To co opisuje Adept jest właściwie dość powszechne. Intuicja to nie wróg metody, ale pytanie jest, na czym ta intuicja się opiera. Czy to doświadczenie, czy może jednak brak spójnego systemu? Bo to są dwie różne rzeczy i warto je od siebie odróżnić.
Przy okazji daty spotkania to chcę dodać, że cyfra dnia ma mocne przełożenie na to, jaka energia dominuje w przestrzeni. Dwójka to delikatność i równowaga, czwórka to stabilizacja, ósemka to siła i przepływ. Więc może przy rytuale przejścia ósemka dnia to lepszy wybór niż cokolwiek wyliczymy z uczestników.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale właśnie się zastanawiam, czy ktoś wie jak to było historycznie. Znaczy czy starożytni Pitagorejczycy naprawdę używali numerologii przy rytuałach ze świecami? Bo mi się wydaje, że świece jako element rytualny to trochę późniejsza sprawa.
Czy dobrze rozumiem, że to co robimy teraz numerologicznie ze świecami to nie jest coś co ma tysiące lat tradycji, tylko jest stosunkowo nowe? Bo myślałem, że to jest starożytna wiedza.
To, że coś jest nowe nie znaczy, że nie działa. Numerologia jako system jest stara, ale jej aplikacja do konkretnych rytuałów zmienia się. Chodzi o to, żeby wewnątrz danego systemu być spójnym, a nie żeby ten system miał tysiąc lat.
Ale właśnie to jest moje pytanie od początku, tylko inaczej postawione. Jak mam być spójna w systemie, jeśli nie wiem który system wybrać? Wracam do swojego pierwotnego problemu, pierwsze spotkanie grupowe, nie wiem ile świec zapalić i z każdym postem mam wrażenie, że odpowiedź jest coraz mniej oczywista.
Lilka, może odwróć pytanie. Zamiast szukać liczby, zacznij od intencji spotkania. Co to za rytuał przejścia? Co macie zamknąć albo otworzyć? Bo może liczba wyniknie z samej intencji, a nie z liczenia uczestników czy daty.
Janeczka.x, dobra, postaram się konkretniej. Jak mam rytuał zamknięcia, to szukam liczb związanych z końcem cyklu. Trójka to domknięcie, bo triada ma początek, środek i koniec. Dziewiątka to finał numerologiczny, koniec przed odrodzeniem. Jeśli intencja jest "zamykamy coś", to te liczby naturalnie się narzucają. Jeśli to otwarcie, nowy etap, jedynka albo czwórka jako fundament. Nie liczę uczestników, tylko pytam siebie, co ten rytuał ma zrobić.
Lilka, myślę, że nie musisz tego łączyć. Musisz wybrać jeden klucz i być przy nim konsekwentna. Problem polega na tym, że każde z tych podejść ma wewnętrzną logikę, ale jak zaczniesz mieszać, to tracisz tę logikę i zostajesz z przypadkową liczbą, która nic nie znaczy.
Chcę wrócić do liczb progowych, bo Adept coś ważnego powiedział. Przy czakrach też mamy punkt środkowy, czwarta czakra jest mostem między dolnymi i górnymi. Może przy rytuale przejścia liczba cztery ma sens nie jako stabilizacja, tylko jako most między stanami? To nie takie proste jak mówiłem wcześniej o ósemce.
Ja nie za bardzo rozumiem, jak czwórka może być i stabilizacją i mostem jednocześnie. Czy te znaczenia nie są sprzeczne? Most to ruch, stabilizacja to stanie w miejscu.
Wracając do tego, co powiedziała Berkana wcześniej o obserwacji, zastanawiam się, czy ktoś w ogóle prowadzi jakieś notatki po rytuałach? Znaczy, zapisuje ile świec zapalił, jaka była liczba, co się potem wydarzyło? Bo bez tego to chyba niemożliwe jest wyciąganie wniosków.
Kalinei, właśnie to mnie zatrzymało przed pierwszym spotkaniem. Nie mam jeszcze żadnych obserwacji, bo nie robiłam jeszcze takiego rytuału grupowego. Dlatego pytam tutaj, bo chcę zacząć od czegoś przemyślanego, a nie losowego. I ciągle nie wiem, od czego zacząć te przemyślenia.
