Hej, chciałam zapytać czy ktoś miał doświadczenie z runami w kontekście takiego... odbudowywania sie? Mam na myśli sytuację kiedy człowiek trochę straci kontakt z wyobraźnią, ze snami, z takim wewnętrznym życiem i zastanawiam się czy runy mogą tu coś dać. Pytam bo mam bliską osobę która wróciła po dłuższym pobycie w szpitalu i jest jakby zgaszona, mówi że nic nie czuje, nie marzy, wszystko jest płaskie. Nie pytam o żadne cuda, pytam czy praca z runami może wogóle coś takiego ruszyć z miejsca.
To jest bardzo poważne pytanie i cieszę się że je zadajesz, bo widzę że chodzi ci o kogoś bliskiego a nie o efekty dla efektów. powiem tak: runy mogą działać jak takie lustra, pomagają zobaczyć co jest w środku, ale żeby to w ogóle działało, ta osoba musi chcieć z nimi pracować. Jeśli jest kompletnie wycofana to może być za wcześnie. Najpierw bym zapytała - ona sama chce próbować czegoś takiego, czy to twój pomysł??
Oj to jest w ogóle ciekawy temat bo ja nigdy nie myślałam o runach w takim kontekście, bardziej jako wróżba albo magia, ale to co piszesz Jowitka to ma sens. Jak człowiek jest po takim doświadczeniu to często potrzebuje jakiegoś rytuału, czegoś co nada strukturę. Runy mają właśnie tę strukturę - są konkretne, każda coś znaczy, można to zapisywać, porównywać. Myślę że to może byc lepsza opcja niż np. tarot, który jest bardziej chaotyczny i interpretacyjny.
No nie wiem czy to jest aż tak dobry pomysł. jak ktoś wychodzi ze szpitala psychiatrycznego to jednak powinien mieć wsparcie specjalistów a nie forum ezoteryczne. Mówię to bez złośliwości ale trochę mnie niepokoi kiedy ezoteryka zaczyna wchodzić w obszary medyczne. ^^
Anastazja ma rację. I dodam, że runy same w sobie nie leczą, ale praca z nimi wymaga skupienia, refleksji, sięgania do własnych odczuć. 🙁 Dla kogoś kto mówi że wszystko jest płaskie - samo to ćwiczenie "co czuję kiedy patrzę na tę runę" może być pewnego rodzaju treningiem uważności. Zupełnie analogicznie do uważność.
to co pisze Pogodnica to akurat ma sens, sam robilem przez jakis czas dziennik run i to ze codziennie siadasz i probujesz cos poczuc, zobaczyc, skojarzyc - to jest cwiczenie wyobrazni niezaleznie od tego czy wierzysz w magie czy nie. Jak ktos jest w takim stanie o jakim piszesz to moze wlasnie brakuje mu takich malych codziennych rytualow ktore daja poczucie ze cos kontrolujesz.
a od jakich run w ogóle zacząć w takiej sytuacji? bo ja się uczę run od jakiegoś czasu i nawet nie wiem które by pasowały do czegoś takiego jak odbudowanie wyobraźni
Dobre pytanie, powiem co myślę. Kenaz - to jest runa wewnętrznego światła, twórczości, rozpalania czegoś w środku. eee, jak coś jest zgaszone to Kenaz jest pierwsza na którą bym wskazała. Ingwaz to runa potencjału i dojrzewania, takiego spokojnego procesu bez pośpiechu. Berkano kojarzona jest z nowym początkiem i regeneracją. Nie dawałabym od razu rud związanych z działaniem i siłą jak Thurisaz czy Tiwaz, to na inny etap.
a jak ona ma te runy ciągnąć,jedną dziennie czy co? bo chyba nie będzie robic pełnych rozkładów jak jest po przejściach, to by ją mogło przytłoczyć nie? 😛
Tak w ogóle, o właśnie to z zapisywaniem mnie interesuje, bo ona lubi pisać, przed szpitalem prowadziła dziennik. To morze by połączyć - runa i dziennik? Coś jak coddzienne ćwiczenie?
przepraszam że wchodzę, znam się bardziej na tarotu ale przewijam sobie ten wątek z zainteresowaniem i mam pytanie - czy te runy trzeba mieć fizyczne, takie drewniane albo kamienne, czy można to zacząć na karteczkach? bo może na początek łatwiej jest sobie zrobić samemu zanim kupi się prawdziwe?
karteczki są spoko na naukę ale jest różnica w kontakcie fizycznym z materiałem. drewno czy kamień mają inną fakturę, inaczej sie je trzyma w dłoni. to nie jest magia tylko psychologia, dotyk konkretnego przedmiotu mocniej angażuje uwagę. ale na start karteczki wystarczą, nie trzeba od razu wydawać kasy.
chcę dodać jedno bo myślę że warto to powiedzieć wprost - przy takiej pracy ważne zeby tempo było spokojne. Sama miałam etap gdzie byłam bardzo wymęczona i zaczęłam pracę z runami zbyt intensywnie, za dużo naraz, i to mnie nie budowało tylko znowu przytłaczało. Jedna runa, jeden dzień, jedno skojarzenie. Bez oceniania siebie że "nic nie czuję" albo "robię to źle". To jest szczególnie istotne kiedy ktos wychodzi z czegoś trudnego.
Hazel ma rację że tempo jest ważne ale ja nadal mam wątpliwości. Jak ktoś jest po hospitalizacji psychiatrycznej to interpretowanie symboli i przypisywanie im znaczeń do własnego życia może być ryzykowne. Co jeśli wyciągnie runę którą zinterpretuje negatywnie? Nie boimy sie że to może zaszkodzić zamiast pomóc?
nadrabiam ten watek z zainteresowaniem i mam jedno pytanie ktore mi chodzi po glowie, moze glupie - czy w ogole da sie komus "nauczyc marzyc" z zewnatrz? Czy to nie musi przyjsc od srodka samo? 🙁
no wlasnie to co Jowitka mówi ma sens. runy nie zrobią za kogoś tej pracy, ale mogą być takim... punktem zaczepienia? jak ktoś nie wie od czego zacząć to runa wyciągnięta rano daje mu coś konkretnego na co może spojrzeć i coś poczuć. albo i nie poczuć, i to tez jest informacja
powiem jedno i tu się trochę nie zgodzę z Brygidą. Runy nie są wróżbą w sensie "runa ci mówi co się wydarzy". to jest raczej lustro. i lustro może odbić coś nieprzyjemnego, jasne, ale samo w sobie nie jest niebezpieczne. niebezpieczne jest zostawienie kogoś z tym bez kontekstu. 😀
hej, a ja mam pytanie może bardziej praktyczne, bo jakoś ten wątek poszedł bardzo w filozofię a mnie ciekawi konkret - Runiarka, mówiłaś wcześniej o Kenaz i Ingwaz, ale czy są runy których UNIKAĆ w takiej sytuacji? bo np. Hagalaz mnie trochę przeraża jak czytam opisy
okej, czyli rozumiem że można jak gdyby wybrać z których sie ciągnie? że nie musi być cały futhorc?
to mi nie do końca siedzi, nie znaczy to że jak ciagniesz tylko "pozytywne" runy to wynik jest fałszowany? bo przecież runy mają ci powiedzieć coś prawdziwego a nie to co chcesz usłyszeć. chhyba?
właśnie to jest ciekawe rozróżnienie które tu wychodzi - runy jako wróżba kontra runy jako ćwiczenie uwagi i wyobraźni. ja do tej pory myślałam głównie w kategorii wróżby i trochę mi otwiera oczy to co tu piszecie. to są dosłownie dwa różne zastosowania tego samego zestawu symboli
No ale, cefeida ma rację. historycznie zreszta runy miały więcej funkcji niz tylko wróżebna. były pismem, były używane do inskrypcji ochronnych, do zaklęć. wróżba to jeden z aspektów. praca z nimi jako z systemem symbolicznym do refleksji to nie jest jakies nowoczesne wymyślanie, to jest po prostu inne podejscie do czegoś co zawsze miało wiele twarzy
mnie tu jeszcze jedno uderza w tej całej rozmowie. wszyscy mówimy o tym żeby chronić tę osobę przed trudnymi runami, przed przytłoczeniem, przed złą interpretacją. i rozumiem to. ale czy nie ma tu ryzyka że zrobimy z run coś tak opakowanego w bawełnę że ona poczuje że jest traktowana jak dziecko? bo to też może zaszkodzić
no właśnie, myślę że ta rozmowa z nią jest kluczowa zanim wogóle weźmie runę do ręki. żeby ona wiedziała na czym to polega. bo wtedy Hagalaz nie jest straszna, jest po prostu symbolem zmiany i można z nią posiedzieć spokojnie.
czytam i mam pytanie trochę z boku - a skąd w ogóle wiadomo że to jest dla niej teraz odpowiedni czas? znaczy ona sama powiedziała że chce, ale czy to nie może być takie impulsywne że "chcę zacząć TERAZ wszystko"? bo ja tak miałam po pewnym trudnym czasie, że chciałam naraz zacząć 10 rzeczy i wszystko się rozsypało
Z drugiej strony, obserwuję tą dyskusję i sie przyglądam i mam mieszane uczucia. z jednej strony wszystko co tu mówicie brzmi ładnie i sensownie. z drugiej - nikt z was nie zna tej osoby poza Jowitką, i trochę dziwne jest to że cała dyskusja o tym czy ZACZAC, JAK zacząć i co jej powiedzieć toczy sie na forum a nie między Jowitką a nią samą. może po prostu zapytajcie jej zdania na te wszystkie kwestie które tu omawiamy? 😉
no i właśnie o to mi chodziło. ta cała dyskusja jest bardzo ładna ale troche jakbyśmy planowali wycieczkę dla kogoś kto nie wiedział że go zabieramy. @Jowitka Masz zamiar w ogole zapytac ta osobę co ona o tym myśli, zanim my tu rozpiszemy sie na 50 postów?? 😉
