Jeszcze jedna rzecz, o której nie było mowy w tym wątku. Rytuał miłosny wykonany pod wpływem alkoholu lub substancji. Brzmi śmiesznie? Nie jest. Zdarza się częściej niż myślicie. I to jest chyba najszybsza droga do katastrofy energetycznej. Alkohol rozrzedza pole auryczne, substancje psychoaktywne otwierają na wpływy, nad którymi nie masz kontroli. Robienie rytuału w takim stanie to jak prowadzenie samochodu po pijanemu – możesz dojechać, ale szanse na wypadek rosną dramatycznie.
Chciałabym jeszcze dodać coś o czasie trwania ewentualnych skutków ubocznych. Bo ludzie się boją, że jeśli rytuał się odwróci, to będą cierpieć latami. W moim doświadczeniu, przy typowym rytuale miłosnym (nie mówimy o czarnym weselu czy wielopoziomowym spętaniu), ewentualne objawy trwają od kilku dni do kilku tygodni i ustępują same albo po prostym oczyszczeniu. To nie jest wyrok. Organizm energetyczny, tak jak fizyczny, dąży do równowagi.
