Trafiłam ostatnio na kilka opisów rytuałów miłosnych i w każdym pojawia się ten sam motyw, ze energia seksualna to jakies paliwo dla całego rytuału. Ze bez niej wszystko słabsze, mniej skuteczne. Zastanawiam sie czy to ma jakies głebsze uzasadnienie czy po prostu popularna narracja ktora wszyscy powielaja. Bo z jednej strony rozumiem ze w magii pracuje sie z emocjami i intencja, a energia seksualna to jedno z silniejszych doznan. Ale z drugiej, rytuały na miłosc kojarzą mi sie raczej z czułoscia, tesknota, a nie z czyms stricte erotycznym. Moze mi sie te dwa watki mieszaja.
Tez sie nad tym zastanawiałam i mysle ze gdzies jest przekłamanie w tym jak to jest opisywane w necie. Bo energia seksualna to nie dosłownie seks, to raczej ta siła tworcza, zyciowa, cos co Hindusi nazywaja szakti albo co w taoizmie to jest jing. Ona lezy u podstawy wszelkiego manifestowania. Rytuał miłosny działa z intencja połaczenia, a ta energia jest po prostu nośnikiem tej intencji. Przynajmniej tak to rozumiem, ale moge sie mylic.
To co napisałas o szakti jest w połowie trafne, ale dosc uproszczone. W tantrze, i tu nie mowie o tantrze w stylu spa-wellness, tylko o tekstach jak Vijnanabhairava Tantra, energia seksualna czyli kundalini jest traktowana jako spiaca moc u podstawy kregosłupa, ktora mozna skierowac wzwyz przez czakry. I teraz, jak ktos robi rytuał miłosny, to niekoniecznie swiadomie pracuje z kundalini, ale moze nieswiadomie aktywowac te sama energię. Problem w tym ze wiekszosc opisow w necie kompletnie to spłaszcza i mowi po prostu "zrob rytuał podczas pozadania". To jest troche jak powiedziec komus "oddychaj głebiej to wyzdrowiejesz", niby nie kłamstwo, ale bez kontekstu nic nie znaczy.
Czytałem ze w niektorych tradycjach okultystycznych, chyba u Crowleya, seks był dosłownie uzywany jako element rytuału, własnie dlatego ze szczytowanie miało byc momentem w ktorym intencja zostaje wystrzelona w eter. Crowley opisywał to dość szczegołowo w swoich pracach o magii seksualnej. Nie wiem na ile to działa, ale koncepcja przynajmniej brzmi spojnie, najbardziej intensywny moment emocjonalny i fizyczny jako taki "strzał" dla intencji.
Dobra, odpowiem konkretnie: tak, chodzi o to ze stan pobudzenia obniża cenzure racjonalna i pozwala na głebsze wbicie intencji w podswiadomosc. Ale uwaga, działa to w obie strony. Jesli masz intencje zabarwiona lekiem, obsesja albo kontrola, ta energia wzmocni własnie to. Dlatego w starszych tekstach tantrycznych zawsze podkreslano stan "bez przywiazania do wyniku", co jest dla wiekszosci ludzi praktycznie nieosiagalne. Bo kto robi rytuał miłosny bez przywiazania do wyniku? No własnie.
To troche brzmi jak pułapka bez wyjscia. Bo jesli zalezy mi na tej osobie i robie rytuał, to siłą rzeczy zalezy mi na wyniku. Jak mam nie byc przywiazana do wyniku? Czy to oznacza ze rytuały miłosne z energia seksualna sa z gory skazane na niepowodzenie, bo nie jestesmy buddyjskimi mnichami?
Ja to widze troche inaczej. Pracuje z runami i w Havamal jest taki fragment, gdzie Odyn mowi ze miłosc zdobyta czarami jest jak złudzenie, i czesc badaczy interpretuje to własnie jako ostrzezenie przed magia miłosna w ogole, nie tylko jako opis techniki. Nie wiem czy przekłada sie to bezposrednio na energie seksualna w rytuałach, ale pokazuje ze ta tradycja miała swiadomosc, ze przy tego rodzaju magii łatwo o manipulacje. Ciekawi mnie czy inne tradycje miały podobne zastrzezenia.
Defixiones to naprawde ciekawy temat, ale tam energia seksualna nie jest explicite wymieniana jako element, one działały przez przywoływanie bostw i demonow, przez imie i moc słowa. To inna mechanika niz ta o ktorej mowimy. Natomiast w Papyri Graecae Magicae, czyli w greckich papirusach magicznych z Egiptu, zdarzaja sie rytuały gdzie stan ciała, post, czuwanie albo własnie pobudzenie seksualne, był uzywany do osiagniecia zmienionego stanu swiadomosci. I to jest juz bliższe temu o czym tu gadamy.
Przepraszam ze wchodze z takim podstawowym pytaniem, ale czytam te rozmowe od początku i troche mi sie pomieszało. Czy wy mowicie o tym ze do rytuału miłosnego trzeba dosłownie właczyc akt seksualny, czy o tym ze wystarczy byc w stanie jakiegos pobudzenia, nawet emocjonalnego? Bo to chyba dwie bardzo rozne rzeczy i mam wrazenie ze rozmawiace o obu naraz.
No własnie, mnie tez to zastanawia. Bo jak szukałam informacji o rytuałach miłosnych to trafiałam na dwa zupełnie rozne swiaty. Jeden to proste rzeczy, sweczki, intencja, wizualizacja. Drugi to zaawansowana magia seksualna a la Crowley albo tradycje lewej sciezki. I nie wiem jak to polaczyc w jedna całosc. Czy te prostsze rytuały w ogole pracuja z energia seksualna, czy to zupełnie inna mechanika?
Dobra, ale jesli jest opcjonalnym wzmacniaczem, to czemu wszedzie pisze sie ze rytuały miłosne sa najlepsze w pełnie, w piatek, kiedy Wenus jest silna i tak dalej? To tez jest jakis rodzaj wzmacniacza, nie? Nie rozumiem czemu własnie energia seksualna miałaby byc czyms szczegolnym przy miłosnych rytuałach, skoro jest tyle innych czynnikow.
Czytam te rozmowe i mam jedno pytanie ktore mnie gryzie od początku: czy w ogole da sie skutecznie zrobic rytuał miłosny bez zadnego elementu tej energii? Tzn. czy ktos z was probowal podejsc do tego czysto "chłodno", intencja, wizualizacja, własciwy czas, i zobaczyc co z tego wychodzi? Bo moze sie okazuje, ze ta energia jest zawsze gdzies w tle, bo trudno myslic o miłosci bez jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego.
Dokładnie to chciałem powiedziec wczesniej i nie umiałem tego ujac. Ze moze ta cała dyskusja o energii seksualnej to w duzej mierze kwestia nazewnictwa. Co jedni nazywaja energia seksualna, inni nazwywa energia pozadania, a jeszcze inni po prostu intensywnym pragnieniem. Moze rozne tradycje mowia o tym samym, tylko przez inne pojecia.
Nie do konca. To nie jest tylko kwestia nazewnictwa, i troche mnie irytuje to sprowadzanie wszystkiego do "no to tak naprawde to samo". W systemach takich jak taoizm czy tantra jest konkretna mapa energetyczna ciała i konkretne praktyki pracy z jing albo kundalini. Ktos kto po prostu "intensywnie pragnie" podczas zapalania sweczki, nie robi tego samego co ktos kto swiadomie pracuje z ta energia przez lata. Oba podejscia moga dac efekty, ale z roznych powodow i w roznej skali. Mowienie ze to to samo tylko dlatego ze "oba maja emocje", to jest jak powiedzenie ze spacer i maraton to to samo, bo oba to chodzenie.
I tu jest własnie sedno problemu z tym tematem. W taoizmie jing to nie jest metafora, to konkretna substancja w ciele ktora sie zachowuje, cyrkuluje albo traci. Praktyki qigong czy neidan maja setki lat i opisuja to bardzo precyzyjnie. Jesli ktos zapala sweczke i mysli intensywnie o ukochanej osobie, to nie przenosi jing. Moze przenosic cos emocjonalnego, jakas psychiczna siłe woli, ale to inna kategoria. Problem w tym ze w zachodniej magii te rzeczy sie zlały w jedno bez zadnego uzasadnienia.
No własnie, mnie to zastanawia od dawna. Bo ten argument "to nie jest oryginalny system wiec nie działa" jakoś mi nie siedzi. Wiekszosc tradycji z ktorymi pracujemy na co dzien to synkretyzmy, runy u Armanen, kabała u hermetystow, astrologia przechodzaca przez arabskie tłumaczenia greckich tekstow. Jesli odrzucamy to co jest zmiksowane, to zostaje bardzo mało.
Słucham tej dyskusji i mam wrazenie ze coraz bardziej odchodzimy od pytania ktore mnie interesuje na poziomie praktycznym. Nie chce wiedziec czy taoizm i Crowley to to samo. Chce wiedziec czy kiedy wykonuje rytuał i czuje przy tym cos co mozna opisac jako pozadanie czy tesknote cielesna, to to pomaga czy przeszkadza. I do tej pory mam wrazenie ze nikt nie odpowiedział mi na to wprost.
ja rozumiem to pytanie bardzo dobrze bo sama je miałam. I z mojego doswiadczenia, to pomaga, ale pod warunkiem ze to pozadanie jest czyste emocjonalnie, tzn ze jest w nim cos ciepłego, a nie tylko obsesyjne "musze go miec". Jak robiłam rytuał z miejsca gdzie byłam spokojna i ciepła w srodku, efekty były inne niz kiedy robiłam z miejsca gdzie byłam zdesperowana.
Ale jak odroznic czy jestes spokojna i ciepła, czy po prostu zdysocjowana i odcieta od emocji? Bo mi sie wydaje ze jak jestem "spokojna", to moge sobie wmowic ze wszystko gra, a tak naprawde po prostu zamrozilam uczucia. I potem rytuał idzie w prozni, bo nie ma w nim nic zywego.
To rozroznienie miedzy sercem a splotem słonecznym, czy to dosłownie praca z czakrami? Bo zaczyna mi sie powoli układac ze moze ta cała "energia seksualna" w rytuałach miłosnych to jest cos co trzeba przeprowadzic przez rozne centra, zeby trafiło w odpowiednie miejsce, a nie po prostu zatrzymac sie na poziomie czystego pozadania.
Czytałam o tym w kontekscie czakr, ze jesli pracujesz tylko z sakralna, to rytuał przyciaga cos fizycznego, pozadanie, ale jesli energia przechodzi przez sercowa, to przyciaga głebsze połaczenie. Zastanawia mnie jednak czy mozna to zrobic intencjonalnie bez lat praktyki, czy to jest cos co po prostu albo sie czuje albo nie.
mnie to troche uspokaja, bo miałem wrazenie ze jak nie medytuje od lat i nie umiem cyrkulowac energii, to moje rytuały sa z gruntu nieważne. A moze one po prostu działaja na innym poziomie, bardziej emocjonalnym niz energetycznym w technicznym sensie? I to tez jest jakis wynik nie?
Nie powiedziałabym ze to tylko pocieszenie. W magii goecyjnej i klasycznym ceremonializmie tez jest koncepcja ze operator musi byc "naładowany", ale tam chodzi o skupienie woli, nie o techniczna wiedze o ciałach subtelnych. To sa po prostu rozne modele. Jesli ktos pracuje w modelu psychologiczno-wolicjonalnym, to szczerosc i intensywnosc moga wystarczyc. Jesli w modelu energetycznym, potrzebuje techniki. Pytanie na jakim modelu stoisz.
I chyba tu jest problem, bo wiekszosc osob nie wybiera modelu swiadomie, po prostu robi rytuał i albo działa, albo nie, i potem szuka wyjaśnienia dlaczego. Mnie to uswiadomiło ze moze warto zaczac od pytania: w co ja właściwie wierze ze sprawia ze cokolwiek w ogole działa? Bo moze odpowiedz na pytanie o energię seksualna zalezy własnie od tego.
Czyli w zasadzie to jest meta-pytanie zanim w ogole zaczniemy gadac o technikach? Troche mnie to frustruje bo liczyłem ze z tej dyskusji wyjdzie cos bardziej konkretnego, co robic, czego nie robic. a tymczasem im dalej tym wiecej warunkow wstepnych i zero konkretu
no dobra ale mimo wszystko, skoro juz jestesmy przy tym ze model ma znaczenie, to moze ktos mi powiedziec jak to wyglada w praktyce? bo rozumiem ze nie ma jednego przepisu ale chyba jest jakas roznica miedzy osoba ktora robi rytuał i mysli "chce go miec" a osoba ktora robi to samo i mysli "chce z nim połaczenia". czy ta roznica w intencji realnie zmienia cos w tym co sie potem dzieje, czy to tylko kwestia tego ze jedna osoba czuje sie moralnie lepiej?
