sytuację. Inaczej reaguje się na coś konkretnego, a inaczej na własne wyobrażenie o tym co córka robi za zamkniętymi drzwiami.
No i to właśnie jest ten mechanizm, internet plus strach plus luka informacyjna i człowiek ląduje przy satanizmie startójąc od kadzidełka. To nie jest irracjonalne z jej perspektywy, ona po prostu wypełniła niewiedzę tym co znalazła. o matko, problem jest taki że to co znajdziesz wpisując "córka odprawia rytuały" w Google to niekoniecznie jest zrównoważony materiał.
Bycie źródłem informacji dla własnej matki o własnych praktykach to jest jedna z najbardziej wyczerpujących ról w jakie można wejść. Musiałam to robić i naprawdę powiem wprost: wymaga to zrezygnowania z bycia córką na czas rozmowy i wejścia w rolę kogoś cierpliwego i neutralnego. Nie każdy to potrafi i nie każdy musi.
Ta różnica ktorą właśnie robisz, między pełnym wykładem a jedną informacją która rozbija konkretny mit, to jest bardzo konkretna i dobra obserwacja. nie trzeba tłumaczyć całej tradycji, wystarczy czasem powiedzieć jedną rzecz która jest zakorzeniona i weryfikowalna. Na przykład że kadzidło jako element praktyki duchowej jest starsze od chrześcijaństwa i jest używane w kościołach katolickich od wieków. To nie wymaga godzinnej rozmowy.
Jest taka zasada w komunikacji kryzysowej, że jeśli zaczynasz od "ale" albo od wyjaśnienia, to rozmówca już cię nie słyszy bo jest w trybie obronnym. natomiast jeśli najpierw powiesz coś co potwierdza jej rzeczywistość, na przykład "rozumiem że to wyglądało dziwnie", to jest szansa że następne zdanie w ogóle dotrze. To nie jest manipulacja, to jest po prostu fizjologia rozmowy w sytuacji emocjonalnej. Amygdala musi się uspokoić zanim kora przedczołowa zacznie słuchać.
Ale czy ona w ogóle chce mieć tę celową rozmowę? Bo kilka postów wyżej napisała że chce spokoju, nie zrozumienia. Trochę te rady idą w kierunku "zaplanuj sobie edukacyjną rozmowę z mamą" i to jest jedno z możliwych wyjść, ale chyba nie jedyne.
Jaki gest? To brzmi ciekawie ale nie bardzo wiem co masz na myśli. Chowanie rzeczy? Zmiana scenografii?
To jest strategia stopniowego oswajania i faktycznie bywa skuteczna, ale ma jedną pułapkę. Jeśli matka potem dowie się że to co nazywałaś "siedzeniem w ciszy" miało jednak jakieś znaczenie głębsze to poczuje się oszukana. I to może być gorsze niż pierwotny konflikt. Więc to działa tylko jeśli jesteś gotowa na to że w pewnym momencie i tak będzie rozmowa.
Chyba właśnie to. Może ta rozmowa nie musi być teraz. Nie dlatego że uciekam, tylko dlatego że teraz żadna z nas nie jest gotowa. Mama jest w trybie alarmu, ja jestem zmęczona i defensywna. To nie jest dobry moment na cokolwiek poza tym żeby po prostu dać temu przycihnąć. A w tym czasie mogę sobie po cichu ułożyć co chcę powiedzieć.
To jest może najpojemniejsza rzecz jaka padła w tym wątku. nie wszystko musi być rozwiązane natychmiast. Czasem poczekanie nie jest brakiem odwagi, tylko decyzją o tym kiedy i w jakich warunkach ma dojść do czegoś ważnego. I jedno pytanie, bo mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu: czy jest w domu ktokolwiek poza mamą, kto wie co robisz i tego nie kwestionuje? Tta, siostra, ktoś?
To co napisała Pytonissa o siostrze jest dla mnie bardzo ciekawe w tym kontekście. Siostra wie, nie praktykuje, ale nie ma problemu. To znaczy że ta rodzina nie jest monolitem w reakcji na to. Mama reaguje alarmem, tata milczy, siostra jest neutralna. To są trzy kompletnie różne pozycje i chyba warto to sobie rozrysować zanim cokolwiek się zdecyuje.
Dokładnie, bo jeśli to jest jedna osoba, a nie cała rodzina, to pytanie w tytule trochę się przeformułowuje. eh, nie chodzi o to jak nie rozdzierać rodziny, tylko jak ułożyć relację z jedną konkretną osobą. To jest inne zadanie.
To jest bardzo istotna informacja. Czyli nie chodzi o to co jest teraz, tylko o to co mama może z tym zrobić jeśli poczuje że sytuacja jej się wymyka. wiesz co, znam ten mechanizm z własnego domu, to jest wciąganie sojuszników. Pytanie czy siostra w takim przypadku stanie po której stronie.
Nie rozmawiałyśmy o tym wprost. Siostra raczej stara się być poza konfliktami w naszym domu, co jest zresztą jej strategia od lat. Nie wiem jak by zareagowała gdyby mama zrobiła z tego większy temat. Mam nadzieję że zostałaby neutralna, ale nie wiem.
To brzmi jakbyś miała jednego potencjalnego sprzymierzeńca, ale nie wiesz czy jest na tyle mocny żeby nim zostać pod presją 🙂 Czy w ogóle rozmawiałaś z siostrą o tym że mama reaguje tak ostro? Nie żeby ją nastawiać, tylko żeby wiedzieć co ona o tym myśli.
Ale chwila, bo mam wrażenie że to idzie w stronę "buduj koalicję rodzinną" i nie jestem pewna czy to jest dobry kierunek. Pytonissa powiedziała że chce spokoju, nie walki. Wciąganie siostry, nawet jako neutralnej, może być odebrane przez mamę jako tworzenie frontu przeciwko niej i zaogni sytuację.
Mam pytanie które może jest głupie, ale skoro tata milczy to co to właściwie znaczy w tej sytuacji? Czy on po cichu jest po stronie mamy i po prostu się nie odzywa, czy naprawdę ma gdzieś ten temat? Bo to robi dużą różnicę.
Szczerze, nie wiem. Tata jest człowiekiem który unika konfliktów strukturalnie. Nie wiem czy to znaczy że go to nie obchodzi, czy że obchodzi ale nie widzi sensu mówić. Nigdy mi nic nie powiedział na ten temat, ani że popiera mamę ani że nie. Milczenie u niego jest nieczytelne.
To milczenie taty może być w tym momencie o dziwo stabilizujące, nawet jeśli jest nieczytelne. Aktywna neutralność jednej osoby w rodzinie często obniża temperaturę konfliktu, bo mama nie ma pełnej mobilizacji po swojej stronie. Gorzej gdyby zaczął wyrażać zdanie, bo wtedy cokolwiek by powiedział, coś się zmieni.
I to może być stan w którym da się żyć przez jakiś czas. Nie idealny, ale jednak nie eskalujący. Pytonissa pisała wcześniej że chce dać temu przestyggnąć, i jeśli tata zostanie w tej pozycji, to może ta pauza będzie możliwa. Pytanie co wywoła ruch taty, bo coś go w końcu wywoła.
A co go może ruszyć? Mama go poprosi wprost żeby zabrał głos? pytonissa zrobi coś co papa uzna za przesadzone? Ciekawe czy jest jakiś konkretny scenariusz który Pytonissa widzi jako ryzyko.
Myślę że jedyne co może go ruszyć to mama która go wyraźnie poprosi żeby coś powiedział. On sam z siebie nie wejdzie w to. I znam mamę może do tego dojść jeśli poczuje że sama nic nie wskóra. To byłoby dla mnie najtrudniejsze bo wtedy naprawdę cała trójka by na mnie patrzyła. Wolę tego nie wywoływać.
