Właśnie, bo ta kąpiel czy stronienie od pewnych rzeczy przed rytuałem - to jest celowe i świadome. A upiększanie się w stylu 'może pomoże' to trochę działanie bez ram, bez intencji. I chyba właśnie o tym był ten cały wątek od początku - nie o tym czy dbać o siebie, ale o to z jaką świadomością.
Hathor to dobry przykład, bo w jej kult wchodziły konkretne zapachy, kolory, muzyka. To nie był przypadkowy dobór estetyczny. Pytanie tylko czy my dzisiaj, sięgając po te skojarzenia, rozumiemy ten kontekst, czy raczej używamy go jako dekoracji.
A skąd pochodzi? Naprawdę pytam, bo nigdy nie zagłębiałam się w historię kolorów w rytuałach.
No i wracamy do tego samego problemu - że działamy według reguł, które wyglądają na starożytne, a często mają kilkadziesiąt lat. Nie mówię że to złe, ale to zmienia trochę perspektywę na pytanie z tytułu wątku. Bo jeśli 'zasady' rytuału są umowne, to może też umowne jest czy trzeba się upiększać czy nie.
Mam swoje notatki z różnych systemów i to, co zauważyłam to że praktycznie wszędzie jest jakiś element przygotowania ciała - ale jego forma bardzo się różni. W jednych tradycjach to oczyszczenie, w innych ozdobienie, w jeszcze innych wyciszenie. Nie ma jednej odpowiedzi na to 'co robić z wyglądem', bo to zależy od tego w czym pracujesz.
A jeśli ktoś nie pracuje w żadnej konkretnej tradycji, tylko miesza różne rzeczy? Bo ja chyba tak mam i nie wiem czy wtedy w ogóle powinnam się do czegokolwiek odwoływać przy wyborze tego jak się przygotować.
Ale jak dopiero zaczynasz to jak masz mieć własny system? Skąd wiesz co dla ciebie ma znaczenie jak nie masz z czym porównać?
Rytm to dobre słowo. Mnie przez długi czas chodziło po głowie że upiększanie się może być po prostu fragmentem budowania nastroju - nie dlatego że wpływa na rytuał bezpośrednio, ale dlatego że zmienia twój stan. Trochę jak rozgrzewka. Ale potem zaczęłam się zastanawiać czy to nie jest tak, że tworzymy sobie zbędne warunki - że muszę się jakoś przygotować, bo inaczej nie zadziała. I to może być pułapka.
Ten lęk jako sygnał to trafne. Ja miałam kiedyś coś podobnego z miejscem rytuału - musiało być idealnie ustawione, świece dokładnie tam i tam, i jak czegoś brakowało to się blokowałam zanim w ogóle zaczęłam. I w pewnym momencie zapytałam siebie po co to robię - dla siebie czy dla jakiegoś wyobrażenia jak to powinno wyglądać. Przy wyglądzie osobistym mam wrażenie że ten mechanizm działa bardzo podobnie.
A czy nawyk może być elementem rytuału? Serio pytam, bo mam kilka rzeczy które robię odruchowo i zastanawiam się czy to że są odruchowe odbiera im znaczenie.
Ja mam takie skojarzenie do tej rozmowy - kiedy zaczęłam pracować z czakrami, pierwszy czas ubierałam konkretne kolory świadomie. Potem przestałam o tym myśleć i robiłam to odruchowo. I nie wiem do dziś czy to nadal działa dlatego że rozumiem mechanizm, czy działa bo głęboko w to wierzę, czy może w ogóle nie działa a ja tylko tak myślę. Przy wyglądzie przed rytuałem mam dokładnie ten sam problem z oceną.
Mhm, ale Cytrynka51 na początku pytała o coś innego - czy potrzebnie się upiększać. I ta precyzja jest potrzebna właśnie dlatego żeby odpowiedzieć na to pytanie. Bo jeśli każda zmiana stanu jest dobra, to każda rzecz może być dobra. A to nie pomaga zdecydować czy warto w ogóle zawracać sobie tym głowę.
Wracając do samego pytania z tytułu - mam wrażenie że odpowiedź jest różna w zależności od tego co chcesz osiągnąć rytuałem. Jeśli rytuał jest nastawiony na konkretną osobę i chcesz wzmocnić swoje poczucie atrakcyjności - to dbanie o wygląd może mieć sens jako coś co buduje ten stan. Jeśli rytuał jest bardziej o intencji energetycznej - to wygląd jest chyba drugorzędny.
Mam podobne doświadczenie do Julisi, choć nigdy tak tego nie nazywałam. Przed jednym z rytuałów odruchowo zmieniłam całą stylizację - i dopiero po czasie doszłam do wniosku że to była jakaś forma sygnalizowania sobie 'to jest inny czas niż zwykły dzień'. Nie planowałam tego jako część rytuału.
Szczerze? Nie wiem do końca. I chyba nie muszę wiedzieć. Ale mam wrażenie że jeśli to zmienia twój stan - naprawdę zmienia, nie tylko chwilowo - to może nie ma znaczenia w którą stronę to działa.
Tylko że 'nie wiem i nie muszę wiedzieć' to dość wygodna pozycja, ale nie zawsze pomocna. W wielu tradycjach to właśnie intencja i świadomość tego co się robi decydują o tym czy gest ma znaczenie czy nie. Kohl w starożytnym Egipcie był stosowany świadomie - kapłani wiedzieli po co to robią. Nie robiłi tego odruchowo.
Wracając trochę do wątku z Kachną - to pytanie o nawyk kontra znaczenie jest dla mnie kluczowe w całej tej dyskusji o upiększaniu. Bo jeśli ktoś od lat zakłada coś konkretnego przed rytuałem i nigdy się nad tym nie zastanowił, to czy to ma taką samą wagę jak decyzja podjęta świadomie? Intuicyjnie mówię że nie, ale może się mylę.
Ja mam wrażenie że trochę kręcimy się w kółko wokół tego samego pytania - czy zmiana wyglądu przed rytuałem coś wnosi. I im dłużej czytam tę rozmowę, tym bardziej myślę że to jest naprawdę indywidualne. Dla jednej osoby to może być wejście w stan, dla innej przymus, dla kolejnej bez znaczenia. Nie ma jednej odpowiedzi i chyba nie powinna być.
