Dręczy mnie temat, którego dotąd unikałam. Mam zamówienie z drugiego końca kraju - ktoś prosi o zestaw run, nigdy go nie zobaczę osobiście, nie będzie przy domykaniu. I cała ta bliskość, na której opieram robienie run dla kogoś, tu odpada. Włos mogę dostać pocztą, imię i datę mam, ale jak właściwie konsekrować i pieczętować zestaw dla osoby, która jest tylko nazwiskiem i kosmykiem włosa w kopercie? Czy w ogóle podejmować się czegoś takiego?
Podejmować, jeśli umiesz się odsunąć. Robiłem to latami. Klucz to prawo styczności - włos był częścią tej osoby, więc niesie z nią połączenie, dopóki tego połączenia czymś nie zerwiesz. Wplatasz włos w proces, najlepiej w dym pieczętujący, i to wystarcza, żeby zestaw przypisał się do niej, mimo że jej tam nie ma.
Ja takich zamówień nie biorę i powiem wprost dlaczego. Konsekracja na odległość opiera się na tym, że ty wkładasz intencję wobec kogoś, kogo nie znasz. Włos niesie połączenie, zgoda, ale to ty prowadzisz cały akt, więc to twoja obecność tam dominuje, nie jej. Dla mnie to z gruntu zestaw „twój dla niej”, a nie „jej”.
Pytanie do całej dyskusji, bo mi się miesza. Czy to prawo styczności, o którym mówi Krysztal, działa też w drugą stronę? Czyli czy włos tej osoby u Pajeczyny nie tworzy połączenia od niej do Pajeczyny, którego potem trzeba pilnować?
Śledzę to z dużą uwagą, bo niedawno odebrałem własny zestaw od przyjaciela i ciągle uczę się tych rzeczy. Pytanie może naiwne - jak ta osoba wyśle Pajeczynie włos pocztą, to czy ten włos po drodze, w przesyłce, przez te wszystkie ręce, nie traci tego połączenia albo nie zbiera czegoś obcego?
Ciekawe, jak ten temat odsłania rzeczy, które przy robieniu z bliska są niewidoczne. Przy siostrze włos wzięłam jej z głowy i od razu użyłam, żadnej drogi, żadnego oczyszczania. Na odległość każdy z tych prostych kroków robi się problemem do rozwiązania.
Wtrącę się z pytaniem, bo mnie to ciekawi od dawna. A czy data urodzenia tej osoby, którą Pajeczyna ma, też niesie jakieś połączenie? Czy to tylko informacja porządkowa? Bo Krysztal wspominał, że bierze datę przy zamówieniach.
A czy ktoś z Was robił kiedyś zestaw na odległość i potem dostał informację zwrotną, że działa? Bo to wszystko brzmi sensownie w teorii, ale ciekaw jestem, czy ktoś ma potwierdzenie z praktyki, że zdalnie domknięty zestaw faktycznie służy tak jak zrobiony z bliska.
Dochodzę późno, ale chcę dorzucić jedną rzecz, której nikt nie ruszył. Skoro robisz zestaw dla kogoś daleko, to przez cały czas roboty ta osoba jest gdzieś w twojej głowie. Strugając, myślisz o niej. I tu jest pułapka - myślisz o niej takiej, jaką sobie wyobrażasz, bo jej nie znasz. A twoja wyobrażona wersja tej osoby wchodzi w zestaw. To inny rodzaj „wkładania siebie” niż przy krwi czy głosie.
Czytam i widzę, jak wszystko się ze sobą wiąże. Im dalej i mniej znasz osobę, tym mniej powinieneś wkładać, bo tym więcej z tego, co wkładasz, jest twoje, nie jej. Z bliska możesz domknąć dużo, bo znasz ją prawdziwą. Na odległość lepiej prawie nic, bo wszystko, co dodasz, będzie twoim wyobrażeniem.
Mam jeszcze pytanie techniczne o samo wideo. Jak prowadzicie domknięcie na żywo przez ekran - galdr też przez kamerę? Bo dźwięk przez głośnik to nie to samo co głos w pokoju. Czy galdr przez ekran w ogóle ma sens?
Robi mi się z tego całkiem precyzyjny obraz, jak to powinno wyglądać. Ale mam wątpliwość - co, jeśli ta starsza pani nie ogarnia wideo technicznie? Bo Pajeczyna mówiła, że osoba starsza. Może nie umieć obsłużyć połączenia. Co wtedy, wracamy do surowego zestawu z instrukcją?
Ciekawe, że im dłużej rozmawiacie, tym bardziej okazuje się, że da się to zrobić dobrze, tylko trzeba świadomie zastąpić każdy brakujący element. Brak wspólnego pokoju zastępuje wspólny czas przez telefon czy wideo. Brak żywego włosa zastępuje oczyszczony włos z poczty. Każdą lukę da się czymś wypełnić.
Wchodzę z czymś, co może namieszać. Zastanawiam się, czy w ogóle powinno się robić ożywiony zestaw run dla kogoś, kogo się nie zna, niezależnie od metody. Bo całą rozmowę kręcimy wokół „jak to zrobić dobrze”, a może odpowiedź brzmi „nie robić wcale, jeśli się tej osoby nie zna”. Surowy zestaw to co innego, to czyste drewno. Ale pełne ożywienie dla nieznajomego?
Pytanie trochę z innej strony - a co z zapłatą? Bo to zamówienie, czyli pewnie odpłatne. Czy branie pieniędzy za zestaw zmienia coś w jego konsekracji? Pytam, bo czytałam gdzieś, że za rzeczy ożywione nie powinno się brać pieniędzy.
A skoro przy pieniądzach jesteśmy - czy ta zamawiająca w ogóle wie, że dostanie surowy zestaw, a nie gotowy do czytania od ręki? Bo wiele osób zamawia runy z myślą „kupuję gotowe, wyjmę i wróżę”. A tu dostanie drewno do samodzielnego domknięcia. To trzeba uprzedzić.
Ta rozmowa robi się prawie poradnikiem, jak podejść do całej sytuacji od początku do końca. Najpierw wyjaśnić, czego osoba oczekuje. Potem zdecydować, co robisz, a co ona. Potem drewno z pustą głową. Potem włos oczyszczony z drogi. Potem domknięcie wspólne przez telefon czy wideo, jej głosem i krwią. To naprawdę złożony proces na odległość.
Cała ta rozmowa uświadamia mi, że robiąc tej pani zestaw, robię jej przysługę większą niż sam przedmiot. Uczę ją, że runy trzeba ożywić, prowadzę przez to po raz pierwszy. Może to jest właściwie najcenniejsza część - nie samo drewno, tylko to, że ona przejdzie przez domknięcie świadomie, z kimś, kto ją prowadzi. Tego nie da jej żaden sklep.
Żałuję, że mój przyjaciel nie przeczytał takiego wątku przed zrobieniem mi tamtego zestawu. Gdyby mnie przeprowadził przez domknięcie zamiast zrobić wszystko za mnie, miałbym dziś żywe runy, a nie te, które muszę przekonsekrować. Ale dzięki tej rozmowie wiem już dokładnie, co zrobić ze swoimi i jak kiedyś zrobić komuś innemu.
Zauważcie, jak ten temat splata się z poprzednim o robieniu run dla bliskich. Tam mówiliśmy o siostrze obok, tu o nieznajomej daleko. A wniosek na obu końcach ten sam - im mniej znasz osobę, tym mniej wkładasz, a obdarowany zawsze powinien mieć udział w domknięciu. Odległość to tylko skrajny przypadek tej samej zasady.
Ja z tej rozmowy wynoszę całą mapę, choć sam nie planuję jeszcze nikomu robić. Ale gdy kiedyś przyjdzie, będę wiedział, gdzie postawić daną sytuację na tej osi i co z tego wynika. To więcej, niż się spodziewałem, wchodząc tu tylko z ciekawości.
Dobrze, że ten temat w końcu ktoś ruszył porządnie, bo zdalne robienie run to rzecz, o której krąży dużo półprawd. Większość poradników mówi tylko „użyj włosa” i na tym kończy, jakby to załatwiało sprawę. A tu widać, że za tym stoi cała oś decyzji, oczyszczanie włosa z drogi, jednoczesność czasu, pusta głowa przy struganiu i dziesięć innych rzeczy.
Mam wrażenie, że dotknęliśmy prawie wszystkiego, ale jedna rzecz mi umyka. Co z czasem między zrobieniem drewna a domknięciem na odległość? Bo przy bliskim domykasz w miarę szybko. A tu drewno jedzie pocztą dni, potem trzeba umówić termin domknięcia. Zestaw leży gotowy fizycznie, ale niedomknięty, u obcej osoby, przez jakiś czas. Czy ten czas leżenia surowego zestawu u niej czemuś szkodzi?
A czy przed wysłaniem drewna trzeba ją jakoś przygotować praktycznie? Bo do domknięcia będzie potrzebowała pewnych rzeczy u siebie - lancet, ochra czy coś do barwienia krwią, świeca, dym. Jak ona tego nie ma, to w dniu domknięcia okaże się, że nie ma czym pracować.
Robi się z tego naprawdę kompletna lista rzeczy do ogarnięcia - drewno, włos, komplet do domknięcia z nowym lancetem, instrukcja, umówiony termin, połączenie telefoniczne albo wideo. Aż dziwne, że przy zestawie dla siebie nic z tego nie trzeba, a przy zdalnym jest tego tyle.
Czytam tę listę i myślę sobie, że może najtrudniejsze w zdalnym wcale nie jest techniczne ogarnięcie, tylko utrzymanie powagi aktu mimo całej tej logistyki. Bo jak siedzisz z bliską osobą przy świecy, powaga przychodzi sama. A jak pakujesz lancety do koperty i umawiasz termin jak do dentysty, łatwo zgubić to, że to obrzęd, nie wysyłka paczki.
Ten przeskok od techniki do powagi aktu jest dla mnie najcenniejszy. Bo na początku wątku myślałem, że to wszystko o włosie i prawie styczności. A okazuje się, że techniczne rozwiązania to dopiero połowa, a druga połowa to utrzymanie sensu mimo tych rozwiązań. Bez tej drugiej połowy nawet idealnie ogarnięta logistyka da martwy zestaw.
