Da sie samemu, spokojnie. Kurs to nie jest konieczność. Potrzebujesz dobrej książki ewentualnie, Pennick albo Thorsson to klasyka choc po angielsku. Po polsku jest Karpowicz "Runy" albo Dąbrowski, poziom rożny ale jako start ujdzie. I właśnie te karty o których mówi Anastazja pomagają na początku, bo masz opis pod nosem.
Słuchajcie, a czy to nie jest tak, że jak uczysz się z kart gdzie masz wydrukowane znaczenia, to w momencie gdy przejdziesz na same kamienie czy drewno - twój mózg i tak już to zapamiętał i nie ma problemu? Tzn. pytam bo sama się zastanawiam nad nauką i wydaje mi się ze różnica między kartą a kamieniem to tylko kwestia podpórki dla pamięci, nie żadna głębsza sprawa.
no właśnie, to jest chyba klucz. Ja jak czytam opis na karcie to trochę czytam, nie interpretuję. Przynajmniej mam takie wrazeenie. Nie wiem czy to złe ale jakos tak czuję że za bardzo opierałam się na tekście a nie na samym znaku.
Co do kwestii samodzielnego rysowania run, ktora Szaman poruszył - mam swoje zdanie. Robiłem to przez pewien czas, rysowałem każdą runę ołówkiem na kartce zanim zacząłem wieczorną praktykę. Efekt był taki że na prawdę zacząłem patrzeć na kształt, nie tylko pamiętać "ach, Fehu to bydło i bogactwo". ale to wymaga cierpliwości i nie każdy ma czas na takie rzeczy.
ta kwestia rysowania mnie wciągnęła. przy tarocie nikt chyba nie rysuje własnych kart na start, bo po co jak sa gotowe. ale z runami to ma jakis sens, bo znak jest prosty i mozna go wykonac samemu. ciekawe czy to cokolwiek zmienia w interpretacji czy po prostu czujesz sie bardziej zaangażowana
Wróżbitka porusza coś ważnego. To zaangażowanie nie jest ozdoba, to sedno. kiedy własna ręka kreśli znak, jest też czas na myśl. Każda runa ma swój kierunek kreski, swoją proporcję. To nie jest szybkie. i właśnie w tej powolności dzieje się nauka - inna niż zapamiętywanie z karty.
ok ale czy jest jakikolwiek historyczny powód żeby myśleć że runiczne wtajemniczenie wymagało rysowania? bo wiem że istniały tradycje rycia w drewnie, ale rysowanie ołówkiem na kartce to jednak trochę inna sprawa. pytam szczerze, nie ironicznie.
Nie o tym chciałam pisać ale skoro Ewelinka pyta o historię - czy ktoś wie jak długo trwało wtajemniczenie w tradycyjne runy, tzn. w jakiej tradycji? Bo słyszałam coś o 9 nocach powieszenia Odyna i to jest mitologia, ale czy jest coś bardziej praktycznego?
Wracając do tego co Cecylka pisała o porównywaniu kart i kamieni naprzemiennie - mam podobne doświadczenia ale chcę dodac jedną rzecz. kiedy byłam w złym miejscu emocjonalnie, żadne sposób nie działało dobrze, ani karty ani kamienie. Jak bylam spokojna i skupiona, oba działały podobnie. To mnie nauczyło że piszę bardziej o sobie niż o tym co trzymam w rękach.
dobra, to ja mam pytanie praktyczne do tych co już przetestowali oba podejścia. Ile czasu realnie potrzeba żeby przejść od kart z opisem do samodzielnej pracy z kamieniami? mówię o takim poziomie że nie sięgasz po opis przy każdej runie bo już wiesz. tygodnie, miesiące?
To zależy od człowieka, Nashira, i naprawdę nie ma jednej odpowiedzi. Widziałem ludzi którzy w miesiąc ogarnęli 24 runy na tyle zeby pracować bez ściągi, i widziałem takich co po roku nadal sięgają po notatki. Ale jeśli masz codzienną praktykę, choćby 15 minut - losowanie jednej runy rano i obserwowanie dnia pod jej kątem - to po 2-3 miesiącach większość znaczeń siedzi. Karty z opisem przyspieszają ten czas o może 20-30%, przynajmniej moim zdaniem.
mam wrazenie ze to pytanie "ile czasu" jest troche postawione od złej strony. zamiast liczyc tygodnie lepiej zapytać: czy jak wylosowałaś dziś rano runę, to pierwsza myśl była o znaku czy o opisie ktory gdzies przeczytałas? to jest lepszy miernik niz kalendarz.
3 tygodnie to naprawdę nic. daj sobie spokój z liczeniem czasu, serio. nikt nie mówił że to sprint. i ten odruch do opisu nie jest zły - to znaczy że mózg szuka kontekstu, to normalne przy uczeniu się czegokolwiek nowego. 🙁
ok ale poczekajcie - to co Telesfor opisuje może być po prostu efektem tego, że wcześniej dużo czytał o runach i te obrazy to nie jest żadna intuicja tylko po prostu skumulowane skojarzenia z lektur. nie mówię że to źle, ale trochę ostrożniej z tym mistycznym językiem. "flash" i "obraz" brzmi ładnie ale to może być zwykłe przypomnienie sobie czegoś co już gdzies przeczytał. 🙂
te dwa podejścia nie muszą ze sobą walczyć. Szaman i Ewelinka opisują to samo od różnych stron i oboje mają rację. Praktycznie patrząc - jeśli praca z runą daje ci uzyteczny wglad, to czy to "intuicja" czy "skojarzenie" jest pytaniem filozoficznym, nie praktycznym. hehe
ja przeczytałam całą tę dyskusję i boję się zapytać ale zapytam - co to jest w ogóle ten "wgląd" o którym piszecie? tzn. jak to wygląda w praktyce kiedy runy "działają"? bo ja jestem na poczatku i szczerze nie wiem czego szukać,czy jakiegos uczucia, czy mysli, czy co. przepraszam jeśli głupie pytanie ale naprawdę nie wiem
o właśnie, Wrozbitka mówi coś co ja też czuję - ja chyba za dużo myślę co powinnam interpreetować zamiast po prostu... być z tym. ale jak "po prostu być"? to brzmi jak medytacja a ja z medytacją to raczej słabo
hej, wchodze w tę dyskusje z boku bo szukałem info o runach i trafiłem na ten watek. Nashira, a ty używasz kart runicznych czy kamieni? bo caly czas czytam że to ma znaczenie ale nie rozumiem dlaczego kamien mialby być inny niż karta jeśli masz ten sam obrazek. czego ja nie rozumiem?
i tu się pojawia temat wchu, który gdzies był wzmiankowany wcześniej w tym wątku. bo niektórzy pracują z drewnianymi runami i drewno pachnie, zwłaszcza jeśli jest z konkretnego gatunku. buk pachnie inaczej niż jesion. to może brzmieć dziwnie ale zmysł węchu ma bardzo bezpośrednie połączenie z pamięcią i emocjami, i jeśli twoja praca z runami ma zapach - dosłownie, fizyczny zapach drewna albo kadzidła - to ten zapach może wchodzić jako dodatkowy sygnał. z kartami tego nie ma w ogóle.
...i to nie jest żaden mistycyzm, to neurologia. węch omija wzgórze i idzie prosto do układu limbicznego, czyli do emocji i pamieci. dlatego zapach drewna moze uruchomić coś głębszego niż sama wizualna analiza kształtu runy. karta tego nie da.
o chwila, chwila - czyli Ceniek mówi że kamienne albo drewniane runy działają lepiej bo PACHNĄ? to brzmi... dziwnie szczerze mówiąc. nigdy bym na to nie wpadla. ale jak pomyślę że moje karty są po prostu papierowe i nie mają żadnego zapachu to trochę smutno haha
to jest ciekawe co Ceniek pisze bo ja mam drewniane runy ze sklepu i one chyba pachną jakąś chemią lakieru a nie drewnem haha. czy to coś psuje? serio pytam, nie ironizuję
mam pytanie do Cenka bo mnie to ciągnie - czy przy pracy z runą dosłownie wąchasz znak przed odczytem czy to raczej jest tak że zapach jest po prostu w tle i działa niejako sam? bo wyobrażam sobie że celowe wąchanie każdego kamienia przed rzutem wyglądałoby dość dziwnie 😉
jest w tym coś glebszgeo. w wielu tradycjach zapach był progiem między zwykłą świadomością a tym co inne. kadzidło, żywica, zioła. nie przez przypadek nos jako brama. może drewniana runa nie jest lepsza od karty, ale jest bardziej całościowa - dotyk, zapach, ciężar. karta jest tylko okiem.
okej to ja chyba muszę przemyśleć czy nie warto jednak zainwesotwać w kamienie. ale czekajcie, ja mam jeszcze jedno pytanie - czy ktoś z was zaczynał od kart i POTEM przeszedł na kamienie? i co się zmieniło konkretnie? bo te opisy są fajne ale chce usłyszeć jakieś realne "miałam karty, potem wzięłam kamień i wtedy..."
ja zaczynałam od kart tarota więc trochę inna ścieżka, ale jak pierwszy raz wzięłam do ręki kamienne runy to poczułam że karta to jakby zdjęcie a kamień to sam przedmiot. nie umiem tego lepiej opisać. coś się zmienia kiedy masz ciężar w dłoni.
dobra, wejdę tu z innej strony. dużo tu o zmysłach i ciele i to spoko, ale nikt nie powiedział głośno że karty runiczne mają jedną praktyczną zaletę której kamienie nie mają - są CZYTELNE. na kamieniu ryty znak morze być słabo widoczny, namalowany moze się zetrzeć. na karcie masz wyraźny symbol i często od razu kontekst wizualny który pomaga skojarzyć dla kogoś kto się uczy znaczeń - to nie jest bez znaczenia.
