Piszę tutaj, bo może ktoś będzie w stanie mi pomóc albo przynajmniej naprowadzić na właściwy trop. Jestem numerologiczną 11/38, urodziłam się 26 listopada 1972 roku.
Całe moje życie to jeden ciąg zdarzeń, których zwyczajnie nie potrafię zrozumieć. Jeden problem za drugim, i ledwo wychodzę z jednego, już wpadam w kolejny. I tak od dziecka...
Opiszę w dużym skrócie, bo tego było naprawdę o wiele więcej. W dzieciństwie zaatakował mnie zboczeniec który ciągnął mnie do lasu, ocalił mnie przypadkowo grzybiarz. Porażał mnie prąd, uratował mnie pies który zaalarmował rodzinę. Mnóstwo wypadków, z każdego wychodziłam cudem. Kupiłam samochód, wjechało mi w maskę drugie auto, totalna kasacja, a ja bez draśnięcia. Kupiłam kolejny, zniszczyła go ulewa z gradem. I tak w kółko.
Finansowo tak samo. Jak już znajdę dobrą pracę to firma pada, jak zacznę dobrze zarabiać to zmieniają się przepisy. Ciągle pod górkę. Ludzie, którzy wydawali mi się godni zaufania, wpędzają mnie w kłopoty. Sprzęty psują się wokół mnie jeden za drugim. Umierają bliskie mi osoby, mlodzi i dobzy ludzie, zawały, wypadki. Im bardziej się staram, tym bardziej lecę w dół.
Ostatnio ktos mi powiedział że to może być klątwa i ta myśl nie daje mi spokoju. Nie wiem do kogo się zwrócić, naprawdę już nie mam pomysłu. Jeśli ktoś zna kogoś odpowiedniego lub sam ma doświadczenie w takich sprawach, proszę o podpowiedź tutaj w wątku. Będę wdzięczna za każdą wskazówkę.
Wróciłam tu jeszcze raz, bo chciałam dopowiedzieć jedną rzecz. Zauważam u siebie taki dziwny wzorzec... kiedy ktoś mi się zwierza, słucham, staram się pomóc, ta osoba wychodzi z problemu, a ja jakby przejmuję jej ciężar. Dosłownie wpadam w ten sam kłopot, przed którym kogoś przestrzegałam. Jakbym ściągała na siebie cudze złe energie, rozumie Pan?
Teraz nazbierało się tego tak bardzo, że nie wiem jak dalej. Przecież nie jestem złym człowiekiem, dlaczego więc przyciągam same nieszczęscia...
i coraz częsciej wraca do mnie myśl, że chodzi o klątwę. Albo o karmę, która przeszła z rodziców na moje pokolenie. Jestem jedynaczką, mam tylko syna i tatę. Mama odeszła mając 40 lat, dwa miesiące po jej śmierci szkło skaleczyło oko mojemu rocznemu wtedy synkowi. I to nie koniec takich rzeczy, jedna po drugiej. Co Pan o tym myśli?
no właśnie, ja też jestem jedenastką w numerologii 🙂
