Zastanawiam się nad czymś, co ostatnio nie daje mi spokoju. Czytałam o ochronie energetycznej i wszędzie pojawiają się różne liczby - ktoś mówi o 3 warstwach, ktoś inny o 7, jeszcze inni o 12. Czy w numerologii jest jakaś konkretna liczba, która odpowiada za ochronę duchową? Mam na myśli taką, która powinna nas otaczać jako tarcza. Bo jeśli liczby mają znaczenie dla naszej energii, to chyba ma też znaczenie ILE tych warstw budujemy, prawda?
To bardzo dobre pytanie, bo sama się z tym zmagałam. Przez długi czas pracowałam z 3 warstwami i miałam wrażenie, że coś jest nieszczelne. Dopiero gdy przeszłam na 7 dowiedziałam się od jednej osoby, że siódemka w numerologii to liczba duchowej pełni i ochrony jednocześnie. Ale szczerze? Nie wiem czy chodzi o samą liczbę, czy o intencję, z jaką te warstwy budujesz. Ty jak to robisz, masz jakiś rytuał przy tym?
Czekajcie, bo tu jest ważne rozróżnienie. Liczba warstw to jedno, ale w numerologii każda liczba niesie inną wibrację i to ona determinuje jakość ochrony, nie ilość. Trójka to dynamika i równowaga - odpowiada ciału, umysłowi i duchowi. Siódemka to głębia, ale też pewna... jak to powiedzieć... hermetyczność. Pytanie do Celestyny_B - te 3 warstwy, które miałaś wcześniej, jak je budowałaś? Bo może problem nie był w liczbie?
Przepraszam, ale muszę zapytać wprost - skąd właściwie pochodzi ta wiedza o liczbach i warstwach energetycznych? Rozumiem symbolikę liczb, to ma historię. Ale że dokładnie 7 warstw lepiej chroni niż 3 - to brzmi jak coś wymyślonego zupełnie niedawno. Skąd mam wiedzieć, że to nie jest po prostu czyjaś teoria, którą ktoś opisał w internecie i teraz wszyscy to powtarzają?
Swietowit, to uzasadnione pytanie. Tradycje, które przypisują liczbom znaczenie ochronne, sięgają kabały, pitagoreizmu i różnych szkół hermetycznych. Siódemka pojawia się jako liczba kompletności w niemal wszystkich tych systemach. Ale masz rację w jednym - konkretna koncepcja "warstw energetycznych" jest stosunkowo nowym synkretyzmem. To nie znaczy, że nie działa, ale warto wiedzieć, że nie mamy tu do czynienia z tysiącletnią tradycją.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że moja mama zawsze mówiła, że trójka to liczba ochrony. Mówili tak starsi ludzie w naszej wsi, że trzy znaki, trzy słowa, trzy okrążenia. Czy to nie jest starsza tradycja niż te wszystkie nowe systemy? Mnie zawsze trójka działała, chociaż nigdy tego nie analizowałam tak jak wy.
Słyszałam o tym podejściu i jest jeszcze jedna rzecz. Liczba warstw to nie wszystko, liczy się też geometria. Krąg, sfera, spirala - każda forma niesie inną energię ochronną. Dziewiątka naturalnie pracuje w spirali, bo to liczba ekspansji i powrotu. Może zamiast pytać ile warstw, warto zapytać w jakiej formie je układasz?
Wchodzę w ten wątek, bo w astrologii też mamy podobny dylemat przy ochronie. Liczba planet, aspekty, cykle. Ale zauważam, że ta rozmowa bardzo szybko poszła w stronę jak budować ochronę, zanim odpowiedzieliśmy sobie na pytanie ile warstw. Czy nie powinniśmy najpierw ustalić, czy w ogóle istnieje jakaś optymalna liczba? Bo może zależy to od momentu w cyklu życiowym?
Przyznam, że Leopold trochę mnie uspokoił z tym kabałą i pitagoreizmem. Ale nadal nie rozumiem jednego - jak ktokolwiek sprawdził, że 7 warstw działa lepiej niż 4? Czy jest jakiś sposób weryfikacji tego empirycznie, czy to jest wyłącznie subiektywne odczucie każdego z was?
Czytam tę rozmowę od początku i chciałabym wrócić do wątku Marcela50, bo mnie to bardzo interesuje. Jeśli liczba życiowa wpływa na to ile warstw potrzebujemy, to co z osobami, które mają liczby mistrzowskie, 11, 22, 33? Czy one mają naturalnie podwójną ochronę, czy wręcz przeciwnie, są bardziej narażone?
Czytam tę rozmowę od początku i chciałabym wrócić do wątku Marcela50, bo mnie to bardzo interesuje. Jeśli liczba życiowa wpływa na to ile warstw potrzebujemy, to co z osobami, które mają liczby mistrzowskie, 11, 22, 33? Czy one mają naturalnie podwójną ochronę czy wręcz odwrotnie - są bardziej podatne i potrzebują więcej warstw?
Słucham o tych liczbach mistrzowskich i zaczynam się zastanawiać, czy moja dziewiątka nie jest trochę podobna w tej kwestii przepuszczalności. Whisper pisał wcześniej, że dziewiątka jest związana z empatią i absorpcją. Czy to znaczy, że numerologicznie jestem w podobnej sytuacji co osoby z 11, tylko z innych powodów?
Przepraszam, że znowu wchodzę z tym samym, ale właśnie zobaczyłem coś ciekawego w tej dyskusji. Każda liczba wydaje się mieć jakiś powód, dla którego jej właściciel jest przepuszczalny albo słabo chroniony. Jedynka jest zbyt zamknięta, dwójka zbyt otwarta, dziewiątka absorbuje, jedynka mistrzowska rozciągnięta. Czy jest jakakolwiek liczba, która daje dobrą ochronę bez budowania dodatkowych warstw?
Wróćmy na chwilę do pytania Rozalinki, bo mi się wydaje, że trochę odpłynęliśmy. Ona pyta o swoją dziewiątkę i o przepuszczalność. Czy ktoś ma konkretne doświadczenie z budowaniem ochrony dla dziewiątki? Nie teorię, a co faktycznie działało?
Słuchajcie, może to stare myślenie, ale u nas w domu zawsze mówiło się, że ochrona musi być parzysta albo nieparzysta zależnie od tego czego szukasz. Parzysta to spokój i dom, nieparzysta to ochrona przed zewnętrzem. Dziewiątka to nieparzysta, więc i warstwy nieparzyste? Może to prostsze niż myślimy.
Parzyste i nieparzyste liczby w kontekście ochrony to naprawdę stara kategoria, Krysia_58 ma instynkt. W pitagoreizmie liczby nieparzyste były przypisane do zasady aktywnej, ograniczającej, porządkującej - to pasuje do ochrony przed zewnętrzem. Parzyste - do nieskończoności i nieograniczoności. Ale chcę zapytać Habbia o coś konkretnego: ta przyjaciółka z dziewiątką, czy zaczęła od dziewięciu warstw i schodziła w dół testując, czy od razu budowała siedem?
Whisper poruszył coś, o czym sam myślałem. Eksperymentowałem trochę z dodawaniem warstw i mogę powiedzieć tyle - różnica między czterema a pięcioma dla mnie z jedenastką była wyraźna. Ale nie wiem czy to była różnica energetyczna, czy po prostu byłem wtedy bardziej skupiony przy piątej warstwie bo liczyłem. Trudno to oddzielić.
Rozalinka pyta o coś, co mnie samego prowokuje do myślenia. Skoro nikt tu chyba nie robił tego naprawdę krok po kroku, to skąd wiemy że siedem dla dziewiątki działa lepiej niż pięć? To nie jest zarzut, to serio pytanie. Skąd pochodzi ta wiedza? Z tradycji, z intuicji, z cudzego doświadczenia?
Ale czekajcie, bo ta migrena mogła minąć z innych powodów. Więcej snu, lepsza dieta, mniej stresu. Jak to odróżnić od efektu warstw? Naprawdę pytam, bo sam próbuję różnych rzeczy i nie wiem jak oceniać co działa.
U mnie to zawsze działało inaczej latem a inaczej jesienią i nigdy nie wiedziałam dlaczego. Może właśnie o to chodzi, Fela73. Może te warstwy nie są stałe, tylko wymagają dostrajania do pory roku albo do tego co się aktualnie dzieje w życiu.
Fela73 i Krysia_58 trafiają w coś ważnego. W tradycjach, które systematycznie opisują ochronę energetyczną, rzadko mówi się o stałej liczbie warstw. Mówi się o warstwie jako odpowiedzi na konkretne zagrożenie albo okoliczność. Pytanie o ile warstw jest w tym sensie źle postawione - powinniśmy pytać przed czym i kiedy.
Leopold powiedział coś, przy czym chcę się zatrzymać. Jeśli warstwy mają być odpowiedzią na konkretną okoliczność, to ile warstw budujesz gdy zagrożeń jest kilka naraz? Dodajesz kolejne warstwy dla każdego zagrożenia? Bo to by mogło dać w końcu te jedenastki Marcela.
Wracając do pytania Habbia sprzed chwili - kiedy dodałem piątą warstwę poczułem coś w rodzaju ciszy. Nie spokoju, bardziej braku szumu. Jakby wcześniej było stałe tło i nagle zniknęło. Nie wiem czy to był efekt warstwy czy po prostu skupienia, o którym sam mówiłem. Ale było na tyle inne, że zapamiętałem.
Lucjan opisuje coś, co znam z własnego doświadczenia. Ten moment kiedy coś odpada, a nie coś przybywa. Zastanawiam się czy właśnie to nie jest właściwy sygnał że liczba warstw jest odpowiednia - nie poczucie dodania czegoś, ale poczucie że coś się ustabilizowało.
Słucham tej rozmowy o sygnałach i myślę, że wciąż kręcimy się wokół indywidualnego odczucia jako jedynej miary. To nie jest krytyka, ale chciałabym zapytać - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie ktoś drugi, bez wiedzy o waszej pracy, zaobserwował zmianę? Bo to byłoby dla mnie mocniejsze.
Pytanie, które zadaję od jakiegoś czasu i nigdy nie dostaję na nie satysfakcjonującej odpowiedzi - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie ktoś drugi, bez wiedzy o waszej pracy, zaobserwował zmianę? Bo to byłby zupełnie inny rodzaj sygnału niż nasze własne wrażenie ciszy czy braku szumu.
Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że szukamy zewnętrznego potwierdzenia czegoś, co z natury jest wewnętrzne. Wróćmy może do sedna, które jest w tytule wątku - ile warstw. Czy ktoś próbował podejść do tego od strony liczby życia i sprawdzić, czy istnieje jakaś korespondencja między nią a optymalną ilością warstw? Nie teoretycznie, ale na własnej skórze.
