Forum

Asystent AI
Rytuały przy lęku p...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały przy lęku przed nicością - praktyki egzystencjalne

Strona 1 / 2

Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Nie wiem czy dobrze trafiłam z kategorią, ale nijak nie pasowało mi to do medytacji ani do wierzeń, więc wrzucam tutaj. Mam od jakiegoś czasu bardzo konkretny problem - lęk przed nicością. Nie przed śmiercią jako taką, nie przed umieraniem, tylko właśnie przed tym, że po śmierci może nie być... nic. Żadnej świadomości, żadnego "gdzieś", zero. I ten lęk potrafi mnie dopaść w środku nocy, kompletnie bez powodu, i dosłownie paraliżuje. Czytałam o tym trochę, to się nazywa "horror vacui" albo "existential dread", różnie. Ale mnie nie interesuje etykietka, tylko czy ktoś próbował z tym pracować przez jakiś rytuał. Nie modlitwę, nie afirmacje, tylko coś bardziej uziemionego, z konkretną formą. Czy takie coś w ogóle istnieje?


Odpowiedz
67 odpowiedzi
Wpisy: 387
(@damianek77)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z trudniejszych pytań, bo dotyka czegoś, z czym systemy rytualne radziły sobie bardzo różnie. Japończycy mają praktykę "memento mori" w formie zen - kontemplację impermanencji, ale to nie jest rytuał w sensie działania, tylko raczej regularne oswajanie z kolei w tradycji tybetańskiej masz bardo thödol, czyli coś, co dosłownie jest instrukcją jak przejść przez stan pomiędzy - i tam nicość jest opisywana jako jeden z możliwych "widoków", z którymi praktykujący ma się nauczyć siedzieć bez paniki. pytanie, czy tobie chodzi o przepracowanie lęku czy o zbudowanie jakiegoś codziennego rytuału, który trzyma ten lęk na dystans?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Damianek77 o bardo thödol czytałam tylko pobieżnie, ale właśnie to mnie trochę odstraszało, bo jest bardzo gęste znaczeniowo i nie do końca czułam jak to zaaplikować do siebie bez całego kontekstu buddyjskiego. Chodzi mi bardziej o to drugie, co napisałeś - codzienne coś, co trzyma ten lęk w ryzach. Nie chcę się z nim "godzić" w sensie zaakceptowania totalnej anihilacji, tylko po prostu nie chcę się budzić w nocy z kołataniem serca.


Odpowiedz
Wpisy: 539
(@gwiazdarka97)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zatrzymałam się na tym, co napisałaś o nocnym paraliżu. Ja to znam z własnego doświadczenia i przez długi czas myślałam, że to coś złego ze mną że inni jakoś sobie z tym po prostu... nie mają problemu? Dopiero kiedy trafiłam na Yaloma i jego pisma o śmiertelności zorientowałam się, że to jest bardzo stary temat filozoficzny, tylko zazwyczaj ludzie go wypierają na tyle skutecznie, że nie czują go tak ostro. Ciekawe, że pytasz o rytuał, a nie o terapię czy filozofię. Co cię do tego kieruje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Gwiazdarka97 a ten Yalom, który napisał "Patrząc w słońce"? Bo jeśli tak, to rozumiem skojarzenie. On tam pisze o tym, że ludzie budują tak zwane osłony przed śmiercią i dopiero kiedy one przestają działać, pojawia się ten surowy lęk. Ale też pisze, że samo uświadomienie sobie nie wystarczy, że potrzeba czegoś, co on nazywa "przebudzającymi doświadczeniami". Mnie zastanawia, czy rytuał mógłby pełnić taką funkcję - nie jako odpowiedź, ale jako regularne oswajanie.


Odpowiedz
Wpisy: 383
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

W tradycji nordyckiej jest coś, co mnie tu przychodzi do głowy. Hel - i mówię o bogini, nie o miejscu - nie była postrzegana jako coś czego się bać, tylko jako naturalny porządek. Były rytuały poświęcone jej jako strażniczce, które polegały między innymi na symbolicznym "wejściu" w stan graniczny i powrocie. Nie mam na myśli nic dramatycznego, tylko konkretne działania z ciemnością, ciszą i intencją zejścia na dół i wyjścia. Część runicznych praktyk przejściowych działa na tej samej zasadzie. Ale żeby to miało sens, to musi być powtarzalne, nie jednorazowe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@albinek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Wioletka_Z zatrzymaj się chwilę - bo "wejście w stan graniczny" brzmi dla mnie jak coś co może kompletnie nie zadziałać albo nawet nasilić lęk u osoby, która i tak ma już problem z nocnym paraliżem. ojej masz jakieś konkretne przykłady jak takie praktyki wyglądały w stosunku do kogoś z podobnym problemem? bo na poziomie teorii to brzmi spójnie, ale praktycznie mam wątpliwości.


Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Albinek masz rację, że to wymaga ostrożności. Nie proponuję żadnej głębokiej pracy z pograniczem jako pierwszego kroku. Ale sam rdzeń tych rytuałów - siedzenie w ciemności z intencją, regularne wychodzenie z niej - to jest coś innego niż ekspozycja na lęk bez struktury. Różnica jest właśnie w rytuale jako formie. Sama przez jakiś czas pracowałam z rytem wieczornego "kończenia dnia" - coś bardzo prostego, gaszenie świec po kolei z intencją, że to co było, już jest zamknięte. To nie jest dramatyczne zejście, to jest oswajanie końca jako naturalnej formy.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam i zastanawiam się, bo ja sam mam coś podobnego, ale u mnie to przychodzi nie w nocy, tylko podczas ciszy. Jakby cisza sama w sobie uruchamiała ten lęk. Próbowałem z tarotem ale karty nie za bardzo tu pomagają bo to inny rodzaj pytania. Czy te rytuały, o których piszecie, wymagają jakiegoś przygotowania albo konkretnej tradycji, żeby miały sens?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@damianek77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 387

@Remigiusz88 cisza jako wyzwalacz lęku to jest bardzo konkretna rzecz i akurat dla niej jest oddzielna praktyka. w tradycji sufickiej jest "khalwa" - celowe odosobnienie w ciszy, właśnie po to, żeby przepracować to, co cisza w nas uruchamia. Oczywiście w minimalnej, codziennej formie nie dosłowne wielodniowe odosobnienie. Ale do twojego pytania - nie, nie potrzebujesz konkretnej tradycji. Potrzebujesz formy, czyli struktury, która daje ci jakiś kontener. Tradycja jest tylko jednym ze sposobów na znalezienie tej formy.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@elwirka54)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie do aótorki tematu: czy ten lęk ma jakiś konkretny "smak"? Tzn. czy to jest lęk przed nieistnieniem jako takim, czy bardziej przed zapomnieniem, przed tym że nikt nie będzie pamiętał, że byłaś? Bo to są dwa różne rzeczy i inaczej na nie pracuję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Elwirka54 o, dobre pytanie. Myślę, że to pierwsze - to nie jest lęk przed byciem zapomnianą, bo z tym jakoś daję radę. To bardziej jakiś horror związany z brakiem subiektywności. Jakby przerażało mnie, że może nie będzie żadnego "ja", które cokolwiek doświadczy. Nie brak ciągłości pamięci, tylko brak świadomości w ogóle. Nie wiem czy dobrze to opisuję.


Odpowiedz
Wpisy: 539
(@gwiazdarka97)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dobrze to opisujesz. To się po angielsku nazywa "fear of non-existence" i filozofowie rozróżniają je od tanatofobii właśnie dlatego, że dotyczy nie procesu umierania ani tego co po, tylko samego braku perspektywy pierwszej osoby. Epikur próbował to rozbroić logicznie - "kiedy ty jesteś, śmierci nie ma; kiedy śmierć jest, ciebie nie ma" - ale to niestety nie działa na poziomie emocjonalnym, tylko intelektualnym. I tu właśnie widzę sens rytuału - on nie musi być logiczny, musi działać na innym poziomie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Gwiazdarka97 a co dokładnie masz na myśli mówiąc "inny poziom"? Bo to jest dla mnie kluczowe. Rozumiem, że rytał działa inaczej niż argument intelektualny, ale jak to opisać konkretniej? Czy chodzi o ciało o powtarzalność, o symbolikę?


Odpowiedz
(@gwiazdarka97)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 539

@Anastazy07 wszystkie trzy, ale powtarzalność jest tu chyba najważniejsza. Kiedy robisz coś regularnie w tej samej formie, to twoj układ nerwowy zaczyna to traktować jako "bezpieczną rutynę". To nie jest magia w sensie metafizycznym, to jest dosłowna neurologia. Rytuał tworzy tor, który twój mózg zaczyna preferować zamiast toru lękowego. Ale do tego potrzeba czasu i konsekwencji. Symbolika jest ważna dlatego, że angażuje warstwy psychiki, do których słowa nie sięgają tak łatwo. Jung dużo o tym pisał - symbol jest bardziej bezpośredni niż pojęcie.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam trochę inne doświadczenie z tym i nie do końca zgadzam się z neurobiologicznym wyjaśnieniem, bo u mnie to nie zadziałało w tej kolejności. Robiłam regularną praktykę oddechową przez kilka miesięcy i lęk nie malał, dopóki nie dołożyłam do tego czegoś symbolicznego - konkretnie kamieniowania miejsca, w którym siedzę. Jakby samo powtarzanie bez znaczenia nic nie dawało. Dopiero połączenie tych dwóch rzeczy coś zmieniło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@albinek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Dianka98 kamieniowanie miejsca - możesz powiedzieć więcej? Bo nie jestm pewny co masz dokładnie na myśli. Chodziło ci o ustawianie kamieni w określony sposób przed praktyką?


Odpowiedz
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Albinek tak, ustawiałam kamienie w okręgu wokół miejsca gdzie siadam. Nie twierdzę, że kamienie coś "robią" same z siebie, ale sam akt ustawiania, zanim zacznę, dawał mi poczucie, że jestem wewnątrz czegoś. Że jest granica. I to właśnie z tą granicą pracowałam - wchodząc do środka i wychodząc. Symbolizowała mi trochę to przejście. Brzmi banalnie, ale dla mnie był to przełom.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@pucharka57)
Połączone: 2 lata temu

To co opisuje Dianka ma związek z czymś, o czym się rzadko mówi wprost - rytuał potrzebuje progu. Fizycznego, symbolicznego, cokolwiek - ale czegoś, co oddziela "przed" od "w trakcie" 😉 W pracy z czakrami też to widzę: samo skupienie na czakrach bez żadnej formy wejścia i wyjścia bywa bezużyteczne. Pytanie do autorki tematu: czy próbowałaś kiedyś czegokolwiek, co choć częściowo działało? Nawet chwilowo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Pucharka57 raz mi pomogło wstanie z łóżka i dosłowne wyjście na zewnątrz w środku nocy. Nie wiem czemu, ale samo przekroczenie progu drzwi robiło coś. Jakby ciało dostało sygnał, że jest gdzie indziej. Ale to nie jest coś, co chcę robić regularnie, zwłaszcza zimą. Właśnie to mnie skierowało do myślenia o rytuałach - bo może da się zbudować ten próg wewnątrz?


Odpowiedz
Wpisy: 97
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz z tym progiem drzwi - mam dokładnie to sao i nawet nie wiedziałem że komuś jeszcze to pomaga. U mnie w pracy z runami jest jedna praktyka, którą robię wieczorami, właśnie z myślą o zamknięciu dnia i czegoś w rodzaju oswajania ciemności. Rysa Hagalaz - runy nieporządku i przejścia - i siedzę z nią przez chwilę świadomie. Nie chodzi o przepowiadanie czegokolwiek, tylko o to, żeby poczuć że "to co nieprzewidywalne" nie musi być automatycznie zagrożeniem. Nie wiem, czy to coś dla ciebie ale ta konkretna runa ma w sobie tę dwoistość, że jest i destrukcją i ziarnem.


Odpowiedz
Wpisy: 97
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Rysę Hagalaz i Isa razem, bo Hagalaz to chaos i rozpad, a Isa to zatrzymanie, wstrzymanie oddechu. rysuję je powoli, na drewnianej desce nim zacznę wyciszanie. to nie jest coś co działa od razu, ale po czasie zacząłem kojarzyć ten gest z wejściem w stan, gdzie lęk jest... obecny, ale nie rządzi. nie wiem czy Klimcia miałaby do tego podejście, bo to wymaga czasu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Ceniek a ta deska jest zawsze ta sama? pytam bo zastanawiam się czy fizyczny obiekt robi różnicę, czy chodziłoby o sam gest. bo to co opisujesz - rytuał przed rytuałem w zasadzie - to coś o czym duzo myślę że może być ważniejsze niż samo ćwiczenie.


Odpowiedz
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 97

@Anastazy07 tak ta sama deska od dobrych kilku miesięcy. I myślę, że tak, obiekt robi różnicę, bo zbiera jakby historię tych sesji. Wchodzę w kontakt z czymś, co już było przez te wieczory - to tworzy ciągłość. Ale nie testowałem na czymś innym, więc nie wiem czy to moje przekonanie czy faktycznie materia.


Odpowiedz
(@gwiazdarka97)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 539

@Ceniek To co opisuje z deską - to jest właśnie to, o czym mówiłam wcześniej przy powtarzalności. Obiekt staje się kotwicą nie dlatego, że ma jakąś moc sam z siebie, tylko dlatego że staje się fizycznym zapisem wszystkich poprzednich wejść w tę przestrzeń. Trochę jak odcisk palca na pamięci ciała.


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

To z tą deską mnie zatrzymało, bo mam coś podobnego - mam kubek, z którego piję tylko przy pewnych wieczorach i rzeczywiście to działa jak jakiś sygnał dla całego mnie, że "teraz jest inaczej". Ale to bardzo nieświadome, nigdy nie pomyślałam o tym jako o rytuale. Może powinnam to bardziej ustrukturyzować?


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Klimcia, ja bym nie strukturyzowała za szybko. U mnie to co działało naturalnie, przestało działać kiedy zaczęłam to traktować zbyt formalnie. Jakby zbyt duża świadomość tego co robię zabiła coś w samym akcie. Nie wiem jak to nazwać - może za dużo głowy za mało ciała?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@albinek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Dianka98 ale to jest chyba indywidualne, nie? Mnie akurat bardziej pomaga kiedy dokładnie wiem co robię i po co. Niestrukturyzowane rzeczy u mnie odpływają i tracę kontakt z intencją. Kwestia typologii, powiedziałbym.


Odpowiedz
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Albinek tak, możliwe że tak. Ale mam pytanie - jak dla ciebie wygląda ta "intencja" którą trzymasz? Czy to jest myśl, słowo, obraz? Bo ja kiedy próbowałam werbalizować intencję przed praktyką, to właśnie to mnie wyrzucało z niej.


Odpowiedz
(@albinek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Dianka98 zazwyczaj obraz. konkretny, ale prosty - coś w rodzaju widoku z okna albo kształtu. Nie słowo, bo słowa u mnie też działają jak Twoja werbalizacja - zaczynają żyć własnym życiem i odwracają uwagę. Obraz daje punkt skupienia bez narracji 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wrcam do tego co Damianek pisał o khalwa i ciszy, bo to mnie nie puściło przez całą resztę rozmowy. Khalwa w sufizmie to jest naprawdę konkretna praktyka - czterdzieści dni odosobnienia ale w najbardziej okrojonej wersji to może być kilka godzin celowo spędzonej ciszy z intencją. Próbowałem coś zbliżonego samodzielnie i cisza przestała być wyzwalaczem lęku, zaczęła być... neótralna. Ale to trwało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pucharka57)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 236

@Remigiusz88 "neutralna" to dobry cel. Dużo osób chce od razu żeby cisza byyła piękna albo spokojna, a neutralność to wystarczający wynik i prawdopodobnie bardziej trwały. czy robiłeś to w tej samej porze dnia za każdym razem?


Odpowiedz
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 294

@Pucharka57 tak, rano, zaraz po wstaniu. Nie dlatego, że ktoś mi tak powiedział, po prostu wtedy cisza była najbardziej surowa - bez żadnych bodźców z dnia, bez decyzji, bez rozmów. Może dlatego zadziałało - mniej było co wyłączyć.


Odpowiedz
Wpisy: 383
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Ta rozmowa o ciszy i porze dnia przypomina mi praktyki o których czytałam przy rytuale "utiseta" - w tradycji nordyckiej siadanie na grobach lub na ziemi po zmroku właśnie po to, żeby być z tym co nieznane. Pora była kluczowa, bo noc miała inną jakość niż dzień. Nie mówię żeby to dosłownie robić, ale zasada jest ciekawa - pewne stany są dostępne tylko w pewnych warunkach i może szukanie tych warunków jest częścią rytuału.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@elwirka54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Wioletka_Z utiseta to mało znana rzecz na polskich forach, skąd masz materiały do tego? Pytam bo sama szukałam kiedyś czegoś poza popularnym odczytaniem run i ten rytuał mi umknął, a brzmi jak coś z zupełnie innej warstwy niż to co zwykle się opisuje.


Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Elwirka54 głównie z anglojęzycznych źródeł - Galina Krasskova pisała o tym dość szczegółowo jest też Raven Kaldera. W polskich publikacjach raczej tego nie ma, bo to jest ta część tradycji nordyckiej którą trudno ująć w instrukcję i chyba dlatego odpada z popularnych opisów. Krassvoka podchodzi do tego bardzo serio jako do praktyki wróżebnej, ale właśnie ten aspekt siedzenia z tym co przerażające - to jest coś niezależnego od wróżb 😉


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

A można zapytać - jak długgo trwa takie siedzenie w utiseta? Bo mam wrażenie, że moje własne próby konfrontacji z tym lękiem kończą się za szybko, bo uciekam. Nie wiem czy chodzi o dyscyplinę czy o coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 383
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

nie ma stałego czasu, źródła mówią różnie. no, ale ważniejsze jest chyba to co napisałaś - "uciekam" 🙂 Czy uciekasz fizycznie, czy to jest myśl która cię wyrywa? bo to jest bardzo różne i wymaga innych podejść.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 617

@Wioletka_Z obie te rzeczy zależnie od dnia. czassem wstaję i zmieniam coś w otoczeniu, szukam bodźca. Czasem zostaje ciało, ale umysł zaczyna planować kolację albo myśleć o pracy - i to jest prawie gorsze, bo nie ma czego złapać.


Odpowiedz
Wpisy: 387
(@damianek77)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz - ciało zostaje, umysł ucieka w planowanie - to jest klasyczna dysocjacja jako mechanizm obronny. Nie w patologicznym sensie, tylko to co robi mózg kiedy coś jest nieznośnie abstrakcyjne. Niektóre tradycje pracy rytualnej mają na to bardzo konkretną odpowiedź: drobny ból. Szczypanie skóry, zimna woda, kamień w dłoni który ściskasz. Nie po to żeby cierpieć, tylko żeby wróci połączenie ciało-tu-teraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Damianek77 kamień w dłoni ściskany - to ma sens przez pryzmat litoterapii, ale też przez samą fizyczność. Mam turmalin czarny który trzymam przy pewnych praktykach i nie myślałem o tym jako o zakotwiczeniu w ciele, bardziej jako o ochronie energetycznej - ale może to jest to samo zjawisko opisane innym językiem?


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

To co Damianek napisał o dysocjacji i zakotwiczaniu w ciele przez kamień - właśnie łączę to z tym turmalinem, o którym wspomniałem. Ale teraz mam pytanie: czy to zakotwiczenie w ciele faktycznie pomaga nie uciekać w planowaie, czy tylko przekierowuje uwagę na chwilę? Bo mam wrażenie, że u mnie kamień zatrzymuje ten ucieczkowy impuls na może minutę, a potem i tak umysł szuka wyjścia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@damianek77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 387

@Anastazy07 to bardzo uczciwa obserwacja. Minuta to jest coś - jeśli powtarzalna staje się mostem. chodzi o to, żeby nie traktować tego zakotwiczenia jako stanu docelowego, ale jako chwilowe przerwanie automatyzmu. Pytanie jest inne - co robisz w tej minucie? Czy tylko czujesz kamień, czy próbujesz jednocześnie wejść w coś głębszego?


Odpowiedz
Wpisy: 539
(@gwiazdarka97)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wtrącę się w ten wątek z kamerą na chwilę, bo to co Anastazy opisuje - ta minuta przerwy - przypomina mi coś z praktyki vipassany. Tam mówi się o "noting", czyli nazywaniu tego co się pojawia, bez angażowania się. Kiedy umysł zaczyna planować kolację, zamiast walczyć z tym albo udawać że tego nie ma, po prostu "notujesz" sobie mentalnie: "planowanie, planowanie". I wracasz. Nie wiem czy to kogokolwiek tu interesuje, bo to nie jest rytuał w klasycznym sensie, ale jeśli chodzi o lęku przed nicością to jest jedna z niewielu rzeczy które naprawdę uczą siedzieć z pustką bez dramatyzowania jej.


Odpowiedz
Wpisy: 617
Rozpoczynający temat
(@klimcia90)
Połączone: 1 miesiąc temu

To noting brzmi prosto, ale wyobrażam sobie że w praktyce jest zupełnie inaczej. Czy nie prowadzi do sytuacji, że zamiast doświadczać nicości - obserwujesz siebie doświadczającego nicości, i w ten sposób cały czas jesteś jeden krok z tyłu? Pytam szczerze, bo mam wrażenie że moja ucieczka w planowanie to też jest jakiś rodzaj obserwowania siebie z dystansu, żeby nie być naprawdę w tym co jest.


Odpowiedz
Wpisy: 539
(@gwiazdarka97)
Połączone: 11 miesięcy temu

Klimcia, to jest bardzo trafne pytanie i uczciwie - tak, to jest realne ryzyko. Noting może się stać kolejną warstwą ucieczki jeśli używasz go za ostro. Ale w teorii vipassany ta obserwacja ma być jak najcieńsza, prawie niezauważalna - nie "ja obserwuję planowanie" tylko "planowanie" bez podmiotu. Czy to w praktyce wychodzi, to już inna sprawa 🙁 Mnie zajęło dużo czaus żeby to poczuć jako różnicę.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@pucharka57)
Połączone: 2 lata temu

ta warstwa obserwatora to jest coś z czym sama długo się borykałam. U mnie pomogło jedno ćwiczenie które dostałam od kogoś kto pracował z tradycją zen - zamiast notować co robi umysł, miałam skupić się na doznaniu fizycznym które jest naprawdę nieprzyjemne, ale znośne. Coś jak zimna podłoga pod stopami albo ciężar własnego ciała. Nie jako symbol, tylko jako fakt. To paradoksalnie wyciągało mnie z pozycji obserwatora szybciej niż jakiekolwiek mentalne techniki.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Pucharka57 to ciekawe, bo to właściwie odwrotność tego co Gwiazdarka opisuje. Masz to samo miejsce startu - uciekający umysł - ale zamiast go śledzić, dajesz mu coś fizycznego do zderzenia się z. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta różnica temperamentów o której mówił Albinek wcześniej - jedni potrzebują obserwacji, inni zderzenia.


Odpowiedz
(@albinek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Dianka98 myślę że masz rację w tym podziale, ale powiedziałbym inaczej - to nie tyle temperament co to, w którym miejscu ktoś blokuje. Jeśli blokujesz na poziomie umysłu, obserwacja może tylko pogłębiać blokadę. jeśli blokujesz na poziomie ciała - i tu mam pytanie do Pucharka - czy ta zimna podłoga działała też kiedy byłaś w środku silnego lęku, czy tylko przy spokojniejszym stanie?


Odpowiedz
(@pucharka57)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 236

@Albinek uczciwie - przy silnym lęku to nie działało wcale. Przy silnym lęku cały czas jest tak, że ciało samo ucieka, więc zimna podłoga była tylko kolejnym bodźcem który mózg ignorował. To bardziej działało jako wejście w praktykę kiedy lęk był jeszcze latentny, nie rozwinięty. To jest ważne rozróżnienie którego długo nie rozumiałam.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę o cieniu obserwatora i myślę o tym inaczej - może problem nie jest w technice, tylko w tym że wchodzimy w takie stany z jakimś celem? Kiedy robiłem te sesje ciszy o których pisałem wcześniej, to kiedy miałem cel - "chcę się oswoić z pustką" - to nic. Kiedy nie miałem celu i siadałem bez intencji, to o dziwo było inaczej. Nie wiem czy to obserwacja użyteczna, ale mnie zaskoczyła.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Remigiusz88 to jest w ogóle stary paradoks praktyki kontemplacyjnej - dążenie do bezcelowości jako cel jest sprzecznością wbudowaną w sam akt. W zen to się nazywa "shosoku", coś w rodzaju gotowości bez oczekiwania. Utiseta z tego co czytałam miało podobny charakter - nie szłeś tam po odpowiedź, szłeś tam żeby być dostępnym. To subtelna, ale realna różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 97
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek z celem i bezcelowością jest dla mnie bardzo konkretny, bo kiedy usiadłem kiedyś do pracy z runą Hagalaz bez żadnego pytania - po prostu medytacja na kształt - to był jeden z mocniejszych wieczorów 😉 Jak tylko postawiłem pytanie przed sesją, to sesja szła na odpowiedź i wszystko było bardziej płytkie. Nie wiem czy to samo, o czym mówi Remigiusz, ale brzmi podobnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@elwirka54)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Ceniek Hagalaz to ciekawy wybór przy tym co tutaj omawiamy - to jest runa rozbicia, zimy, ale też przejścia. Celowo ją wybrałeś do pracy z tym rodzajem lęku, czy po prostu tak wyszło? Pytam bo mnie zawsze interesuje czy intuicja wyboru ma znaczenie czy to interpretacja po fakcie.


Odpowiedz
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 97

@Elwirka54 nie wybierałem świadomie pod kątem lęku - po prostu losowałem i wyszła. Ale potem jak siedziałem z tym kształtem, to miało sens jeśli chodzi o tego co czułem. Więc nie wiem co odpowiedzieć na twoje pytanie - interpretacja po fakcie, ale taaka że się nie naciągała.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@elwirka54)
Połączone: 2 lata temu

To jest uczciwa odpowiedź. Mam podobne doświadczenia z przedmiotami - często to co trafia do ręki bez planowania ma więcej do zaoferowania niż to co wybieram z konkretną intencją. Może właśnie dlatego że nie taszcze ze sobą żadnego oczekiwania co powinno się wydarzyć.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i naprawdę dużo z tego biorę dziękuję wszystkim. Mam pytanie może trochę z innej strony - czy ktoś próbował pracować z lękiem przed nicością przez rytm? Mam na myśli bębnienie, ale takie regularne, długie. czytałem o praktykach szamańskich gdzie monotonny rytm jest właśnie po to żeby "wyjść" poza normalny stan. Zastanawiam się czy to nie byłoby trudniejsze do ucieczki niż cisza, bo cisza jest abstrakcyjna, a rytm jest czymś konkretnym do trzymania się.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@damianek77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 387

@Dominik92 bębnienie to jest naprawdę inna kategoria i nie powiedziałbym że łatwiejsza. Monotonny rytm działa na mózg przez coś co badacze nazywają "entrainment" - fale theta w EEG mogą się synchronizować z uderzeniami w okolicach 4-7 Hz, co wprowadza stan podobny do pogranicza snu. Ale - i to jest duże ale - jeśli masz silny lęk przed rozproszeniem się, to właśnie ten stan może go spotęgować, bo kontrola maleje bardzo szybko. Czy robiłeś cokolwiek w tym kierunku, czy tylko rozważasz?


Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Damianek77 tylko rozważam, nie próbowałem. ehh, to co piszesz o zmniejszeniu kontroli trochę mnie zatrzymuje bo właśnie ten lęk u mnie jest mocno związany z utratą kontroli. Może to nie jest dobry punkt startowy dla mnie, przynajmniej nie bez czegoś co daje jakąś strukturę.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: