To naprawdę ważne pytanie i właściwie to jest serce całej sprawy. Ja prowadzę dziennik od kilku lat i zapisuję przewidywania przed, nie po. I powiem szczerze - trafność nie jest rewelacyjna. Ale co ciekawe, zapis sam w sobie zmienia to jak przeżywam dany okres. Czy to dowód że numerologia "działa"? Nie wiem. Ale coś tam robi ^^.
To jest pytanie które wykracza poza numerologię. Ale wracając do tego co Sigilia powiedziała - ta kwestia ilości rejestrów jest naprawdę istotna technicznie. W systemie Pitagorejskim bazowym jest kilka liczb: Życia, Przeznaczenia, Duszy, Osobowości. To juz cztery filtry. Jak dodasz cykle roczne, miesięczne i dobowe - jesteś przy kilkunastu zmiennych. Przy kilkunastu zmiennych zawsze znajdziesz coś co pasuje. To nie jest zarzut, to jest obserwacja matematyczna.
Właśnie próbowałam coś sprawdzić u siebie. Wzięłam trzy momenty życia gdzie naprawdę coś ważnego się zdarzyło i sprawdziłam wstecz rok osobisty. Dwa razy pasowało bardzo dobrze, raz kompletnie nie. Rok kiedy zaczęłam nową pracę to była siódemka, a siódemka to podobno analiza i wewnętrzne poszukiwania, nie działanie zewnętrzne. I ta praca była bardzo impulsywna, szybka decyzja. Jak to tłumaczyć?
Eee, właśnie na to chciałam zwrócić uwagę i przepraszam że wchodzę z tym dopiero teraz. To co opisuje Pogoda jest klasycznym przykładem tego jak działają systemy hermeneutyczne - zawsze można zinterpretować zdarzenie przez pryzmat dowolnego klucza jeśli klucz jest wystarczająco elastyczny. Siódemka może być zarówno "rok refleksji który hamuje działanie" jak i "rok głębszego sensu który nadaje kierunek działaniu". Obie interpretacje są równie uprawnione i obie pasują do tego samego zdarzenia :).
Wracając do tego co Petronelka mówiła o ilości rejestrów - czy ktoś z was kiedyś celowo ograniczył się tylko do jednej liczby przez jakiś dłuższy czas? Tylko rok osobisty, bez reszty? Zastanawiam się czy to by nie dało czystszy obraz tego czy system w ogóle cokolwiek wskazuje, bez możliwosci kombinowania z innymi parametrami.
Słuchajcie, ta dyskusja poszła w naprawdę interesujące miejsce i cieszę się że zaczęłam ten temat. Ale mam poczucie że wciąż krążymy wokół pytania które ktoś zadał wcześniej i nie ma na nie dobrej odpowiedzi: czy więcej liczb to lepszy odczyt czy tylko więcej pola do manewru interpretacyjnego? Może odpowiedź jest taka że to zależy od tego czego szukasz w tym systemie - przepowiedni czy języka do myślenia o sobie?
Petronelka, to pytanie o więcej liczb kontra więcej możliwości dopasowania jest dla mnie kluczem do całej tej rozmowy. Ale chcę je odwrócić: czy ktoś z was próbował kiedyś nie interpretować roku osobistego wstecz, tylko zanotować przed rokiem co przewiduje i potem sprawdzić? Bo Mniszek86 wspomniał że prowadzi dziennik i trafność "nie jest rewelacyjna" - i to jest dla mnie bardziej wartościowa informacja niż wszystkie dopasowania post factum razem wzięte.
Sigilia, powiedziałaś to precyzyjniej niż ja bym potrafił. Mam pytanie do Mniszek86 - kiedy prowadzisz ten dziennik z przewidywaniami, ile liczb bierzesz pod uwagę naraz? Jeden parametr, dwa, pięć? Bo jeśli piszesz "w tym roku może byc coś z kończeniem i coś z relacjami i coś z pracą", to siłą rzeczy co najmniej jedno wyjdzie ;).
Mniszek, to co mówisz jest bardzo ciekawe i trochę potwirdza moje wyjściowe pytanie. Jak masz jeden rejestr, to musisz go zinterpretować dosłownie i nie zawsze pasuje. Jak masz pięć, to zawzse jeden trafi. Ale jest jeszcze trzecia opcja której nie rozmawiamy - że te liczby naprawdę opisują coś realnego, tylko my sami nie wiemy jak je czytać i dlatego im więcej ich mamy, tym łatwiej nam "pomóc" interpretacji. Co nie znaczy że to fałsz, tylko że my jesteśmy słabym ogniwem w tym łańcuchu.
Petronelka,ale skoro mówimy o słabych ogniwach - skąd w ogóle wiadomo że to my jesteśmy słabym ogniwem, a nie sam system? Bo można powiedzieć że każda zła przepowiednia wynika z błędu interpretatora, a każda dobra z tego że system działa. I to jest dokładnie ten schemat który Almandynka opisywała kilkanaście postów wyżej - nie ma możliwości żeby system się pomylił, zawsze można to zrzucić na czytającego.
