Chodzi mi po głowie jedna rzecz od jakiegoś czasu. Robiłam ostatnio rytuał przyciągania miłości i w pewnym momencie złapałam się na tym, że robię go bardziej z paniki niż z jakiegoś prawdziwego pragnienia. Jakby motywacja była nie "chcę kogoś bliskiego", tylko "boję się, że zostanę sama". I zaczełam sie zastanawiać, czy to w ogóle ma sens. Czy rytuał oparty na lęku może przyciągnąć coś dobrego? Czy jedna intencja wyklucza drugą, czy można je jakoś rozplątać?
To ciekawe pytanie bo ja zawsze myslałam ze intencja to intencja. Tzn chcesz miłosci to chcesz. Ale to co piszesz, ze robisz to z paniki... to chyba jednak cos innego nie? Bo lek przed samotnoscia to jakbys chciała uciec od czegos a nie przyciagnac cos dobrego. Czy to w ogole ma znaczenie, skad pochodzi ta chec?
To nie jest proste pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Intencja ma znaczenie, ale nie w tym sensie, że "zła" intencja coś automatycznie blokuje. Chodzi o to, co emitujesz energetycznie w trakcie rytuału. Lęk i pragnienie to różne stany wibracyjne. Jeśli siedzisz przy świecy i masz zacisk w żołądku, bo myślisz "zostanę sama, muszę to zrobić", to zupełnie inna energia niż spokojne otwarcie się na relację. Nie twierdzę, że jeden rytuał zrujnuje wszystko. Ale jeśli lęk jest głównym napędem, warto się zastanowić, co tak naprawdę chcesz zmienić.
Jest taka stara zasada w pracy rytualnej, której rzadko ktoś tłumaczy wprost: rytuał wzmacnia to, z czym przychodzisz. Jeśli przychodzisz z lękiem, rytuał go nie usuwa. Może nawet go zaakcentować. Dlatego w niektórych tradycjach przed rytuałem miłosnym pracuje się najpierw nad sobą, nie dlatego, że trzeba być "gotowym", ale dlatego, że sam rytuał ma wtedy inny ładunek. To nie kwestia zasługiwania na miłość. To kwestia tego, co wysyłasz w przestrzeń.
No ale bez przesady. Rytuały miłosne robi sie od zawsze i nikt nie wymagał, żeby ludzie byli psychicznie idealni przed wykonaniem. W folklorze słowiańskim baby ze wsi nie siedziały i nie analizowały swoich lękow przed zakleciem na miłosc. Robiły i działało albo nie. Ta cała psychologizacja magii to moim zdaniem nowość i niespecjalnie ma wspólnego z tradycją.
Właśnie, bo słyszałam o kimś, kto robił rytuały na konkretnego człowieka z pozycji totalnej desperacji i co? No, ten człowiek wrócił. Ale relacja była koszmarem. I ona teraz mówi, że to właśnie ta desperacja przyciągnęła coś, co wyglądało jak spełnienie, a było jego odwrotnością. Nie wiem, czy to magia, czy zwykła psychologia, ale coś w tym jest.
Czytam to i myslę, ze to może nie byc kwestia "albo-albo". Lek przed samotnoscia i szczere pragnienie milosci moga wspołistniec. Pytanie ktore mnie tu bardziej interesuje: czy da sie zrobic rytuał który celowo adresuje oba naraz? Tzn. coś co i uwalnia lek, i otwiera na przyjecie?
A moge zapytac praktycznie? Bo troche mi sie to rozmywa w abstrakcje. Jak w ogole sprawdzic z jakiej pozycji sie robi rytuał? Tzn jak rozróznic czy to lek czy to po prostu silne pragnienie? Bo dla mnie od srodka to czesto czuje sie tak samo.
Dopiero zaczynam sie tym interesowac i czytam ten watek od poczatku. Nie rozumiem jednej rzeczy: czy rytuał miłosny to zawsze przyciaganie kogos konkretnego, czy mozna zrobic cos bardziej ogolnego, jak... przyciaganie milosci w ogole? I czy ta kwestia leku zmienia sie zaleznie od tego, na co ten rytuał jest nakierowany?
Wracając do pytania Leszczynki z początku, bo trochę tu odeszliśmy od tematu. Mam takie doswiadczenie: robiłam rytuał kiedy byłam w naprawde trudnym miejscu emocjonalnie, i efektem nie była konkretna relacja, tylko seria wydarzen, które zmusiły mnie do spojrzenia na to czego sie boję. Jakby zamiast przyciągnąć partnera, przyciagnełam okolicznosci do pracy nad sobą. Teraz myślę, że to było spójne z tym co wysyłałam, nie byłam gotowa na miłość, ale byłam gotowa na zmianę. Rytuał dał mi zmianę.
To pytanie jest dobre, ale trochę źle postawione. Nie chodzi o to, które "odczytanie" jest trafne, chodzi o to, czego szukałaś zanim zaczęłaś. Jeśli szukałaś konkretnego człowieka, a dostałaś wgląd w siebie, to zależy jak definiujesz skuteczność. Rytuały miłosne bywają zaskakująco dosłowne albo zaskakująco symboliczne i to często nie jest coś, nad czym masz kontrolę na etapie intencji.
Nie przekreśla, ale zmienia dynamikę. Może trochę inne ujęcie niż wcześniej: lęk działa jak zawężenie uwagi. Kiedy boisz się samotności, bardzo konkretnie definiujesz czego chcesz, tej jednej osoby, tej jednej relacji, tej jednej formy kontaktu. Rytuał z tej pozycji może być bardzo celny i bardzo ślepy jednocześnie. Ślepy na to, co faktycznie by ci pomogło.
Właśnie to jest ciekawe, bo ja robiłam coś, co mogłabym nazwać rytuałem intencji warunkowej. Tzn. nie "przyciągnij mi miłość", tylko "przyciągnij mi to, czego potrzebuję w tej sferze". I wiem że to brzmi jak semantyczne kombinowanie, ale dla mnie mentalnie robiło różnicę. Mniej czułam, że muszę kontrolować wynik.
No to chyba mamy dwie sciezki w tej rozmowie: jedna ze rytuał działa metafizycznie i lek zaburza te energię, druga ze działa psychologicznie i lek tez ma tu swoje miejsce. Tylko ze te dwa modele prowadza do zupelnie innych wnioskow praktycznych. Ktos powinien w koncu powiedziec jasno, o ktory model tu chodzi.
Wracam do pytania Roksany sprzed chwili, bo mi zostało w głowie. Astralka06 dała swój sposób na odróżnienie lęku od pragnienia. Ja mam inny, pewnie głupi: piszę czego chcę, a potem pytam siebie, co będę czuć jeśli tego nie dostanę. Jeśli odpowiedź brzmi "ulga" albo "nic szczególnego", to znak, że bardziej chcę uciec od samotności niż przyciągnąć kogoś. Ale to nie jest niewinne odkrycie.
to brzmi jak cos co mozna zrobic przed rytuałem jako taki pre-check 🙂 tylko sie zastanawiam czy nie jest tak, ze prawie kazdy kto robi rytuał miłosny dostałby odpowiedz "chce uciec od czegos". Bo miłosc zawsze jest po czesci o tym. Nie wiem czy to dyskwalifikuje intencje.
