Od mniej więcej ośmiu miesięcy ciągnę codziennie jedną runę z rana, ale zaczynam mieć wrażenie, że robię to trochę z rozpędu. Nie zawsze udaje mi się usiąść, czasem ciągnę przy kawie i lecę dalej, czasem zaglądam do dziennika dopiero wieczorem. Chciałabym usłyszeć, jak to wygląda u was – z jakim rygorem, w jakiej formie, czy to się zmieniało z czasem.
U mnie to wygląda tak: ciągnę zaraz po obudzeniu, jeszcze w łóżku. Kładę woreczek na nocnym stoliku. Wyjmuję bez patrzenia, kładę pod poduszką, otwieram dopiero jak wstanę i zaparzę herbatę. Wtedy patrzę. Brzmi może ekscentrycznie, ale działa od lat.
@Micela Z rozpędu robione codziennie staje się tłem. Lepiej ciągnąć trzy razy w tygodniu z pełnym skupieniem niż siedem razy między prasówką a śniadaniem.
U mnie ciągnięcie tylko wtedy, kiedy czuję, że dzień tego potrzebuje. Nie codziennie. Codzienne ciągnięcie to nawyk, nie praktyka. Kiedyś robiłem siedem dni w tygodniu i wszystkie runy się wymieszały w jedną szarość.
@Micela Zacznij od pytania – co właściwie chcesz, żeby ta runa ci powiedziała? „Co mnie dziś czeka” to inne pytanie niż „na co mam zwrócić uwagę”. Inne też niż „jaka jest energia tego dnia”. Bez wybranego pytania ciągnięcie naprawdę staje się tłem.
