Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie które chyba nikt nie zadał. Czy świecznik który był już używany do konkretnego rytuału wcześniej przez kogoś innego, na przykład dostany w prezencie albo z drugiej ręki, wymaga innego rodzaju konsekracji niż nowy? Bo mam wrażenie że dużo tu mówicie o nowych przedmiotach, a co z historią która jest w środku.
i do tego powiedziałabym, że przy świeczniku z drugiej ręki oczyszczanie powinno być głębsze i dłuższe niż przy nowym. Nie raz, nie przez jeden wieczór. Mnie uczono że taki przedmiot potrzebuje przynajmniej trzech oddzielnych sesji, z przerwami między nimi, żeby to co w nim siedzi miało czas "odejść", bo jedno oczyszczenie może ruszyć warstwy ale nie wyczyścić ich do końca.
A ja mam pytanie które mnie od dawna nurtuje przy tym wątku o świecznikach z drugiej ręki. Czy jeśli ktoś dostał świecznik w prezencie od osoby bliskiej, która sama go używała do dobrych celów, to nadal trzeba go czyścić tak samo gruntownie? Bo intuicyjnie czuję że to chyba inaczej, ale może się mylę.
Przy prezentach od bliskich mam trochę inne podejście niż Anusia. Oczyszczam tak samo gruntownie, ale poprzedzam to krótką chwilą wdzięczności dla poprzedniej właścicielki. Nie dlatego że to coś zmienia energetycznie, ale dlatego że mi samej pomaga oddzielić "jej świecznik" od "mojego świecznika". Coś w rodzaju symbolicznego przejęcia.
Wracając do tego co Kinsia pytała o używany świecznik, czy w takim razie kupiony na pchlim targu albo w sklepie ze starociami to jest jeszcze gorzej? Bo tam nawet nie wiesz od kogo pochodzi, nie mówiąc już żeby wiedzieć co z nim robiono.
Mam pytanie do Joasi albo Kornelii bo nie rozumiem jednej rzeczy. Przy tym oczyszczaniu świecznika z drugiej ręki, czy sama metoda oczyszczania powinna być inna niż przy nowym? Czyli czy np. dym z ziół działa tak samo na starą energię jak na nową, czy potrzeba czegoś mocniejszego?
A co z kryształem który miałam przy talerzu, bo wróciłam do myśli o całym tym oczyszczaniu i zastanawiam się czy przed oczyszczaniem świecznika drewnianego mogłabym postawić przy nim kryształ górski, żeby wspomóc ten proces. Czy to ma sens czy to już mieszanie za dużo rzeczy naraz?
Czytam ten wątek i mam pytanie może trochę inne od reszty. Czy w ogóle jest jakaś różnica między świecznikiem który "nic nie poczuł" po konsekracji a takim który poczuł wyraźnie, pod względem tego jak działa podczas rytuału? Bo z tego co tu czytam wynika że wrażenia są ważne, ale nie do końca rozumiem czy to wrażenia walidują skuteczność czy są jej częścią.
Przy tym co Obsydiana pyta i co Kornelia odpowiada, mam wrażenie że cały czas kręcimy się trochę wokół pytania czy konsekracja jest czymś co dzieje się w przedmiocie czy w osobie która ją przeprowadza. Bo jeśli to dzieje się głównie w osobie, to wrażenia mają sens jako marker stanu praktykującego. A jeśli dzieje się w przedmiocie, to wrażenia są wtórne. Ktoś ma zdanie w tę czy w drugą stronę?
Ale jeśli tak jest, to właściwie po co konsekrować świecznik, a nie np. siebie samą przed rytuałem? Mam wrażenie że mamy tu założenie że przedmiot musi być przygotowany, a może to jest bardziej o tym że my musimy być przygotowani i świecznik jest tylko pretekstem do tego skupienia?
Ale jak możesz wiedzieć że zmiana była w świeczniku a nie w tobie przez sam fakt że go skonsekrowałaś? Bo jak wiesz że byłaś tak samo skupiona w obydwu przypadkach?
Właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam o wrażenia. Bo wychodzi na to że nie mamy dobrego sposobu żeby odróżnić te dwa przypadki, i to mnie trochę niepokoi przy całej tej dyskusji o tym co robi konsekracja.
Mam wrażenie że ta dyskusja o tym gdzie zachodzi zmiana jest ciekawa, ale trochę odchodzi od początku wątku. Kornelia na samym początku pytała o to jak przygotować świecznik do użytku, i gdzieś po drodze weszliśmy w filozofię. Czy możemy może wrócić do konkretów, bo mam świecznik który chcę skonsekrować i nadal nie jestem pewna od czego zacząć.
raczej do różnych, ale głównie do rytuałów skupienia, medytacji, czegoś w tym stylu. Nie mam jednej konkretnej tradycji w której pracuję, więc nie wiem czy to utrudnia sprawę.
Czytam i zastanawiam się nad czymś innym. Czy świecznik który ma służyć do medytacji powinien być inaczej konsekrowany niż taki który ma być używany do konkretnych rytuałów, np. miłosnych? Bo logika by wskazywała że intencja zmienia cały proces.
ale co jak chce uzywac jednego swicznika i do medytacji i do innych rytualow? czy trzeba miec osobne dla kazdej rzeczy bo to moze byc drogie i nie kazdy ma miejsce na 10 swicznikow
To jest praktyczne pytanie i rozumiem je. Nie jest tak że jeden świecznik do wielu celów jest błędem, ale wymaga to innego podejścia do konsekracji. Zamiast wbudowywać konkretny cel w sam przedmiot, konsekrujesz go jako sposób intencji w ogóle, a intencję dajesz przed każdym rytuałem osobno. To wymaga trochę więcej świadomości przed każdym użyciem, ale jest możliwe.
Gdzieś czytałam że niektórzy przed każdym rytuałem robią krótkie "przebudzenie" przedmiotu, czyli kilka chwil trzymania w rękach z myślą o tym co chcą osiągnąć. Nie wiem czy to jest stosowane tu na forum, ale brzmiało sensownie właśnie przy takich wielofunkcyjnych świecznikach.
A czy ta codzienna intencja, jeśli się jej nie zrobi, może jakoś zaszkodzić? Pytam bo czasem zaczynam rytuał bez większego przygotowania i teraz się zastanawiam czy to było błędem przez cały ten czas.
A ja mam inne pytanie bo trochę jestem zgubiony. Jeśli świecznik jest konsekrowany ogólnie i przed każdym rytuałem się ustawia intencję, to czy to nie znaczy że consekracja tego świecznika tak naprawdę robi niewiele? Bo całą robotę robi ta chwila przed rytuałem a nie sama consekracja.
