A skąd wiadomo że te tradycje są niezależne a nie że jedna przepisała od drugiej? Pytam serio bo ostatnio czytałam kilka stron i wszystkie pisały prawie to samo o rozmarynie i zastanawiałam się czy to nie echo echo echo jednego źródła.
Słuchając was myślę o babci i o tym że ona chyba nigdy nie analizowała czy zioło jest pod wpływem Saturna. Po prostu wiedziała. Wiedza szła przez patrzenie i powtarzanie, nie przez czytanie. To inna droga do tego samego miejsca? Czy jednak bez tego systemu planetarnego czy tradycji hoodoo jest się po ciemku?
To co mówi Wandzia jest właśnie ciekawe - to mruczenie. Czy proszek bez intencji mówionej albo myślanej w ogóle cokolwiek robi? Bo zastanawiam się czy sam skład ma moc czy dopiero połączenie składu z intencją robi różnicę.
To bardzo charakterystyczne dla polskiego folkloru - ten synkretyzm gdzie praktyki przedchrześcijańskie żyły spokojnie obok liturgii. Proszki i sypania progowe to właśnie ta warstwa starsza, bardzo zakorzeniona. Ciekawe czy ktoś tu próbował robić proszek z intencją bardzo konkretnie sformułowaną na głos podczas mielenia - czy to zmienia samo odczucie procesu?
Sypanie wzdłuż okna to właśnie ta warstwa ochronna o której mówiłam - próg, okno, komin w starszych domach. Wszystkie otwory przez które coś może wejść. A jasny kolor proszku to może być właśnie sól z czymś białym - kreda, mąka kukurydziana albo talk. Zenobia, czy w europejskiej tradycji zielarskiej jest jakiś biały składnik który byłby klasyczny do takiego mieszania?
Poczekajcie - kości? To znaczy że kupujesz kości w skelpie mięsnym i mliesz? Czy to musi byc jakieś specjalene zwierze? Przepraszam że takie głupie pytanie ale serio nie wiedziałam że tak to wygląda.
Ulżyło mi trochę bo też się przestraszyłam 🙂 Ale mam inne pytanie - czy proszek do sypania na próg to to samo co proszek do kadzenia? Bo widziałam gdzieś w sklepie "proszek do kadzidła" i nie wiedziałam czy to inne zastosowanie czy można i tak i tak.
A mam pytanie bo to mnie zastanawia od jakiegoś czasu - jeśli sypię proszek na próg i ktoś przez niego przechodzi i go rozdepcze albo zmyję po tygodniu, to czy działanie się kończy? Czy intencja jakoś "zostaje" mimo że proszku już nie ma fizycznie?
Och, to mruczenie Wandzi wraca jak refren w tej rozmowie i chyba nie bez powodu 🙂 Mam pytanie do wszystkich - czy wy podczas robienia proszku mówicie coś konkretnego, czy raczej skupiacie się na myśleniu o celu? Bo ja gdy próbuję formułować słowa to się rozpraszam i myślę o słowach a nie o intencji.
Przepraszam że się wtrącę ale czytam ten wątek od początku i chciałam zapytać o coś bardzo podstawowego - czy proszek który się sypie na próg nie naciąga brudu do domu? Pytam praktycznie bo mam jasne podłogi i trochę mi się nie chce tego robić jeśli potem będą ślady. Może to głupie ale...
Właśnie - w wielu opisach etnograficznych próg był sypany od zewnątrz, żeby nieproszony gość stanął na proszku zanim wejdzie. To zmienia całą logikę składu bo tam proszek może być ciemniejszy, nie musisz martwić się o podłogę, ale musi być odporniejszy na warunki. Wilgoć, deszcz, ruch nóg. Czy ktoś z was próbował sypać od zewnątrz i miał wrażenie że to inna praktyka niż od wewnątrz?
To nie jest nadinterpretacja, to brzmi logicznie. Okno od zewnątrz i próg od wewnątrz - to jakby dwie warstwy tej samej ochrony albo dwa kierunki. Ale to wszystko trochę mnie przytłacza bo zaczęłam od pytania o dwa zioła a teraz mamy kości, intencje mówione i dwie strony progu 🙂 Czy ktoś może mi powiedzieć od czego dosłownie zacząć jako pierwsze działanie?
Ten moment pomiędzy robieniem a sypaniem - może to jest właśnie to o czym piszecie z tą intencją? Babcia siadała, trzymała garnek albo miseczkę z gotowym proszkiem i po prostu była przez chwilę cicho. Nie wiem czy się modliła, czy myślała o czymś konkretnym, ale nie było tak że wsypała składniki, wymieszała i od razu szła do progu. Zawsze była ta pauza.
Przepraszam że się wtrącam ale chcę się upewnic - czy jak kupuję gotową sól himalajską w sklepie spożywczym to ona nadaje sie tak samo jak sól morska kupiona gdzies ezoterycznie? Pytam bo widziałam że te same torebki mają różne ceny w różnych miejscach i nie wiem czy to ma znaczenie.
Och, to jest chyba sedno tej całej rozmowy. Że jak robię sama, od początku, z własną solą którą świadomie wybrałam i zmieliłam własnymi rękami - to ta praca jest już częścią proszku. A jak kupuję gotowy to kupuję czyjąś pracę, której nie znam. Froen, czy tak to właśnie rozumiesz?
To piękna myśl Wandziu ale mam pytanie do praktyki - jak długo mielić? Bo mi się wydawało że im dłużej tym lepiej, ale po piętnastu minutach w moździerzu mam ramię jak po siłowni i mam wrażenie że to tyle samo drobne co po pięciu. Czy jest jakiś punkt w którym mielenie naprawdę wnosi coś poza fizycznym rozdrobnieniem?
Dodam technicznie - stopień rozdrobnienia ma też znaczenie dla tego jak proszek się zachowuje przy sypaniu. Zbyt gruby nie tworzy równomiernej warstwy, zbyt drobny wzbija się w powietrze i wdychasz go co jest nieprzyjemne przy ziołach z olejkami eterycznymi. Goździki zmielone bardzo drobno mogą podrażniać gardło. Praktyczny środek ma uzasadnienie nie tylko estetyczne.
Babcia trzymała rzeczy w lnianych workeczkach a nie w słoikach. Zawsze myślałam że to tylko starszy zwyczaj, ale może właśnie przez to - że materiał oddycha i olejki nie siedzą zamknięte. Selenka, twój słoik jest szczelnie zamknięty?
To jest coś z czym ja też się zmagam - skąd w ogóle wiem że coś "zadziałało". Proszek przy progu, spokój w domu - to nie jest jak zapalona lampka, że widać efekt. Jemiolka, ty masz więcej praktyki, jak ty to oceniasz?
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem ale - czytałam że niektórzy dodają do proszku do sypania zmielone kamienie, coś takiego jak selenity czy ametysty. Czy to ma sens i czy nie niszczy moździerza? Bo wydaje mi się ze to twarde bardziej niz zioła
W tradycjach europejskich ludowych kamieni nie mielono do proszków - zioła, kości, sól, popiół, węgiel. Kamienie sproszkowane pojawiają się w niektórych tradycjach azjatyckich i w nowoczesnym czarostwie, które czerpie z wielu źródeł naraz. Alusia, skąd to czytałaś, bo to by pomogło ocenić kontekst?
To dobre rozróżnienie które Alusia zrobiła nieświadomie - coś bez korzeni to nie znaczy od razu że nie działa, to znaczy że nie ma za sobą wielu pokoleń testowania. Babcia sypała to co babcia jej babci sypała i w tym była pewność, nie w składzie samym. Czy ktoś z was ufałby bardziej czemuś nowemu ale dokładnie opisanemu, czy staremu ale przekazanemu ustnie?
Ale jak my mamy to odtworzyć jeśli nie wyrastałyśmy w takim domu? Ja mogę sypać proszek i myśleć o rodzinie, ale to nie będzie to samo co robienie czegoś co się robiło od dziecka bez zastanowienia. Czy można nauczyć się tej naturalności czy to już zawsze będzie udawane?
Ja tez mam pytanko - jesli sie sypi proszek przy progu to czy sie go zostawia czy zmywa po jakimś czasie? Bo wyobrazam sobie że to sie zbiera kurz i brud i po tygodniu wyglada okropnie i nie wiem czy to jeszcze działa czy już jest po prostu brudem
To jest piękne pytanie bo babcia nigdy by tak nie postawiła problemu. Ona nie marzyła o filtrze który przepuszcza tylko dobre - sypała mąkę przed świętami i tyle. Może ta precyzja której szukamy jest trochę naszym własnym wymysłem? Że chcemy magię jak system operacyjny z ustawieniami.
Przepraszam że wracam do pytania o sprzątanie bo to mnie bardzo nurtuje - jeśli sie zamiata na zewnatrz to co z dywanem przy progu? Bo ja mam wycieraczkę taką grubą i proszek by w niej osiadł i nie wiem jak to zamiatac w ogóle bez odkurzacza
Dziękuję Jemiolce i Froenowi za to wyjaśnienie, naprawdę mi to dużo dało. To znaczy że mój problem z konfliktem w domu to byłby temat na osobne działanie, proszek wewnętrzny jak Froen mówi. Czy jest jakaś gotowa mieszanka którą można kupić czy to trzeba robić samemu? Pytam bo nie wiem od czego zacząć.
