A mogę wejść z pytaniem praktycznym? Bo cały czas słyszę o liczeniu słów i redukcji do cyfry intencyjnej - ale czy ktoś z was naprawdę robi to przed wysłaniem każdego ważnego maila? Czy to jest coś co robicie regularnie, czy raczej tylko przy szczególnych okazjach?
Nawiązując do dziennika który prowadziłam - właśnie ta kwestia "ważności" jest najbardziej problematyczna w moich notatkach. Retrospektywnie każdy mail wychodzi ważny, jeśli nie dostałam odpowiedzi. A maile przy których wcale nie myślałam o numerologii, a dostałam szybką odpowiedź - tych w ogóle nie zapisałam. Błąd potwierdzenia w czystej postaci.
To jest bardzo uczciwe i właśnie tego mi tu brakowało od początku wątku. Ale teraz pytanie do tych którzy praktykują - jeśli korelacja nie jest pewna, co was skłania do dalszego liczenia? Rytuał sam w sobie? Poczucie kontroli? Coś jeszcze?
Dla mnie ma znaczenie i nie ma jednocześnie. Ma, bo to wciąż otwarte pytanie na które nie mam odpowiedzi. Nie ma, bo efekt który dostrzegam w pracy nie zmienia się w zależności od tego, którą odpowiedź przyjmuję. Może to tchórzostwo intelektualne, ale jakoś z tym żyję.
A wracając do mojego pytania o angielski - czy Marowit albo ktokolwiek inny miał praktyczne doświadczenie z liczeniem słów w mailu w innym języku? Bo ja naprawdę nie wiem od czego zacząć jeśli chcę spróbować, a większość moich ważnych maili zawodowych jest po angielsku.
Mam wrażenie po przeczytaniu tych kilku ostatnich postów, że rozmowa trochę się rozdziela na dwa pytania: czy metoda w ogóle działa, i jak ją stosować jeśli chcemy spróbować. Czy można by jakoś oddzielić te dwie ścieżki? Bo dla mnie ta druga jest bardziej na teraz użyteczna.
O rany, całkowicie się zgadzam z tym co napisała Kianitka i chcę dodać że to dwie uczciwe pozycje. Można wątpić w mechanizm i mimo to chcieć praktykować - jeśli zmiana stanu o której pisała Dewanna ma wartość samą w sobie. Ja jestem na etapie że wolę spróbować i zobaczyć niż debatować bez danych. 🙁
Ojej, bardzo dobra uwaga Marowit. ja do swoich notatek zaczęłam dodować właśnie to - przed wysłaniem piszę co konkretnie uznam za wynik pozytywny. To trochę zmienia całą praktykę, bo zmusza do zastanowienia się co tak naprawdę chcę uzyskać, a nie co chciałabym żeby się stało w ogóle.
To co napisałaś Kianitka o rozdzieleniu tych dwóch ścieżek jest naprawdę sensowne. Ja też wolę skupić się na tym jak robić, a nie czy ma sens w ogóle. Ale właśnie przy kwestii kryterium, o którym pisał Marowit - mam pytanie praktyczne. Czy kryterium musi być jedno? Ja zazwyczaj mam kilka możliwych wyników i nie wiem jak z góry wybrać ten właściwy.
O, to jest coś co mi otwiera oczy. Znaczy - zawsze myślałam że numerologia jest takim filtrem który nakłada się na gotowy mail. A tu wychodzi że to raczej coś co sprawdzasz po tym jak już wiesz czego chcesz? Czy dobrze rozumiem?
Właśnie to jest sedno, przy którym większość dyskusji o magii praktycznej się zacina. Forma i intencja nie są oddzielne. Rytuał, który odpowiada intencji, działa lepiej nie dlatego że "ma więcej mocy" - ale dlatego że nie ma w nim szumów. Mail z niespójnym komunikatem to odpowiednik rytuału z połową symboliki skierowanej w złą stronę. Czy ktoś z was probował kiedyś zredagować mail właśnie pod tym kątem - szukając wewnętrznych sprzeczności, a nie tylko dobrej cyfry?
Czy to znaczy że liczba słów jest bardziej testem spójności tekstu niż dosłownym zaklęciem? Bo jak to słyszę, to zaczynam się zastanawiać, czy cyfra jest tu ważna, czy ważniejsze jest to, że w ogóle czytamy mail drugi raz z pytaniem "czego właściwie chcę".
Kianitka dotknęła czegoś, przy czym muszę się zatrzymać. To pytanie można zadać o każdą technikę w magii - czy zadziałał rytuał, czy fakt że do rytuału trzeba się przygotować i sformułować intencję? Ale odpowiedź "to tylko psychologia" jest dla mnie niewystarczająca. Bo skąd wiadomo, że intencja wyrażona przez formę nie ma realnego wpływu na pole? To nie jest pytanie retoryczne, naprawdę nie wiem.
Mam inne pytanie, bo przez całą tę dyskusję kręci mi się po głowie: czy ktoś tu próbował zastosować tę metodę nie do maila ale do innego tekstu pisanego z intencją? Petycja, kontrakt, umowa? Bo mi się wydaje, że mail to dość specyficzna forma - krótka, nieformalna - i ciekawi mnie, czy przy dłuższym tekście cyfra intencyjna w ogóle jest obliczalna w sensowny sposób.
I tu wychodzi kolejna warstwa tego tematu - czy liczba słów w mailu ma znaczenie to nie jest jedno pytanie, bo co w ogóle liczymy jako "mail". Ja też pomijam stopkę, ale widziałam podejście odwrotne, gdzie ktoś twierdził że każde słowo które wysyłasz jest częścią komunikatu energetycznego. Nie wiem która interpretacja jest lepsza, ale dobrze że Ilonka spytała, bo to naprawdę nie jest oczywiste.
Widziałam to podejście i rozumiem skąd pochodzi, ale dla mnie jest w nim pewna pułapka. Jeśli liczysz wszystko, to cyfra końcowa jest w dużym stopniu zdeterminowana przez szablon a nie przez intencję - bo stopka jest stała, nagłówek jest stały, a treść jest zmienna. Czyli dwie wiadomości z zupełnie różnymi intencjami mogą mieć tę samą cyfrę tylko dlatego że stopka waży tyle samo. Czy to naprawdę jest informacja o intencji?
