Mam wrażenie że ta rozmowa krąży teraz wokół gotowości, a nie wokół samej techniki łączenia. I zastanawiam się czy to nie jest jednak nieco inne pytanie. Bo można być dobrze przygotowanym i nadal nie wiedzieć jak technicznie postawić spread który ma sens dla obydwu systemów jednocześnie.
Tu wracam do tego co mówiłam wcześniej o oczekiwaniach. Jeśli runa jest już aktywna kiedy ciągniesz kartę, to czy nie filtrujesz karty przez pryzmat runy? Wydaje mi się że to ryzyko jest spore, bo możesz nieświadomie szukać w karcie potwierdzenia tego co już pokazała runa.
To jest chyba ten moment gdzie rozumiem różnicę. Dwie oddzielne sesje możesz porównywać zewnętrznie, po fakcie. Połączona sesja oznacza że te systemy faktycznie wchodzą ze sobą w kontakt w czasie czytania. I albo to akceptujesz jako część procesu, albo nie łączysz.
Ale czy jest jakaś wersja łączenia która to ryzyko wpływu minimalizuje? Myślę na przykład o tym żeby losować runę i kartę jednocześnie, żadna nie jest pierwsza, obie przed tobą w tym samym momencie. Czy to w ogóle ma sens?
Wracając do pytania Natalie o to dla kogo to ma sens, mam własną obserwację. Przez jakiś czas próbowałam łączyć i doszłam do wniosku że to nie dla mnie, przynajmniej nie teraz. Nie dlatego że to zły pomysł, tylko że każda z tych dwóch rzeczy rozmywała mi się kiedy patrzyłam na obie. Może to jest właśnie ten sygnał o którym mówił Ballen, że nie jestem jeszcze na tym etapie.
Wróciłam do jednego systemu, ale nie zarzuciłam myśli o łączeniu całkowicie. Po prostu postanowiłam że najpierw doprowadzę runy do tego miejsca, o którym mówił Ballen, czyli żeby znaczenie przychodziło bez szukania. Tarot zostawiłam na bok na jakiś czas. Nie wiem jeszcze kiedy wrócę do pomysłu łączenia.
To co opisuje Mirta jest według mnie kluczowe dla całej tej dyskusji. Nie chodzi tylko o to czy można łączyć, ale o to jakim kosztem. I nie mówię że koszt jest za wysoki, mówię że warto go znać zanim się zacznie.
Zastanawiam się czy ta analogia z językami nie jest trochę za mocna. Języki mają gramatykę, zasady, tysiące słów. Runy to dwadzieścia kilka znaków, tarot to siedemdziesiąt osiem kart. Czy naprawdę obciążenie jest porównywalne?
Wracając do pytania technicznego bo trochę od niego odeszliśmy, jak to wygląda u tych z was którzy naprawdę to stosują, czy macie jakiś stały schemat sesji? Znaczy czy decydujecie z góry kiedy sięgacie po runę a kiedy po kartę, czy to jest płynne?
To jest ciekawe rozróżnienie, bo ja do tej pory myślałam o łączeniu jako o tym że jedno uzupełnia drugie w ramach tego samego pytania. A tu słyszę że można to rozdzielać już na poziomie samego pytania. Czy to nadal jest 'łączenie' czy to już jest po prostu dwa osobne systemy stosowane naprzemiennie?
Myślę że tu mamy de facto dwa różne modele i warto je rozdzielić. Jeden to łączenie w ramach jednego pytania, jedno odgrywa się w odniesieniu do drugiego. Drugi to dobieranie systemu do pytania, ale to są wtedy osobne sesje. I ta rozmowa od początku trochę miesza te dwa podejścia.
Tak, dokładnie o to mi chodziło na początku. Ale ta rozmowa pokazała mi że to jest szersze pytanie niż myślałam. Bo jeśli dobierasz system do pytania to też w jakimś sensie pracujesz z dwoma systemami, tylko nie jednocześnie.
A czy jest jakaś różnica w tym co dostaje się w wyniku, zależnie od modelu? Znaczy czy łączenie w ramach jednego pytania daje coś czego nie daje podejście z dobieraniem systemu do pytania?
Ale czy to tarcie nie jest też ryzykiem? Jeśli dwa systemy dają sprzeczne wskazania, to co wtedy? Który ma pierwszeństwo i dlaczego? To jest pytanie którego nie słyszałem jeszcze w tej rozmowie.
To co opisuje Mirta jest dla mnie bardzo ważnym głosem w tej rozmowie, bo wskazuje na coś czego nie da się ominąć. Jak pracujesz z dwoma systemami i dostajesz sprzeczność, to musisz mieć jakiś własny framework do jej obsługi. Inaczej sesja kończy się zawieszeniem, nie odpowiedzią.
A czy to jest zawsze problem? Znaczy, czy sesja która daje więcej pytań jest nieudana? Pytam serio, bo nie wiem jak to oceniać.
Ale to znaczy że łączenie systemów bardziej nadaje się do pytań otwartych? Że przy konkretnych lepiej trzymać się jednego? Czy to jest jakaś zasada którą stosujecie, czy ja to za bardzo upraszczam?
To jest coś nowego dla mnie. Myślałam że różnica między runami a tarotem jest bardziej o klimacie, o tym że runy są starsze i bardziej surowe w wyrazie. A tu słyszę że to jest też różnica funkcjonalna, że służą do inaczej zadawanych pytań.
Mnie też to zastanawia. Czy to jest tak że runy i tarot mają różne zakresy zastosowań, czy to jest raczej kwestia tego jak poszczególni praktycy nauczyli się ich używać?
To co mówi Ballen chyba wyjaśnia też skąd bierze się to napięcie o którym mówiła wcześniej Paradoxa. Karta daje ci narrację, runa daje stan, i jak je ze sobą zestawisz to może się okazać że narracja i stan sobie przeczą. I to jest właśnie ta informacja.
To jest chyba klucz do tego jak czytać sprzeczność, nie jako błąd systemu, tylko jako odzwierciedlenie złożoności samej sytuacji. Ale to wymaga dojrzałości w czytaniu, nie? Żeby nie wpadać w panikę że coś się nie zgadza.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i właśnie to mnie najbardziej zastanawia. Czy jest jakiś moment w nauce kiedy zaczyna się tę sprzeczność traktować jako informację, a nie jako problem? Czy to przychodzi samo czy trzeba to jakoś świadomie w sobie przepracować?
Wracając do pytania Natalie z początku tego wątku, bo mam wrażenie że ta rozmowa daje już jakieś konkretniejsze odpowiedzi niż na początku. Łączenie systemów jest możliwe, ale wymaga czegoś więcej niż znajomości obu z osobna. I to chyba jest ta najważniejsza rzecz której sama nie wiedziałam zanim zaczęłam czytać tę dyskusję.
To co napisała Mirta na koniec brzmi jak całkiem dobre podsumowanie, ale mam pytanie do niej i do Kaduli. Mówiłyście o tym że sprzeczność jest informacją, że wymaga frameworku. Ale skąd wiadomo kiedy budować ten framework, a kiedy po prostu odpuścić i zostać przy jednym systemie? Bo może dla kogoś kto dopiero zaczyna to jest po prostu za duże obciążenie.
Mam wrażenie że tę rozmowę trochę zdominował wątek sprzeczności i frameworków, a zgubiłyśmy coś co Natalie pisała wcześniej. Że myślała o łączeniu z powodów bardziej intuicyjnych, bo czuła że coś jej w jednym systemie nie daje odpowiedzi. Czy nie warto by wrócić do tego co ją skłoniło do pytania?
Dobrze że o tym przypomniałaś. Tak, zaczęłam pytać bo robiłam sesję na konkretne pytanie, miałam rozłożone karty i czułam że czegoś brakuje. Że karty mówią mi dużo ale jakby za dużo jednocześnie. I pomyślałam że może runy dałyby mi jakiś jeden wyraźny sygnał. Ale teraz po tej rozmowie zastanawiam się czy to był dobry instynkt czy szukanie kolejnej informacji bo nie potrafiłam zaakceptować tej którą już miałam.
To co opisujesz to jest bardzo konkretna rzecz i znam to z własnej praktyki. Pytanie czy sięgnęłaś po drugi system dlatego że karty nie dały ci nic, czy dlatego że dały ci coś czego nie chciałaś zobaczyć. To są dwie zupełnie różne sytuacje.
