Czytam tę dyskusję i mam jedno pytanie do Baski albo Profetki - czy jest jakaś literatura, cokolwiek konkretnego, gdzie ktoś opisał tę metodę z fotografią? Bo na razie mam wrażenie że to jest coś co Baska wypracowała sama i nakłada klasyczną numerologię na własną praktykę. Nie mówię że źle, ale chciałabym wiedzieć czy to ma jakiś fundament poza osobistym eksperymentem.
To jest ważne przyznanie. Baska stosuje analogię - skoro liczba kroków może mieć znaczenie numerologiczne, to liczba zdjęć też. Ale analogia to nie dowód. Czy ktoś wie czy w ogóle istnieje tradycja numerologiczna która zajmuje się liczeniem codziennych czynności jako praktyką nie tylko datami urodzenia i imionami?
To jest ważne przyznanie i chcę się przy nim zatrzymać. Baska sama mówi, że nie znalazła literatury opisującej tę konkretną metodę. Czyli mamy do czynienia z analogią: numerologia kroków istnieje (gdzieś), więc numerologia zdjęć powinna działać tak samo. Ale czy ktoś może mi wskazać gdzie dokładnie opisana jest numerologia codziennych czynności? Bo jeśli i ta tradycja jest równie słabo udokumentowana, to budujemy analogię na analogii.
Znam trochę te źródła o których mówi Profetka i powiem wprost - to bardzo luźna tradycja, często sprowadza się do "jeśli coś robisz wielokrotnie, to liczba ma znaczenie". Baska zrobiła coś ciekawego metodologicznie: wzięła konkretną, mierzalną czynność i próbuje ją systematycznie śledzić. To bardziej rygorystyczne niż większość takich praktyk. Pytanie do Baski - czy liczyłaś kiedyś inne czynności i porzuciłaś, bo fotografia jakoś szczególnie działała?
To co powiedziała Baska o intencji jest ciekawe, bo właśnie wraca ten stary temat z numerologii - czy liczy się sama liczba, czy intencja za nią. Bo jeśli liczy się intencja, to dlaczego w ogóle potrzebujemy liczby? Pytam szczerze, nie złośliwie.
No nie wiem, właśnie to mnie trochę kręci w tej rozmowie. Zaczęliśmy od pytania czy liczba zdjęć ma znaczenie, a dochodzimy do tego, ze może chodzi o intencję, uwagę, skupienie. To są rzeczy które mają sens niezależnie od numerologii. Czy to jest argument przeciwko metodzie Baski, czy po prostu pokazuje, że metoda działa na kilku poziomach jednocześnie?
Dobra, uczciwa odpowiedź na pytanie Divinity - przez pierwsze kilka miesięcy liczyłam bez opisywania. Widziałam liczby, kojarzyłam je z wibracji które znam, ale nie notowałam. I nie, nie działało tak samo. Opis wymagał od mnie żebym faktycznie zastanowiła się co czułam, nie tylko co widziałam na ekranie. Więc może to jest warunek konieczny - sama liczba to za mało.
Czekaj, to jest spora zmiana w tym co Baska wcześniej mówiła, bo na początku wątku brzmiało to jakby liczba sama w sobie niosła informację. A teraz wynika, że bez opisu i refleksji liczba jest prawie bezużyteczna. Czy to nie oznacza, że liczba jest tylko pretekstem do regularnego zatrzymania się i przemyślenia dnia?
