Serio pytam, bo to dla mnie zupełnie nowy obszar. Kiedy pracujecie z cynobrowym atramentem albo z ochronną ochrą, to czy macie jakieś fizyczne odczucie w trakcie? Czy to jest bardziej w głowie, intuicja, czy coś co da się opisać jako realne wrażenie na skórze, w dłoniach?
Przy pracy z cynobrem w kontekście czakrowym mam takie spostrzeżenie - to jest pigment który nie siedzi grzecznie w jednym miejscu. Malachit przy sercu, hematyt przy ziemi - to są materiały stabilne, wiesz gdzie je zakotwić. Cynober przez to złożenie rtęci i siarki jakby się wyrywał. Czy ktoś z was pracował z nim świadomie na Muladhara i czuł że energia chce iść wyżej?
No to teraz mam kolejne pytanie, bo im więcej czytam tym bardziej mi się to komplikuje. Jeśli cynober ma swój kierunek i wolę jak mówi Czulu, a ochra jest neutralna i bezpieczna, to czemu ktokolwiek polecałby cynober początkującym w ogóle? Czy w tych tradycjach były jakieś ostrzeżenia że nie każdy powinien go używać?
Ostrzeżenia jak najbardziej były, tylko nie zawsze pisane wprost. W europejskich tekstach magicznych cynober pojawia się głównie w zaklęciach wymagających mistrza lub kapłana, nie pojawia się w przepisach na użytek domowy. To samo w alchemii - cynober to materiał zaawansowany. Myślę że to był rodzaj naturalnego filtra, nie każdy miał dostęp ani umiejętności.
Wracam na chwilę do tego co mówiłam o lokalnych pigmentach, bo Antek coś powiedział wcześniej o ziemi z miejsc mocy i to mnie nie opuszcza. Mamy w Polsce czerwone gliny żelazowe, mamy ochrę, mamy miejsca które lokalnie są traktowane jako mocne. Czy ktoś z was pracował z polską czerwoną ziemią w rytuale i może porównać to z importowanymi materiałami?
Wchodzę tu z innej strony, bo słuchałem całej tej rozmowy o cynobru jako pigmencie i nikt nie wspomniał o liczbach. Cynober w tradycji chińskiej jest powiązany z Południem i z liczbą dziewięć. Dziewiąt w numerologii chińskiej to dopełnienie, szczyt, wyjście poza cykl. Czy to jakoś wpływa na czas używania go w rytuałach? Bo nie wszystkie liczby dają to samo.
Wracając na chwilę do kwestii praktycznej którą Ninka_S podniosła wcześniej - sposób zawieszania pigmentu w medium. Klej ze skóry zwierzęcej jest tradycyjny ale żmudny, zgoda. Ale jest jeszcze jedna opcja którą widziałam w źródłach dotyczących europejskiej magii: wosk pszczeli roztopiony i mieszany na gorąco z pigmentem. To nie jest atrament, to jest już bardziej masa do pieczętowania lub malowania na wosku. Ktoś próbował czegoś takiego?
Wracając na chwilę do kwestii praktycznej którą Ninka_S podniosła wcześniej - sposób zawieszania pigmentu w medium. Klej ze skóry zwierzęcej jest tradycyjny ale żmudny, zgoda. Ale jest jeszcze jedna opcja którą widziałam w źródłach dotyczących europejskiej magii ceremonialnej - żywica drzewna rozcieńczona spirytusem. Nie wiem czy ktoś próbował tego z cynobrem konkretnie, ale z ochrą dawała zupełnie inny efekt niż olej lniany. Coś jakby mniej "ciężka" linia.
Słucham tej rozmowy o pergaminie i zastanawia mnie jedno - czy jest jakaś różnica między pergaminem kupionym a jakimś starszym, powiedzmy ze starej książki? Przepraszam że takie proste pytanie, ale naprawdę nie wiem jak to działa.
Wracam jeszcze do liczb bo coś mi się ułożyło słuchając tej rozmowy. Dziewiątka i cynober to jedno, ale jest też kwestia ilości pociągnięć przy pisaniu talizmanu. W tradycji chińskiej nieparzysta liczba ruchów ma inne znaczenie niż parzysta. Czy ktoś wie czy w europejskich tekstach alchemicznych jest coś podobnego o liczbie warstw przy nakładaniu pigmentu?
Wracam do wątku o lokalnych pigmentach bo Goplana pytała o protokół zbierania. Rozmawiałam z tą znajomą o której wspominałam i ona mówi że zbiera o świcie, zawsze z prośbą do ducha miejsca i zostawia wodę źródlaną albo mleko. Nigdy nie bierze więcej niż potrzebuje. Czy ktoś z was robi coś podobnego czy to jest jej własna praktyka?
Czytam ten wątek od początku i pierwszy raz piszę, bo coś mnie zatrzymało. Goplana wspomniała o duchai miejsca przy zbieraniu - czy jeśli pigment jest kupiony, powiedzmy w sklepie ezoterycznym, to on w ogóle ma jakiś związek z miejscem skąd pochodzi? Czy ten kontakt jest zerwany przez przetworzenie i transport?
Chcę wrócić do tego co Chaber zapytała, bo myślę że tu jest ważna kwestia. Pigment kupiony przeszedł przez ręce wielu osób - wydobycie, przetworzenie, opakowanie, sprzedaż. Każde dotknięcie coś zostawi. Rytuał przywołania to jedno, ale najpierw powinna być warstwa oczyszczania z tych warstw. Budzisz coś, co jest pod śmietniskiem.
Słucham tej rozmowy o czasie i planetach i chcę wrócić do podstaw cynobru, bo trochę odpłynęliśmy. Cynober w zachodniej tradycji był łączony z zapisem magicznym właśnie dlatego, że kolor przeżywa. Rękopisy pisane cynobrowym atramentem zachowały się przez setki lat. Ta trwałość była rozumiana jako właściwość magiczna, nie tylko praktyczna. Czy ktoś myśli o tym wymiarze?
Tak, trwałość jako zapis intencji w czasie - to jest coś. W alchemicznych tekstach cynober pojawia się jako material przejścia, nie tylko zapisu. Ale czy ktoś wie jak wyglądało przygotowanie atramentu cynobru w praktyce? Nie mam dobrego źródła na to.
Przepraszam że wchodzę z takim pytaniem, ale czy cynober w tej formie atramentu można dziś w ogóle bezpiecznie zrobić? Słyszałam że to rtęć i że jest bardzo trująca. Nie wiem co o tym myśleć jeśli chodzi o praktyczne zastosowanie.
Nie rozumiem czegoś fundamentalnego i przepraszam że znowu pytam o podstawy. Skoro cynober jest trujący, to dlaczego w ogóle był używany? Ludzie wiedzieli że szkodzi? Czy to była część praktyki, jakieś przekroczenie?
