Chciałam założyć ten temat, bo ostatnio coraz więcej osob pisze o rytualach miłosnych jakkby to byla prosta sprawa zapal świeczkę powiedz zaklęcie gotowe. Ja sama przez to przeszłam i żałuję że nikt mnie wczesniej nie ostrzegł. Zroobilam rytual na przyciągnięcie konkretnej osoby wszystko wydawało sie isc w dobra stronę a po miesiacu moe zycie wyglądało jak jeden wielki chaos. nie wiem do końca, czy to był zbieg okolicznosci czy coś jednak zadziałało nie tak jak powinno. ciekawa jestem czy wy tez mieliscie sytuacje gdzie rytuał zamiast pomoc coś pokrecil. bo moze to nie rytuał jako taki, ale intencja, moment albo cos zupelnie innego?
To jest temat, który rzadko się pojawia na forach, a powinien być omawiany znacznie częściej. Wiekszosc rozmow kręci się wokol tego jak coś wykonac a nikt nie mówi o konsekwencjach. Z mojego doświadczenia rytuały na konkretną osobę to jest jedna z trudniejszych rzeczy, bo wchodzisz w czyjąś wole i to nigdy nie jest obojetne. Nie dla niej nie dla ciebie. Pamiętam jedna sytuacje, gdzie ktoś bliski mi zrobił rytual wiązania i przez dlugi czas obie strnoy czuly jakby były uwięzione, doslownie. Związek był ale jakis taki... bez powietrza. Nie wiem jak inaczej to opisać.
Ojej to brzmi naprawdę ciezko. Ale powiedz mi, to rytual wiązania jest w ogole bezpieczny do robienia samodzielnie? Bo gdzies czytalam że to jeden z tych ktorych nie powinno sie robic bez wiedy o tym co sie robi. Znaczy nie chodzi mi o to że chcę to robić, bardziej z ciekawości i właśnie tego mi zawsze brakowalo na roznych forach, zeby ktos powiedzial wprost że coś jest ryzykowne a nie tylko: pamiętaj o intencji i gotowe.
Rytual wiazania to nie jest kwestia bezpieczeństwa w sensie technicznym tylko etycznym i energetycznym jednocześnie. Wiązanie działa na zasadzie stworzenia pewnego rodzaju węzła miedzy dwiema energiami, i ten wezel istnieje dopoki ktos go swiadomie nie rozwiaze problem w tym że ludzie robia takie rzeczy impulsywnie w emocjach, a potem nie mają pojęcia jak sie z tego wycofać. I wtedy zaczyna sie ten chaos o którym pisze Ewelina. co ciekawe, w tradycjach hodoo i rootwork jest bardzo konkretna wiedza o tym jak odwiazywac takie rzeczy, uncrossing albo road opener, ale mało kto o tym mówi przy omawianiu wiazania. Jakby to byla jednostronna informacja.
Ojejku a czy to nie jest tak, że kazdy rytuał miłosny ma jakieś skutki uboczne? Bo ja zawwsze myslalam, że jak robisz coś z dobra intencją to jest ok, ale to co piszecie sugeruje że intecnja to nie wszystko. Czy to znaczy że np. zwykłe przyciaganie miłości też może coś nakręcić?
Ojej wlasnie o to chciałem dopytać bo nigdy nie wiedzialem gdzie dokladnie jest ta granica. Znaczy jesli wyobrażam sobie konkretną osobe podczas rytuału na milosc, ale formalnie nie używam jej imienia ani zadnych jej rzeczy, to co wtedy? To jest juz ingerencja czy jeszcze nie? Pytma serio bo dużo osbo pewnie tak robi nie zdając sobie z teego sprawy.
I wlasnie w to wpadlam. nie uzylam imienia nie miałam zadnych jej rzeczy ale myslalam tylko o tej jednej osobie. efekt był taki że on zaczął sie pojawiać wszedzie, doslownie jakby go ktos przykleil do mojego zycia ale jednocześnie byłam coraz bardziej nerwowa drazliwa nie spalam po jakimś czasie dotarlo do mnie, że moze trzymam cos na sile co nie chce samo przyjsc. Czy ktoś miał podobne objawy fizyczne po takim rytuale? Pytam, bo nie jestem pewna czy to był rytual nerwy, czy jedno i drugie razem.
Mnie sie raz zdarzlo cosk podobengo nie z rytuałem milosnym ale z ogolnym na przyciaganie i tez miałam te dziwne sny i nie moglam spac porzadnie przez dwa tygodnie. Lekarze nic nie znaleźli. Nie wiem czy to ma zwiąek ale czasami zastanawiam sie czy nie robie takich rzeczy za bardzo na skroty, bez rozumiena co tak naprawde robie. 🙂
Dobra ale poczekajcie bo troche się gubię. Znaczy rozumiem że rytuały na konkretna osobę są ryzykowne ale czy to znaczy że w ogole nie działają? Bo wlasnie to mnie interesuje, czy ktoś mial sytuację, gdzie taki rytuał zadzialal i nie bylo zadnych negatywnych konsekwencji? Bo czytam tu same zle doświadczenia i zastanawiam sie czy nie ma po prostu historii z dobrym koncem.
Są takie przypadki, ale rzadziej się o nich mówi, bo jeśli wszystko poszło dobrze, ludzie przypisują to przypadkowi albo wlasnym staraniom, a nie rytuałowi. Natomiast kiedy cos idzie źle, rytuał jest pierwszym winnym. To troche krzywe i wiem że to brzmi jak obrona magii, ale to jest obserwacja. Co do samego pytania, znam sytuacje, gdzie rytuały przyciągania działały bez widocznych szkod. ale zadna z tych osób nie robila rytuału wiązania ani nie skupiała sie na jednej konkretnej osobie z poziomu obsesji. To jest chyba klucz, obsesja zamiast intencji.
Mechanizm jest ale nie jest tajemniczy. kiedy robisz rytual o duzym ładunku emocjonalnym i skupiasz na nim dużo uwagi, twoj układ nerwowy jest w stanie podwyzszonej gotowosci czekasz na efekty analizujesz każdy znak, nie spisz bo myślisz. To może wywolywac realne objawy somatyczne bez żadneego elementu magicznego natomiast są tez szkoły myslenia które mówią o odpływie energii po intensywnym rytuale i to też jest realna mozliwosc jeśli wierzysz w energetyczny model rzeczywistości. Jedno drugiego nie wyklucza. 🙂
To mnie zastanawia jedna rzecz czy te rytualy milosne te które poszły zle były robione według jakiejś konkretnej tradycji czy bardziej na własną rękę? Bo mam wrażenie że dużo osób składa rytuały z różnych źródeł bez zrozumienia logiki za nimi i potem się dziwi że coś nie gra.
Obserwuje ten wątek od początku i chce się tylko upewnic że dobrze rozumiem. Mówicie że rytualy miłosne na konkretną osobę są ryzykowne, ale czy to znacyz że w ogóle nie warto ich probowac, czy tylko że trzeba wiedzieć co się robi? Bo to są dwie rozne odpowiedzi i nie wiem ktora tu sugerujecie.
No dobra, ale wracajac do pytania które zadałam wczesniej bo nie do kocńa dostałam odpowiedź. Czy ktokolwiek tutaj mial rytuał na konkretną osobę, który zadziałał i nie zostawił po sobie żadnego balaganu? Bo caly czas slysze o tym co poszło nie tak, ale czy to znaczy że te pozytywne przypadki w ogóle nie istnieja, czy po prostu nikt o nich nie mówi?
Powiem ci, że znam takie przypadki z drugiej ręki ale akurat te osoby nie siedzą na forach. Jedna znajoma zrobila coś bardzo prostego, zapalała świecę w konkretnym kolorze, wizualizowała otwartość serca, bez targetowania kogoś konkretnego, i po kilku tygodniach relacja, ktora była zamrożona od miesięcy, sama zaczęła się ruszać. Ale ona też nigdy nie twierdziła, że to byl rytuał. Mówiła, że to było bardziej jak... skupienie intencji. nie wiem czy to jest ta sama kategoria o ktorej pytasz.
To wlasciwie ciekawa uwaga bo sam zastanawiam sie gdzie jest granica miedzy rytualem na siebie a rytuałem na kogos. Jeli wyobrazam sobie relacje z kims konkretnym ale skupiam się na tym jak ja się w niej czuje, a nie na tym zeby ta osoba cokolwiek zrobiła, to jest pracca na sobie czy ingerencja? 🙂
To dokladnie to co mi sie przydarzyło. przekonywalm siebie że robię rytuał dla siebie na otwarcie sie na milosc. ale w glowie mialam tylko jeog twarz. I teraz jak o tym mysle, to chyba od pocaztku bylam ze sobą niezbyt szczera co do intencji. mysle że to może byc jeden z tych elementów, które sprawiaja że rytuały idą nie tak nie złe techniki tylko że czlowiek okłamuje siebie w punkcie wyjscia.
O Ewelina to jest chyba bardzo odwazne przyznanie. Czy to znaczy że teraz jak patrzysz wstecz, to widzisz ten moment w ktorym coś poszlo nie tak? Ptam bo zastanawiam się czy jest jakis sygnal który można złapać zanim sie zrobi ten błąd a nie dopiero po fakcie.
Ja sie raz łapałam na tym że robilam cos niby dla siebie ale caly czas myslalam o tej jednej osobie i to sie czulo inaczej niż kiedy naprawde robię cos dla siebie. Taka jest mala różnica w ciele wiesz, jak to sie robi z lęku a jak z takiej otwartosci nie wiem jak to nazzwac ale to se czuje
Slucham tego wszystkiego i mam wrażenie, że mowicie o czyms, co jest bardzo subiektywne. bo skąd wiadomo że się jest w stanie pełni a nie braku? Jak ktoś jest zakochany to naturalnie mu czegoś brakuje. Nie rozumiem jak można zrobić rytual miłosny bez tej tesknoty.
Dzięki za to rozróżnienie, bo to mi naprawde pomogło. Chce się upewnic że dobrze rozumiem, czyli można mieć silne uczucia, robic rytuał ale jeśli jesteś w stanie zaakceptowac że to może nie zadziałać po twojemu, to jest okej? Czy to nadal upraszczam?
Mniej wiecej, ale to nie jest tak że akceptacja wyniku to jedyny warunek moesz sobie powiedzieć że akceptujesz a dalej byc w trybie obsesyjnym to musi byc coś bardziej autentycznego niż deklaracja. ale tak, ta gotowosc na różne scenariusze to jeden z elementów, który odroznia rytual zrobiony z miejsca zdrowego od tgo zrobionego z desperacji.
O matko a czy ktos ma jakies doswiadczenie z rozwiązwaniem rytuału ktory już poszedl zle? Bo przeglądam ten watek i zastanawiam się co można zrobic jeśli ktos jest już w takiej sytuacji jak Ewelina, coś się ruszylo ale nie tak jak chciała. Czy to można jakoś naprawić, czy czeka się aż samo opadnie?
Ojejku, nie wiedzialam że mozna coś odwrócić. To znaczy słyszałam o cord cutting ale myślałam że to do relacji nie do rytuałów. Ewelina, czy próbowałaś czegos takiego?
Nie nie probowalam bo szczerze mowiac nie wiedzialam że to jest opcja. Teraz to slysze i trochę zalujje że wczesniej nie szukalam w tym kierunku. Zamiast tego probowalam po prostu siłą woli przestać myslec o calej sprawie co oczywiscie nie działało
Do cord cutting możesz też uzyc run szczególnie Thurisaz albo Isa. Thurisaz przecina połączenia ktore nie służą, Isa zatrzymuje i zamraża energię. Sama tak robiłam i napprawdę czzuć różnicę. Można zrobic to jako galdr albo jako pracę z bindrune.
To pytanie troche z boku ale ciekawi mnie, czy ktoś próbował czegoś prostszego niż full rytual, zeby wyciszyć cos co zaszlo? Cos bez run, bez specjalnych materialow, bardziej na poziomie intencji albo medytacji? Bo nie kazdy ma dostep do tych wszystkich rzeczy albo wiedze jak z nimi pracowac.
