Witam wszystkich 🙂 Piszę tu bo widzę, że można liczyć na życzliwość i zrozumienie...
Moja historia jest dosyć prosta, choć sama nigdy nie sądziłam, że coś takiego mnie spotka. Całe zycie byłam taką osobą, dla której karma, wróżby, miłość karmiczna to były po prostu bajki dla naiwnych. Żyłam spokojnie, nie szukałam żadnych drugich den ani duchowych znaczeń. I tak było dopóki przypadkiem nie spotkałam pewnego człowieka...
Miłość od pierwszego wejrzenia. Tak, wiem jak to brzmi, sama bym się wcześniej z tego śmiała. Od tamtego jednego spotkania minął rok, żadne z nas nie zapomniało, potem doszło do kolejnego spotkania i po prostu eksplozja. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale mija już 8 mscy bez kontaktu i wcale nie jest lepiej. Oboje mamy rodziny, myślałam że to szybko przejdzie i w końcu będzie po wszystkim. Poszłam nawet do wróżki, żeby mnie trochę otrzeźwiła, pomogła o nim zapomnieć bo to on zerwał. I pierwsze co mi powiedziała to że znamy się z poprzedniego wcielenia, że byliśmy razem w innym życiu, że on się rozwiedzie i odezwie się po jakimś czasie, bo cały czas o mnie myśli. Że i ja mam się rozejść z moim partnerem...
Ta wróżba nic mi nie dała, wręcz trochę mnie przeraziła. Boję się nawet zastanawiać skąd to wzięła, bo jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Próbuje go nienawidzić, tłumaczę sobie, że to zauroczenie, złudzenie... rzucam się w pracę, przyjaciół, różne zajęcia. I nic z tego. To uczucie siedzi we mnie i nie odpuszcza.
Moje pytanie do tych co się orientują w temacie: czy jest w ogóle szansa żeby się z tego wyleczyć, jeśli to naprawdę jest miłość karmiczna? Jestem po prostu nieszczęśliwa i nie rozumiem po co to wszystko musiało się wydarzyć...
no właściwie to nie jestem pewna, czy w tym wątku (numerologia) ktokolwiek z nas naprawdę dobrze zna się na „miłości karmicznej”... chyba trochę Pani nas przecenia w tej kwestii
jeśli chodzi o to, dlaczego to wszystko się stało, to moje skromne odczucie jest takie, że może właśnie po to, żeby coś się w Pani życiu poruszyło. bo życie które było spokojne i piękne, z pracą, przyjaciółmi i codzienną rutyną, no cóż... ono raczej nie sprzyja głębokiemu wewnętrznemu rozwojowi. przykro to mówić, ale chyba tak to działa. ta intensywność, ten ból, ta trudność, może być właśnie tym czymś, co pozwala nam rosnąć, zarówno Pani jak i temu mężczyźnie, każdemu z osobna, w swoim kierunku
i jeszcze jedna myśl, może warto by się zastanowić, czy Pani życie rodzinne nie stało się gdzieś po drodze zbyt przewidywalne? taka codzienność, monotonia, zamkniete okna... może praprzyczyna tego co sie stało, kryje się właśnie tu? nie mówię tego, żeby kogokolwiek obwiniać, po prostu taka myśl mi przyszła
nie podała Pani daty urodzenia, ale z tego co i jak Pani napisała, wydaje mi sie, że mogłabym spróbować powiedzieć cos o Pani tendencjach numerologicznych... jeśli Pani chce, może opisać to tutaj, chętnie spojrze na to uważniej
Wiesz, jak to czytam, to pierwsze co mi przychodzi do głowy, że jeśli to nie jest żart, to sprawa jest naprawdę poważna i nie ma co z tym siedzieć w miejscu. Z czegoś takiego sie po prostu nie leczy, bo ta osoba to jedyna, którą można naprawdę, do głębi pokochać w całym życiu. Ktoś, za kim się tęskni nawet gdy się nie wie dlaczego, ktoś bez kogo w końcu człowiek traci grunt pod nogami i zdrowe zmysły.
Więc jakby ktoś doświadczył czegoś takiego, to powiem szczerze: nie ma co zwlekać, trzeba się z tym człowiekiem spotkac i wprost spytać czy on czy ona też coś czuje. Choćby nie wiem jak dziwne i niewytłumaczalne, jakieś takie wrażenie, odczucie ktorego nie można się pozbyc... bo jeśli tak jest po obydwu stronach, to tej osoby nie można zostawić samej z tym ciężarem.
Nie da się tego wyjaśnić rozumem, ale takich ludzi się po prostu czuje w kościach, że sa dla nas przeznaczeni. Tylko z nimi można być naprawdę szczęśliwym, bez tego chronicznego bólu gdzieś w środku, w piersi.
Bo ja na przykład, sam z siebie powiem, czuję ten ból. Ogromny. Choć nie wiem kto jest tą osobą i do tej pory jej nie spotkałem. Jedyne o czym mi się kręci w głowie to myśli naprawdę czarne, bo coś podpowiada że kiedyś ktoś bliski był, że kochaliśmy się całym sercem, a teraz zostało tylko wspomnienie których nie potrafię złapać.
Więc jeśli Ty tę osobę znasz albo masz choć szansę się z nią zobaczyć, nie czekaj. Naprawdę. Bo taka okazja może się już nie powtórzyć. Chętnie pogadam o tym tutaj, jeśli chcesz napisać co o tym sądzisz.
U mnie jest coś podobnego, choć historia dość... skomplikowana. Nie szukałam żadnego nowego związku, ale odezwał się kolega, psychotronik, z którym kiedyś współpracowałam. Teraz jest dość znany. Byłam wtedy chora i szczerze mówiąc nie wierzyłam w to co się dzieje, a on oświadczył się po raz pierwszy po jakichś 20 latach od kiedy się znamy, a potem znowu po niecałych 3 tygodniach.
Wokół nas była jakaś „obława”, tak to czułam i to się zgadza z moimi wspomnieniami z poprzedniego wcielenia. Chodzi o czasy szogunatu w średniowiecznej Japonii, byłam wtedy wśród ninja. Wszystko co pamiętam weryfikuje się z tym co historycy piszą o tamtych wydarzeniach. Byłam dowódcą, działaliśmy gdzieś w okolicach Osaki, to była jedna z trzech masakr ninja powiązanych z Odo Hideyoshim i Tokugawą, tego Tokugawy pewnie kojarzycie z jakiegoś filmu z Chamberlainem.
Udało nam się uwolnić, używałam wtedy siddhi związanego z lataniem, była to totalna wojna. Działałam po stronie Miyamoto i jego szkoły szermierczej Ichi ryo. Zmasakrowano wcześniej przybranego syna i ciotkę Tokugawy, która nas zatrudniła i musiała popełnić seppuku razem z dzieckiem. W odwecie wybiliśmy wszystkich dostępnych żołnierzy szoguna, mszcząc się za śmierć naszych kolegów i klanów szpiegowskich.
Co ciekawe, podobne wspomnienia miałam już jako nastolatka, zanim w ogóle zaczęłam się tym poważnie interesować. Zawsze ciągnęło mnie do sztuk walki i yogi, chyba nieprzypadkowo 🙂
