Matko, zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co mnie trochę nurtuje. Mieszkam pod kodem 33-300 i kiedyś mi ktoś powiedział, że trójki to liczby mistyczne, bardzo wysokiej wibracji. Ale czy kod pocztowy w ogóle niesie jakąś energię? Mam na myśli to dosłownie - czy miejsce, gdzie mieszkasz, ma swoją numerologiczną tożsamość zakodowaną w tych cyfrach? Czy ktoś z was kiedyś to liczył albo analizował?
Ech, no to ciekawy wątek! Sama nigdy nie pomyślałam o kodzie pocztowym pod tym kątem, ale dlaczego nie? Skoro analizujemy daty urodzenia i imiona, to adres zamieszkania też powinien mieć swoją wibrację. Pytanie tylko jak to redukować - wszystkie cyfry razem, czy moze te dwie grupy osobno?
W klasycznej numerologii adres zamieszkania to jedno z ważniejszych miejsc analizy, tylko rzadko się o tym mówi. Sumuje się zazwyczaj cały numer ulicy i ewentualnie numer mieszkania. Z kodem pocztowym to już bardziej złożona sprawa, bo kod to twór administracyjny, nie intuicyjny. Ale nie mówię, że nie działa - pytam, czy ktoś sprawdzał to w praktyce na sobie?
Dziewiątka to nie tylko zakończenia, ona ma też w sobie energię humanitaryzmu i duchowego dopełnienia. Jakbyś mieszkała pod 9, to możliwe, że to miejsce cię… no, przyspiesza pewne procesy. Ale szczerze, kod pocztowy to konstrukcja zewnętrzna, więc nie wiem czy ma aż taką siłę co numer domu. 😀
Właśnie, to ciekawe rozróżnienie, które Narcyz.x poruszył, ale myślę że tu chodzi o co innego. W tradycji numerologicznej liczy się intencja i korelacja energetyczna, nie to kto coś wymyślił. Kod pocztowy jest nadawany centralnie przez urząd, ale z perspektywy miejsca - to miejsce istnieje niezależnie od kodu. Pytanie brzmi: czy kod opisuje energię miejsca, czy ją tworzy?
Znam przypadek - nie swój, ale osoby z bliskiego otoczenia - która przeprowadziła się z kodu kończącego się na 13 do dzielnicy z kodem na 21 i twierdziła, że od tamtej pory wszystko zaczęło się układać. Nie wiem czy to kod, może po prostu nowe miejsce, nowe powietrze. Ale zbieżność była.
Ojejku, słuchajcie, chcę doprecyzować jedno - czy mówimy o kodzie jako całości, czy o samej pierwszej dwucyfrowej części? Bo w Polsce format to XX-XXX i te pierwsze dwie cyfry określają region, a reszta to bardziej lokalizacja w obrębie. Może energia regionu to jedno, a konkretnej ulicy drugie? 😉
Liczby mistrzowskie w kontekście adresu - tak, to ma sens. 33 ze Stokrotuniowego kodu mogłoby być właśnie taką liczbą mistrzowską zamiast od razu redukować do 6. Trójdziestka trójka to liczba mistrza-nauczyciela, bardzo wysoka duchowa częstotliwość. Ciekawe zestawienie z jej dziewiątką z pełnego kodu.
A można zapytać jak szybko można poczuć zmianę jak się przeprowadzi pod lepszy numerologicznie adres? Bo rozważam zmianę mieszkania i chciałabym wiedzieć na co zwrócić uwagę przy wyborze. Jaka cyfra byłaby najlepsza?
Przepraszam że może głupie pytanie, ale czy to w ogóle działa tak samo dla każdego? Mam na myśli - dwie osoby mieszkają pod tym samym kodem pocztowym, ale pewnie mają różne daty urodzenia i różne liczby życiowe. Czy kod na obie działa tak samo czy inaczej? 😉
Czytam tę rozmowę i mam pytanie z innej strony - czy ktoś z was kiedyś sprawdził to empirycznie? Znaczy, policzyłaś kod starego adresu, sprawdziłaś czy to co twierdzisz o energii miejsca się zgadza z tym co tam przeżyłaś? Nie mówię że to nie działa, naprawdę jestem ciekawa czy jest jakaś weryfikacja osobista.
No dobra, to ja odpowiem na własne pytanie, bo sama sobie postawiłam to wyzwanie. Sprawdziłam dwa poprzednie adresy. Pierwszy kod dawał mi po redukcji czwórkę - i faktycznie, był to czas bardzo intensywnej pracy, budowania od podstaw, strasznie ciężki. Drugi dawał siódemkę - i rzeczywiście to był czas bardziej wycofany, dużo byłam sama, dużo myślałam. Teraz mam jedynkę i… cóż, wlasnie zaczęłam kilka nowych projektów. To może być zupełny zbieg okoliczności, ale nie mogę powiedzieć, że się nie zgadza. 😛
Ale właśnie to jest sedno, prawda? Że każdemu można dopasować interpretację. Mnie bardziej chodzi o to, czy ktoś miał sytuację gdzie ZANIM się przeprowadził, policzył kod i potem to się potwierdziło. To byłoby mocniejsze niż patrzenie wstecz.
Stokrotunia wlasnie to jest kluczowe pytanie i szczerze - ja nigdy nie liczyłem kodu PRZED przeprowadzką. zawsze po fakcie. I teraz myślę, że może to błąd. Wspominałem wcześniej tę osobę z kodem na 21 - ona nie liczyła nic z góry. A gdyby policzyła i trafiła na 'zły' kod, może by nie wyszła z tego miejsca i straciłaby szansę?
Zatrzymajmy się chwilę na samej metodzie. Bo tu w wątku wychodzi kilka różnych sposobów liczenia i nikt tego nie ujednolicił. Czy bierzemy kod jako całość i redukujemy wszystkie cyfry? Czy dzielimy na dwie części i analizujemy osobno? Bo to nie są te same wyniki i nie możemy porównywać doświadczeń jeśli każda z nas liczy inaczej. 😀
Przepraszam, że się wtrącam, ale ja nawet nie wiedziałam że jest więcej niż jedna metoda liczenia. Myślałam że numerologia to po prostu sumowanie cyfr. To jest bardziej skomplikowane niż myślałam. Która szkoła jest według was… no, bardziej wiarygodna?
A czy ktoś brał pod uwagę że kod pocztowy może się zmienić? U nas w okolicy kilka lat temu zmienili kody dla niektórych ulic przez reformę administracyjną. Jeśli energia była 'przypisana' do starego kodu, to co się stało po zmianie? Zniknęła? Przeszła na nowy kod? Zostały dwie energie? 🙁
No właśnie, ta kwestia ze zmianą kodu mnie zatrzymała. Bo to by oznaczało, że jacyś urzędnicy w ministerstwie pracy nad podziałem administracyjnym nieświadomie wytyczali energetyczne granice. Brzmi absurdalnie, ale z drugiej strony - może linie energetyczne miejsc pokrywają się z naturalnymi podziałami terenu, które z kolei wpływają na to jak administracja wytycza granice?
Ojej, wracając do sedna wątku - myślę, że dyskusja o tym czy kod opisuje czy kreuje jest bardzo ważna, ale może damy też przestrzeń Stokrotuniowej sytuacji? Mówiłaś że dużo się kończy. Dziewiątka w cyklu numerologicznym to też czas przed nowym początkiem. Jedynka zawsze po dziewiątce. Może zamiast widzieć to jako ciężar, warto patrzeć na to jako oczyszczanie pola pod nowe?
Stokrotunia właśnie to jest pytanie które mnie od dawna nurtuje - co jest ważniejsze, liczba miejsca czy liczba osobista danego roku? Bo jeśli obie na siebie wpływają, to jak je ważyć? Czy ktoś tutaj kiedyś obliczał obie i sprawdzał czy są ze sobą spójne?
No dobra, no właśnie, to mnie zawsze blokowało. Jeden kod dla całej dzielnicy, gdzie żyje może dwadzieścia tysięcy osób. Jak ta 'energia miejsca' może być indywidualnym przekazem dla każdego z nich? Czy numerolodzy mają na to jakąś odpowiedź, czy to jest pomijane? 😛
Przepraszam że wchodzę w środek, ale ja nadal nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli kod jest tłem a numer domu jest ważniejszy, to po co w ogóle liczyć kod? Co mi to konkretnie mówi przy wyborze mieszkania czego nie da mi sam numer domu?
Ojejku, a czy kod jednocyfrowy po redukcji i numer domu jednocyfrowy po redukcji mogą po prostu dać razem sumę i to jest 'energia całego adresu'? Czy to zbyt duże uproszczenie? Pytam bo to by było łatwiejsze do policzenia dla kogoś kto dopiero zaczyna.
Wracam do swojego pytania ze zmianą kodu bo nikt do końca nie odpowiedział. Jeśli przyjmiemy że kod jest energetycznym tłem miejsca, to co się stało z domami które dostały nowy kod po reformie? Mam sąsiadkę która mówi że od jakiegoś czasu w okolicy jest zupełnie inny klimat - ale to mogła być zbieżność z czymś innym. Czy ktoś śledził takie rzeczy?
To co opisuje Honoratka_56 jest bardzo ważne dla całej tej dyskusji. Jeśli energia jest w miejscu, a kod tylko ją odzwierciedla, to reforma administracyjna niczego by nie zmieniła. Ale jeśli kod ją tworzy albo kształtuje - to zmiana cyfr powinna przynieść zmianę energii. Które z tych założeń przyjmujemy? Bo od tego zależy cały sens liczenia kodów pocztowych.
Ech, czytam ten wątek od dłuższego czasu i dopiero teraz wchodzę, bo właśnie ta różnica którą Stokrotunia i Mistralka sformułowały jest kluczowa. W moim rozumieniu liczby są jak mapowanie - nie tworzą rzeczywistości, ale pomagają ją odczytać. Kod pocztowy przypisano do miejsca z powodów logistycznych, ale jeśli każde miejsce ma swoją wibrację, to cyfry kodu mogą być z nią przypadkowo albo nieprzypadkowo zbieżne. To drugie byłoby ciekawsze do zbadania. 😉
