Zaczęło się od tego, że mój lekarz przepisał mi lek trzy razy dziennie - o 8, 14 i 20. Patrząc na to numerologicznie: 8 to liczba materialna, związana z siłą i zdrowiem fizycznym. 14 redukuje się do 5, czyli zmiana, ruch, transformacja. 20 to 2, relacje, równowaga. Przypadek? Może. Ale zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle temat numerologii w medycynie, w dawkowaniu, w porach przyjmowania leków, jest gdzieś poruszany. Bo recepta to też dokument z datą, z liczbami, z ilościami. Czy ktoś z was to analizuje?
To ciekawy kierunek, ale od razu zaznaczam - pory leków to kwestia farmakologii i rytmu dobowego organizmu, tu nie ma miejsca na eksperymenty. Ale numerologiczna analiza tych liczb jako obserwacja, bez zmieniania zaleceń lekarza, to już inna sprawa. Mnie bardziej interesuje data wypisania recepty albo numer serii leku. Czy ty analizowałeś te liczby pod kątem jakiegoś konkretnego systemu, Pytago, Chaldejski?
Liczba dawek to jedno, ale ja bym zwrócił uwagę na coś innego - data ważności leku. To jest liczba, która jest tam z konkretnego powodu chemicznego, ale energetycznie wyznacza też pewien horyzont. Jeśli lek kończy ważność w miesiącu, który jest dla ciebie liczbą karmy, to czy zażywasz go w polu własnej wibracji, czy już za nią? Nie twierdzę, że to zmienia działanie chemiczne. Ale czy zmienia pole energetyczne, w którym substancja na ciebie wpływa, to otwarte pytanie.
Ciekawe, że nikt jeszcze nie wspomniał o samej nazwie leku. Litery mają swoje wartości numeryczne. Jeśli przeliczysz nazwę handlową preparatu, wychodzi liczba, która może ci dużo powiedzieć o tym, czego energetycznie możesz się spodziewać, nie chemicznie. Próbował ktoś tego? Bo np. nazwa brzmiąca na 8 to co innego niż na 11.
Suplementy to dobry punkt wyjścia, bo tam jest więcej swobody. Przy lekach na receptę naprawdę nie kombinujcie z godzinami bez konsultacji, bo np. przy antybiotykach stałe interwały czasowe mają znaczenie biologiczne. Ale analiza numerologiczna równoległa do leczenia, jako obserwacja swojej wibracji w tym czasie, to jest coś co można robić bez ryzyka. I może warto byłoby ten wątek rozwinąć - jak prowadzić taki dziennik numerologiczny choroby i leczenia?
różnica między 7 a 9 rano przy tarczycy to już może być chronobiologia, hormony kortyzolu i tak dalej. Ale pytanie jest ciekawsze: jak odróżnić, że to wibracja godziny działa, od tego, że po prostu o 9 jesteś bardziej rozbudzony i inaczej odbierasz swoje ciało?
A jak w ogóle oblicza się liczbę dnia? Czytałam różne rzeczy i różne źródła podają różnie. Czy to jest data zsumowana do jednej cyfry, czy jest jakiś inny sposób?
dokładnie i to byłoby spójne z podejściem rytualnym, gdzie dobierasz symbolikę do intencji, nie do siebie. Lek ma swoje zadanie. Jeśli to lek uspokajający, szukasz wibracji 2, 6, może 9. Jeśli energizujący lub pobudzający układ odpornościowy, może 1 albo 8. Twoja liczba życiowa wchodzi w to jako tło, nie jako jedyny wyznacznik.
Mam pytanie do wszystkich - bo rozumiem, że harmonia wibracji ma tu działać. Ale jeśli lek ma konkretny mechanizm biochemiczny, to jak wibracja godziny w ogóle miałaby na to wpłynąć? Co dokładnie ta wibracja robi? To nie atak, naprawdę chcę zrozumieć.
Arat to bardzo ważne rozróżnienie. Chronobiologia potwierdziłaby, że pora dnia wpływa na wchłanianie niektórych leków. Ale my tu mówimy o czymś więcej - o intencjonalnym wyborze tej pory przez pryzmat liczb. Czy to jest nadbudowa nad biologią, czy coś odrębnego?
Czy ktoś z was faktycznie prowadził jakiś dziennik albo notatki, kiedy zmieniał porę zażycia czegoś, kierując się liczbami? Nie pytam o dowód naukowy, pytam o osobiste doświadczenie. Bo ta rozmowa jest coraz bardziej abstrakcyjna.
A jak w ogóle powinien wyglądać taki dziennik? Zapisujesz godzinę, datę, co wzięłeś i jak się czułeś? Pytam, bo chciałabym spróbować, ale nie wiem, na co zwracać uwagę.
Dobra, ale skoro sami mówicie, że nie wiadomo, co dokładnie działa, to jak rozstrzygnąć, że to numerologia, a nie po prostu to, że zacząłeś bardziej uważać na siebie? To jest uczciwe pytanie.
Wracając do pytania z tytułu - bo rozmawiamy o dziennikach i mechanizmach, a pytanie było konkretne. Czy dawki i recepty mają znaczenie numerologiczne? Myślę, że dawka to ciekawy osobny wątek - bo 500 mg to inna liczba niż 250 mg. Czy ktoś to kiedyś analizował?
500 redukuje się do 5, 250 do 7. To już są zupełnie inne energie. 5 to zmiana i dynamika, 7 to głębia i introspekcja. Przy czym tu nie masz żadnego wyboru - dawkę przepisuje lekarz i to jest absolutny priorytet. Ale jako warstwa interpretacyjna - czemu nie?
Dokładnie i to jest chyba najzdrowsze podejście do numerologii w kontekście medycyny w ogóle. Nie interweniujesz w to, co zaordynował lekarz, ale czytasz to, co masz, jako tekst. Data wypisania recepty, dawka, numer kolejny na recepcie jeśli chcesz - to wszystko może być materiałem do refleksji, nie do działania.
Chwila - numer na recepcie? To już trochę za daleko chyba? Gdzie tu jest granica między tym, co ma sens, a tym, co już jest nadinterpretacją?
A co jeśli wynik interpretacji jest "zły"? Znaczy - wyliczasz dawkę i wychodzi ci liczba, którą uważasz za trudną. Co wtedy? Pytam, bo to wydaje mi się realny problem, który może kogoś niepotrzebnie wystraszyć.
Oliczka ma rację i myślę, że to ważne, żeby to powiedzieć wprost - zalecenia lekarskie są nienaruszalne. Numerologia tu jest dodatkiem, nie alternatywą. Jeśli ktoś przyszedł na ten wątek po to, żeby znaleźć uzasadnienie do nie brania leku - to zły adres.
Wracając do pytania z tytułu o dawki - mnie zawsze bardziej interesowała data wypisania recepty niż sama dawka. Bo dawkę ustala ktoś inny, data wypisania jest w jakimś sensie momentem, w którym wszedłeś w relację z tym leczeniem. Czy ktoś sprawdzał kiedyś liczbę tej daty?
Dodam do tego, że dobry numerolog - albo osoba, która poważnie traktuje ten system - nie myśli zero-jedynkowo. To nie horoskop z tygodnika. Liczba daje kierunek, nie werdykt. Przy lekach to tym bardziej ważne, żeby nie szukać wyroków, tylko kontekstu.
Bo liczba jest czymś, co pochodzi spoza ciebie - i to właśnie bywa wartościowe. Gdy sam sobie mówisz "bądź cierpliwy", to jest twoja własna myśl, którą możesz łatwo zignorować. Gdy liczba ci to "mówi", to ma inny ciężar. Wiem, że to brzmi naiwnie - ale tak właśnie działa rytuał jako sposób na obejście własnego oporu.
Oliczka dotyka sedna tego, dlaczego ten temat jest nietrywialny. I właśnie dlatego stawiałem od początku tak mocno na to, że zalecenia lekarskie są niepodważalne. Nie dlatego, że numerologia nie ma wartości - ale dlatego, że nie wiemy, kto to czyta i z jakim nastawieniem. Lepiej za dużo razy powiedzieć "idź do lekarza" niż raz za mało.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie praktyczne - bo trochę się zgubiłam. Jak rozumiem, mówicie o numerologii przy lekach jako o czymś do refleksji, nie do decyzji. Ale co jeśli ktoś chce wybrać porę brania leku na podstawie liczb - np. godzinę? Czy to jest ok, jeśli lekarz powiedział "raz dziennie" bez konkretnej godziny?
I to jest chyba najlepsze podsumowanie podejścia, o którym mówimy przez ostatnie kilkanaście postów. Najpierw medycyna, potem jeśli zostaje przestrzeń - numerologia w niej. Nie odwrotnie i nie równolegle z tym samym priorytetem.
Mam inne spojrzenie na tę kolejność. Rozumiem, że bezpieczeństwo jest pierwsze - zgoda. Ale czy ustalanie "priorytetów" między medycyną a numerologią nie jest trochę nieporozumieniem? To są dwa zupełnie różne poziomy rzeczywistości. Medycyna mówi o ciele, numerologia o energii i kontekście. One nie konkurują - po prostu działają na innych planach. Dlatego ten całkowity podział na "najpierw to, potem to" trochę spłaszcza całą rozmowę.
To jest uczciwe postawienie sprawy. Ale wtedy wracamy do pytania, które już kiedyś tu padło - czy nie wystarczy zwykłe wsparcie psychologiczne, afirmacje, rozmowa z bliską osobą? Dlaczego akurat liczba z recepty miałaby być lepszym źródłem tego nastawienia niż cokolwiek innego?
